Wypadek samochodowy – uraz na całe życie, a może lekcja, której nigdy nie zapomnę?

Odkąd zdałam prawo jazdy, czyli 6 lat temu, bardzo dużo jeździłam samochodem. Praktycznie codziennie. Najpierw mieszkając w Polsce, następnie w Stanach, będąc w Kalifornii, a ostatecznie również w Londynie. Kiedyś długie trasy, w nocy czy za dnia nie stanowiły dla mnie żadnego problemu. Nawet w zeszłym roku przejechałam sama 800 km z Niemiec do Polski. Byłam z siebie bardzo dumna, a to wszystko dlatego, że od chwili otrzymania prawa jazdy, czułam się dość pewnie za kółkiem i myślę, że byłam dosyć dobrym kierowcą. Dlaczego piszę byłam?

Wszystkie zmieniło się rok temu w listopadzie, kiedy wracając rano z pracy w Warszawie, miałam wypadek. Nie chciałabym tutaj wchodzić w szczegóły jak do tego zdarzenia doszło i co się stało, nie mniej jednak moje auto wyglądało tak:

Patrząc na to zdjęcie zastanawiam się, jak to możliwe, że poza drobnymi obrażeniami nic mi się nie stało.

W dzisiejszym wpisie chciałabym podzielić się z Wami tym przeżyciem i tym czego mnie to wydarzenie nauczyło. Mam ogromną nadzieję, że moje doświadczenie zmotywuje Was do zmiany złych nawyków podczas prowadzenia auta, jeśli takie macie.

1.Bycie w szoku to w takich sytuacjach coś normalnego, coś czego nie doświadczyłam nigdy wcześniej

Prawdę mówiąc samego momentu wypadku nie pamiętam, to były ułamki sekund. Teraz, gdy o tym myślę, to mam całkowicie rozmazany obraz. Pamiętam, że zaraz po uderzeniu, gdy się ocknęłam, wysiadłam z samochodu, żeby sprawdzić, czy nikomu nic się nie stało.

Byłam tak oszołomiona, że przez kolejne 20 minut nie byłam w stanie nic powiedzieć. Ludzie podchodzili do mnie i pytali, czy wszystko w porządku, a ja potrafiłam z siebie wydusić jedynie krótką odpowiedź – „tak”.

Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że powinnam zadzwonić do rodziny i powiadomić ich o całym zdarzeniu.

Nigdy nie byłam w takim szoku, jak wtedy. Zupełnie nie byłam sobą. Dziś, gdy o tym myślę, zastanawiam się, dlaczego nie zrobiłam tego, czy tamtego.

2.Nawet jeśli myślisz, że nic Ci się nie stało i dobrze się czujesz, idź na badania

Kiedy przyjechała karetka, zaczęłam zgrywać twardzielkę, że nic mi nie jest i nic mnie nie boli. Nie odczuwałam znaczącego bólu, a krew, która leciała mi tylko z nosa, a to coś normalnego po uderzeniu, prawda? Wydawało mi się, że wszystko jest ok.

Sanitariusz, który przyjechał na miejsce, zlecił mi zrobienie podstawowych badań, tak na wszelki wypadek. Oczywiście wydawało mi się to zupełnie zbędne i stanowczo odmawiałam.

Dzisiaj wiem, że zachowałam się lekkomyślnie. Wysoki poziom adrenaliny po wypadku sprawia, że w pierwszych chwilach nie odczuwa się bólu. Jednak ból przyszedł i to już tego samego wieczoru, kiedy wróciłam do domu i emocje trochę opadły. Zaczęłam odczuwać silne dolegliwości bólowe szczególnie w okolicach szyi oraz rąk. Trochę się wystraszyłam i zarazem zdałam sobie sprawę, że głupio postąpiłam odmawiając badań. Dzisiaj wiem, że postąpiłabym zupełnie inaczej.

3.Prowadzenie auta i jednoczesne bawienie się telefonem, to największa głupota jaką można zrobić i nie ma na to usprawiedliwienia.

Mimo że nie to było powodem mojego wypadku, całe zdarzenie uświadomiło mi wiele rzeczy, a przede wszystkim to, jak wielu ludzi często używa telefonu podczas jazdy (ja też tak robiłam). Do końca życia nie wybaczyłabym sobie, gdyby przyczyną mojego wypadku byłaby zabawa komórką. Od tamtej pory nie wyciągam telefonu z torebki podczas prowadzenia auta i wiem, że nigdy tego nie zrobię.

Telefon nie jest jednak jedynym rozpraszaczem, dlatego też bardzo Was proszę nie bawcie się telefonem podczas jazdy, nie pozwólcie innym się rozpraszać, nie starajcie się rozgryźć czy ta chmura, którą widzicie za szybą wygląda bardziej jak pingwin, czy jak smok.

Zdaję sobie sprawę, że czasem droga może być żmudna i długa, i tylko szybko chcesz sprawdzić smsa, ale wierz mi, to może poczekać. Potrzeba jedynie momentu, aby ta  ”nudna” droga zamieniła się w coś, co będzie nieodwracalne w skutkach.

Chciałabym poprosić Was, abyście zmienili swoje złe nawyki podczas prowadzenia auta, jeśli takie macie. Naprawdę żadna wiadomość na Whatsappie, żadne zdjęcie na Instagramie czy cokolwiek innego nie jest warte ryzykowania swojego lub czyjegoś życia.

4.Życie to największy prezent jaki nam dano

W dzień wypadku przez całą resztę dnia, patrząc na zdjęcie swojego rozbitego auta myślałam tylko o jednym… ile miałam szczęścia, że wyszłam z tego cało…, że mi i nikomu innemu nic się nie stało.

Tego dnia doceniłam też milion innych rzeczy.

Jestem wdzięczna za to, że siedzę tutaj teraz i mogę to dla Was pisać. Jestem wdzięczna mojej rodzinie, która mnie bardzo wtedy wspierała, a szczególnie tacie, który sprawił, że moje auto wygląda jak nowe w kilka tygodni, chociaż inni twierdzili, że nadaję się jedynie na złom.

Przede wszystkim jestem wdzięczna za to, że wciąż żyje, bo mogło być zupełnie inaczej.

4.Prowadzenie auta już nigdy nie będzie takie samo

Niestety najgorszy skutek wypadku jest taki, że od tamtej pory okropnie boję się prowadzić samochód, szczególnie wtedy, kiedy warunki atmosferyczne temu nie sprzyjają. Pół roku temu sprzedałam swoje auto i na obecną chwilę nie planuję kupna nowego.

Tutaj w Londynie praktycznie w ogóle nie jeżdżę. Kilka tygodni temu wsiadłam za kółko ponownie, aczkolwiek te 20 minut podczas których prowadziłam były okropne. Dawno nie czułam takiego stresu. Byłam przerażona i inni kierowcy zdecydowanie to wyczuli trąbiąc na mnie co kilka minut. Teraz już wiem, że w Londynie za kółko na pewno nie wsiądę.Chociaż mam wielką nadzieję, że za jakiś czas się jednak przełamię. Bardzo bym tego chciała. 


Niestety, takie doświadczenie jak wypadek samochodowy sprawia, że na pewne rzeczy patrzymy już zupełnie inaczej.U mnie kiedyś prowadzenie auto to była czysta przyjemności, dzisiaj to raczej strach i rzecz, której unikam. Jestem pewna, że za jakiś czas to się zmieni, aczkolwiek jazda autem już nigdy nie będzie taka sama.

Każdego doświadczenie nas czegoś uczy. To przede wszystkim nauczyło mnie tego jak niewiele trzeba, aby wszystko się zmieniło. Ja miałam dużo szczęścia wychodząc z tego cało, ale Ty możesz nie mieć, a zwłaszcza teraz, zimną, kiedy drogi są naprawdę śliskie i niebezpieczne.

Mam nadzieję, że ten wpis skłoni Was do małych refleksji i każdy czytający to kierowca zastanowi się, czy aby na pewno jeśli bezpiecznie, a może warto byłoby pewne zachowania zmienić? Teraz, bo potem może być za późno.

Pamiętajcie o tym kochani!

2 thoughts on “Wypadek samochodowy – uraz na całe życie, a może lekcja, której nigdy nie zapomnę?

  1. Najwazniejsze tak, jak piszesz, ze Tobie i innym nic sie nie stalo. To jest zawsze najwazniejsze. Inne rzeczy mozna zrekompensowac, ale zdrowia nigdy.
    Jest cos takiego jak schematy i ich przenoszenie. Czesto musze dzialac w warunkach duzego stresu, ktory przypomina szok. I reaguje jak automat. Wiem, ze w szoku dzialam tak samo, bo zycie to juz zweryfikowalo. I uwazam, ze kazdy powinien miec przecwiczone dzialania w warunkach stresu. Takie podstawowe.
    A po powaznym wypadku wsiadlam za kolko natychmiast. Owszem balam sie. Ale im wieksza przerwa tym gorszy obraz w glowie. Tym trudniej po prostu. A w dzisiejszych czasach samochod to must have.
    Zycze Ci wytrwalosci i jak najmniej takich szokow zyciowych:)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *