Wystawa kwiatowa w Chelsea, Greenwich Market, czyli kolejny słoneczny weekend w Londynie

Mówiłam już Wam, że uwielbiam weekend? (kto ich nie lubi!?) I to nie dlatego, że mam wolne, bo – będąc samej sobie szefem – pracuję również w weekend. Lubię weekendy ponieważ zwykle wiążą się one z jakąś przygodą.

Jestem osobą, która lubi planować i tak też jest z weekendami. Każdy weekend planuję z wyprzedzeniem i za każdym razem zaplanowane jest coś innego. Dzięki temu z radością odliczam dni do weekendu. Ze względu na szkołę i pracę, w ciągu tygodnia nie mam możliwości wyjść z domu na cały dzień. Nie mam też stałych godzin pracy, każdy tydzień jest inny. Jednego dnia pracuję 4 godziny, a drugiego 7. Stąd też dłuższe wypady na miasto w tygodniu odpadają. Pewnie macie podobnie ? W weekend jednak wygląda to zupełnie inaczej.

Na każdy weekend mam plany: co będę robić, zwiedzać, gdzie pójdę, gdzie zjem lunch lub co przygotuję na śniadanie. Bardzo lubię takie planowanie. Dodatkowo mieszkam w Londynie, a tutaj jest tyle rzeczy do robienia, tyle rzeczy do zwiedzenia. I pogodę mamy ostatnio cudowną, więc szkoda z tego nie skorzystać.
Niestety, nie zawsze wszystko wychodzi tak, jak sobie zaplanuję. Plany planami, a życie życiem. Ale nawet jeśli te dni nie potoczą się po mojej myśli, to nie załamuję rąk i staram się wyciągnąć z weekendu najwięcej, jak mogę. Tak właśnie było w ostatni weekend. Plany się posypały, ale to nie oznacza, że nie było miło. Było bardzo fajnie! Potrafię być czasem spontaniczna 😛 
Z powodu dużej ilości pracy przed wyjazdem na wakacje, zarówno ja, jak i mój chłopak musieliśmy spędzić większość czasu przed komputerami w zeszły weekend. Koniecznie chciałam skończyć wszystko na czas, aby nie musieć niczym się martwić na wakacjach (CV same się nie napiszą, a miałam ich kilka do napisania). Do tego zajęcia z moimi uczniami, pakowanie itd. Aczkolwiek i tak wycisnęliśmy z weekendu, ile mogliśmy, spędzając miło czas poza domem.

Sobota 
W sobotę miałam korepetycje od 8 rano do 12, więc wstałam już o 7, aby naszykować się i móc wyruszyć w drogę zaraz po 12. Mieliśmy zamiar spędzić popołudnie w Hyde Parku i popływać tam na łódkach…ale w piątek wieczorem dowiedziałam się, że obecnie w Londynie ma miejsce coroczna wystawa kwiatowa – zwana Chelsea in Bloom. Motto tegorocznej brzmiało Floral Safari. Co więcej, miała ona trwać tylko do soboty wieczora. Dlatego też nastąpiła mała zmiana planów i wyruszyliśmy w stronę Sloane Square, gdzie właśnie to wszystko miało miejsce.
To był świetny pomysł, aby tam wyskoczyć, ponieważ wystawa była przepiękna. Każdy sklep reprezentował inne zwierzęta, zrobione właśnie z kwiatków. Moim ulubieńcem była zdecydowanie żyrafa. Zobaczcie sami.

Spacerując po Sloane Square wstąpiliśmy do kilku fajnych sklepów, w których spodobały mi się oczywiście sukienki, ale nic nie kupiłam! Jestem z siebie dumna, haha 🙂
Przypadkiem natknęliśmy się na bazar. Nie mam pojęcia, jak to możliwe, że wcześniej o nim nie słyszałam. Muszę Wam powiedzieć, ze byłam miło zaskoczona. Oczywiście było tam mnóstwo ludzi, ale mimo to udało mi się dojrzeć kilka fajnych rzeczy i poplotkować z osobami sprzedającymi te wszystkie pyszności. Najbardziej kusiły mnie wyszukane słodkości, ale nie dałam się im! Byłam twarda! Wiedziałam, że do 1 czerwca już tylko kilka dni i nie złamię swojego postanowienia o niejedzeniu niczego słodkiego przez cały maj.

N. troszkę zgłodniał patrząc na te wszystkie pyszności i skusił się na burgera, który – muszę pryznać – wyglądał smakowicie. Podobno był też smaczny 🙂 Ja kupiłam orzeszki i byłam zadowolona!

Następnie zaszliśmy do Zary na chwilę, chociaż nie byłam zadowolona z tego pomysłu, no ale faceci zawsze wszystko kupują na ostatnią chwilę przed wakacjami, więc nie miałam wyjścia. Po wizycie dziękowałam N., że tam weszliśmy. Dlaczego? Gdyż po długich poszukiwaniach znalazłam swój idealny wakacyjny kapelusz. Kapelusz, który nie był za duży, nie spadał mi na twarz i – moim zdaniem – pasuje mi idealnie. Byłaaam cała w skowronkach. Czyżby kolejny raz okazało się, że nieplanowane zakupy są najlepsze… ;). Też Was cieszą takie małe rzeczy?
Następnie czas było wrócić do pracy, ale N. musiał załatwić jeszcze jedną sprawę obok Harrodsa, więc ja skorzystałam z okazji i wyskoczyłam na chwilę na stoisko Diora. Często czytałam bowiem dobre opinie o pewnym produkcie tej marki... Mowa tu o odżywce do rzęs. Udało mi się ją kupić i sprawdza się rewelacyjnie. Pamiętacie o odżywce do rzęs z Rossmana, o której Wam mowiłam w ulubieńcach stycznia? Ta z Diora jest sto razy lepsza! Przede wszystkim utrzymuje się cały dzień! Na pewno znajdzie się w ulubieńcach maja, które znajdziecie na blogu za kilka dni!
Reszta dnia to już tylko praca praca i praca…

Niedziela

Całą niedzielę mieliśmy spędzić również przed komputerem i nigdzie nie wychodzić, gdyż nawet niebo było troszkę zachmurzone i nie zachęcało do wyjścia. Ale ooło 11 rozpogodziło się, więc zdecydowaliśmy się wyskoczyć do pobliskiego sklepu, kupić coś pysznego na późne śniadanie i zjeść w ogrodzie, zanim wrócimy i  w pełni nie oddamy się pracy.
Jeśli nie robię zakupów online, to najchętniej zaglądam do Waitrosa. W drodze do sklepu, zauważyliśmy, że w jest otwarty (to się rzadko zdarza) nasz pobliskim Greenwich market więc zdecydowaliśmy się zatrzymać i tutaj kupić owoce na owsiankę.

Nie spodziewałam się, że truskawki będą już tak słodziutkie. Były przepyszne, więc kupiliśmy koszyczek do owsianki i do bułeczek, które piekłam popołudniu. Do tego kupiliśmy świeże pieczywo, zaszliśmy do sklepu ze zdrową żywnością, gdzie kupiłam swoje ukochane kiełki do kanapek i herbatkę. Następnie przeszliśmy się po Greenwich oglądając nowe niedawno otwarte miejsca i oczywiście planując, gdzie wybierzemy się na śniadanie w najbliższej przyszłości : ) Po krótkim spacerze wróciliśmy do domu i przyszykowaliśmy pyszne śniadanko, które zjedliśmy w ogrodzie. Było cudownie. Uwielbiam takie poranki. 

Reszta weekendu była spędzona przed komputerem, ale to nic. I tak było fajnie i warto, ponieważ praca zakończona a ja publikując ten wpis wygrzewam się na słoneczku w Nicei! Pięknie tu jest!

A jak Wam minął ostatni weekend i tydzień? 

Mam jeszcze szczegółowe pytanie do Londyńczyków. Macie ulubione stronki, z których czerpiecie informacje wydarzeniach w Londynie i okolicy? 

I najważniejsze – jakie Wasze ulubione zwierzę z tej wystawy? 🙂

6 thoughts on “Wystawa kwiatowa w Chelsea, Greenwich Market, czyli kolejny słoneczny weekend w Londynie

  1. Haha, właśnie miałam Cię spytać o to samo. Skąd czerpiesz pomysły na takie weekendy? Ja jedyną stronę, jaką mam, to oficjalna strona hali Olympia 🙂
    W weekendy zazwyczaj niestety można mnie spotkać w pracy 😛 zazdroszczę spontanicznych wypadów.
    A wystawa przepiękna! Zakładam, że zapachy były również nie z tej ziemi!

    1. Pomysly czerpie glownie z instagrama, blogow, roznych wydarzen,o ktorych slysze ze sie odbeda. Duzo rowniez sama szukac! Pozdrawiam cieplo!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *