Znalazłam najlepszą restaurację w Londynie!

Pogoda w Londynie tego lata bardzo nas rozpieszcza. To moje trzecie wakacje w Londynie i nie pamiętam, żeby kiedykolwiek było tak pięknie, jak jest teraz! Aby wykorzystać jak najlepiej te słoneczne miesiące, każdy weekend mamy już praktycznie zaplanowany i zawsze z niecierpliwością wyczekujemy piątku.

Na minioną sobotę mieliśmy zaplanowane zakupy. Mojemu chłopakowi w, ostatniej chwili, przypomniało się, że nie ma w co się ubrać na 18-nastkę mojego brata, która przypada już w ten weekend. Do tego czekały nas jeszcze porządki w domu, a i N. nie miał do końca wolnego w pracy, ponieważ musiał być pod telefonem. Dlatego też nie mieliśmy większych planów, bo wiedzieliśmy, ze w każdej chwili możemy spodziewać się telefonu z pracy.

Ale… kiedy wstałam w sobotę rano i zobaczyłam promienie słońca przebijające się do naszego okna w sypialni, pomyślałam: są rzeczy ważne i ważniejsze. Skupmy się na priorytetach, a dopiero potem zakupy i sprzątnie, haha! Nie było mowy o siedzeniu w domu tego dnia!

Na niedzielę umówiliśmy się ze znajomymi na piknik, więc wybraliśmy się na bazarek, aby kupić parę pyszności i przygotować przekąski.

Pomyślałam, że idealnym outfitem na ten dzień będzie moja długa, biała sukienka, którą kupiłam podczas pobytu nad Lazurowym Wybrzeżu. Uwielbiam ją!

Ostatnio spodobał mi się bazarek na Sloane Square, więc właśnie tam wybraliśmy się tym razem na zakupy. Na widok tych wszystkich pyszności niemalże dostałam oczopląsu! Popatrzcie sami:

Na bazarku wypatrzyłam również kokosy – od razu przypomniała mi się ta pyszna woda kokosowa, którą piłam w Nicei prosto z owocu. Kupiłam, ale nie spodziewałam się, że będzie tak dobra, jak ten we Francji. A była! Naprawdę smaczna! Jak zwykle szkoda tylko, że tak mało! 😉

Następnie wybraliśmy się na spacer po okolicy, w stronę Victorii,  gdzie zarezerwowałam nam stolik na lunch. Tak rzadko bywam w tych okolicach, że zapomniałam, jaką piękną dzielnicą jest Victoria! Te domki i parki są jak marzenie! Wszystkie wyglądają tak samo i wszystkie są równie piękne! To był najwyższy czas na odwiedzenie restauracji w tej okolicy, bo, choć znajduje się ich całkiem sporo na mojej liście, to nigdy wcześniej nie miałam okazji jeść w żadnej z nich.   

Tego dnia padło na Rail House Café. Mieliśmy mały problem w znalezieniu naszej knajpki, bo znajduje się nieco na uboczu, ale gdy tylko zobaczyłam poduszki w paseczki, wiedziałam, że jesteśmy w domu! Od tamtej pory uśmiech nie schodził mi z buzi. Już po wystroju wnętrz wiedziałam, że będę tu częstym gościem. Modliłam się, żeby jedzenie również tak skradło moje serce 🙂

Mimo że jadłam ośmiornicę tydzień wcześniej, kiedy zobaczyłam ją w menu, od razu naszła mnie ochota na nią! Na danie główne wybrałam sałatkę, a N. kanapkę Ruben i frytki z rozmarynem – palce lizać! W Warszawie taką kanapkę serwują w Momu i również jest niesamowita. Wszystko, dosłownie wszystko było przepyszne. Zarówno kanapka N., jak i moja ośmiornica z ziemniakami, co jest notabene idealnym połączeniem! Planowaliśmy zamówić również deser, ale zabrakło miejsca…Następnym razem to nadrobimy, gdyż ich sernik był bardzo obiecujący.

Wiecie co, muszę Wam powiedzieć, że to była duża niespodzianka –  odkryć tego dnia moją ulubioną restaurację w Londynie. Zdecydowanie jest to mój numer jeden! Ciągle wracam myślami do tego miejsca. To jedzenie…Te wnętrza. I ta przemiła obsługa. Nic, zupełnie nic mnie nie rozczarowało. Już nie mogę doczekać się tam kolejnej wizyty!

Szczęśliwi i najedzeni wróciliśmy do domku, a ja wzięłam się za przygotowanie przekąsek na niedzielny piknik. Wszystko wyszło idealnie, a ja już niedługo podzielę się z Wami przepisami, na 3 szybkie przekąski na piknik + szybki deser!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *