Wenecja – dzień 1 i 2. Problem z zakwaterowaniem w Airbnb.

 

Wenecja była na mojej liście podróżniczej od dłuższego czasu. Mimo różnych opinii na temat tego miasta (większości kiepskich), które słyszałam, bardzo chciałam tam pojechać. Patrząc tylko na zdjęcia w Internecie, to miejsce wydawało mi się bardzo magiczne i takie wyjątkowe. Dodatkowo biorąc pod uwagę fakt, że to Włochy, czyli włoskie jedzenie dookoła, gelato na każdym rogu (jak w innych miastach Starbucks) i wspaniały śródziemnomorski klimat, sprawiało, że marzyłam, aby tam pojechać, przynajmniej raz w życiu.

Jak co roku, planowałyśmy z Anią (którą pewnie kojarzycie z sylwestrowych wpisów) wspólne wakacje we wrześniu. Nie mogłyśmy zdecydować się jednak na miejsce. W zeszłym roku wybrałyśmy się do Paryża, gdzie spędziłyśmy Sylwestra, w tym roku ostatecznie padło na Włochy. Dlaczego ?

Ponieważ zarówno ja, jak i Ania kochamy jedzenie – szczególnie włoską kuchnię. Uwielbiamy lody, ciepłe miejsca, no i oczywiście lubimy odwiedzać nowe miejsca. Nigdy nie byłyśmy razem we Włoszech, mimo naszego zamiłowania do wszystkiego co włoskie, tak więc ostatecznie padło na Wenecję, i zdecydowanie była to dobra decyzja : )

Wenecja dzień 1 

Swoje krótkie wakacje zaczęłyśmy w niedzielę wieczorem. Wspaniale było się spotkać po dość długim czasie. Kiedy mieszkałyśmy w Kalifornii, spotykałyśmy się kilka razy w tygodniu na plotki w Starbucksie, stąd też, spotkania dwa – trzy razy do roku na obecna chwilę to zdecydowanie za mało.

Niestety, nasz pierwszy wieczór w Wenecji nie do końca był taki, jak byśmy chciały. Po dotarciu na miejsce, do naszego Airbnb, okazało się, że jest jakiś problem z drzwiami i nie możemy wejść do środka. Poproszono nas o pójście na kolację, a oni w tym czasie rozwiążą ten problem.
Wybrałyśmy się więc na naszą pierwszą, włoską kolację, która była naprawdę pyszna. Trafiłyśmy z miejscem w dziesiątkę! Co więcej, miałyśmy piękny widok z okna. Popatrzcie sami.

Jedzenie było naprawdę smaczne, obsługa bardzo miła. Ceny były ok, aczkolwiek do najtańszych nie mogę ich zaliczyć. Jednak jedzenie było tego warte!

Po kolacji okazało się, że nasze mieszkanie nadal nie jest gotowe i czekałyśmy kolejną godzinę siedząc na schodach z walizkami. Zaczęłyśmy się trochę denerwować – byłyśmy zmęczone po podróży, robiło się ciemno, zaczęło mocno padać i widać było, że zaraz będzie burza.
Ostatecznie nie udało się naprawić tych drzwi i poinformowano nas, że zabierają nas do jakiegoś hotelu. Wtedy byłyśmy już mega wkurzone. Była okropna burza, prawie 10 w nocy, zrobiło się zimno i ciemno, a my płynęłyśmy około godziny do jakiegoś hotelu, nie wiedząc co nas tam czeka, ponieważ osoba, która nas tam zabierała nie mówiła po angielsku.

W końcu dotarłyśmy do tego hotelu, który okazał się być bardzo fajnym miejscem. Cieszyłyśmy się, że w końcu mamy miejsce, aby się rozłożyć i zostawić walizki.

Widok z okna hotelu

Niestety, nadal nie wiedziałyśmy co z jutrem i dalszymi noclegami, gdyż kontakt z naszym gospodarzem z Airbnb był bardzo kiepski.
Nie chciałbyśmy ryzykować zostania bez noclegu, więc zadzwoniłam do Airbnb, wyjaśniłam sytuację, poprosiłam o zwrot pieniędzy i następnie zarezerwowałyśmy sobie inny hotel już same. 

Na koniec dnia, kiedy wszystko było już dobrze, na poprawę humoru wybrałyśmy się na gelato! Ach, jakie one były pyszne!

Resztę wieczoru spędziłyśmy na plotkowaniu i planowaniu kolejnych dni, czyli to co lubimy najbardziej, haha!

Dzień 2

Dzień rozpoczęłyśmy od śniadania w hotelu, które jak na 4 gwiazdkowy hotel było dość kiepskie. Ale najważniejsze, że była ciepła herbata, kawa i świeże owoce : )  A i piękny widok z ogrodu hotelowego.

Następnie, spakowałyśmy walizki i popłynęłyśmy do naszego nowego hotelu, który znajdował się blisko placu San Marco.

Po zostawieniu walizek, wybrałyśmy się na spacerek po okolicy i pyszny lunch. Tym razem wybrałyśmy się do restauracji, którą ostatecznie odwiedzałyśmy codziennie podczas naszego pobytu, gdyż jedzenie było PRZEPYSZNE! Naprawdę świetne miejsce – przepyszna pizza, jeszcze lepsza ośmiornica i wszystkie owoce morza! Dodatkowo podają jako przystawkę jeszcze ciepły chlebek. #foodgazm na całego! 

Rossopomodoro – wspaniałe miejsce!   

Po lunchu, dotarłyśmy na plac San Marco.

a potem poszłyśmy na spacer po okolicy

i gelato!

Ale co najbardziej mnie zaskoczyło to tutejszy ambulans! Nie zdawałam sobie sprawy, że tutaj nie ma dróg, więc nawet karetki pływają!

Późnym wieczorem wybrałyśmy się na kolację przy samym kanale, aby podziwiać ten piękny widok. Nie rozczarowałyśmy się ani widokiem, ani jedzeniem.

Widok z restauracji

Przed powrotem do hotelu, przespacerowałyśmy się po okolicy, aby spalić trochę kalorii! Nie sądzę, że bardzo to pomogło – myślę, że musiałybyśmy spacerować cały dzień, aby spalić to co zjadłyśmy haha, ale kto się tym przejmuje będąc we Włoszech!  

Na kolejny dzień zaplanowałyśmy popłynięcie gondolą oraz odwiedzenie słynnej Cafe Florian, która okazała się wielkim rozczarowaniem, ale o tym już jutro!

12 thoughts on “Wenecja – dzień 1 i 2. Problem z zakwaterowaniem w Airbnb.

  1. Pięknie i magicznie! Dobrze, że nie uwierzyłaś tym, którzy twierdzili, że Wenecja to zły pomysł, bo dużo byś straciła [choćby te pyszne lody] 😉

    Chyba pierwszy raz widzę Cię w czerni. Elegancko!

    A jaki poziom obsługi? Zmieniło się coś na plus? Bo ja niestety kiepsko wspominam włoskich kelnerów. Praktycznie w każdej restauracji byli gburowaci [nawet wtedy, kiedy mówiliśmy do nich po włosku], a ich maniery pozostawiały wiele do życzenia. W Irlandii takie zachowanie byłoby niedopuszczalne. Tutaj chucha i dmucha się na klientów. Kiedy więc natrafiliśmy na przesympatyczną włoską kelnerkę, bez cienia wahania zostawiliśmy jej duży napiwek. Jej koledzy po fachu nic nie dostali. Nie jestem zwolenniczką dawania napiwków niemiłej obsłudze. To do niczego dobrego by nie doprowadziło.

    Z ciepłymi pozdrowieniami z wietrznej wyspy 🙂

    1. Dziekuje za wspanialy komentarz!
      To prawda, nie zbyt czesto chodze w czerni, ale czasem lubie ten kolor.

      Wiesz co, nie moge powiedziec, ze obsluga byla kiepska. Raczej wszyscy byli bardzo mili i pomocni! Ale zgadza sie, czasem mam wrazenie, patrzac na wyraz twarzy niektorych kelnerow, ze pracuja tam za kare. Na szczescie my mialysmy duzo szczescia : )

      Cieplutko Cie pozdrawiam!

      1. Czyli nie było źle 🙂 A może to nade mną wisi jakaś klątwa, bo pamiętam, że w Paryżu też trafialiśmy na niezbyt uprzejmych i profesjonalnych kelnerów 😉

        A co do miłej obsługi w Irlandii: I spoke too soon 😉 Wyobraź sobie, że wczoraj po raz pierwszy, po ponad 11 latach życia tutaj, natrafiłam na opryskliwą pracownicę sklepu. Pojechaliśmy wieczorem do Tesco na ekspresowe zakupy, bo lodówka straszyła pustkami. Na kilka minut przed 23:00 [zamknięciem sklepu] poszliśmy do kasy samoobsługowej, a tam naburmuszony babon: że to niesprawiedliwe, że tak późno przychodzimy, że to nie fair, że następnym razem musimy wcześniej i jeszcze po chamsku i wymownie stuka w tarczę zegara [bo my przecież nie jesteśmy Irlandczykami, więc na pewno nie znamy ani słowa po angielsku, więc trzeba za pomocą gestów wyrazić swoje oburzenie!]. Na końcu języka miałam, że przychodzimy tak późno, bo Połówek dopiero wrócił z pracy, w której to swoją drogą pracował jedenasty dzień z rzędu, wyrabiając w samym tylko tym tygodniu jakieś osiem nadgodzin, i do której to dojazd zajmuje mu co najmniej trzy godziny dziennie w dwie strony, więc może łaskawie by okazała trochę zrozumienia dla tych, którzy robią późne zakupy… I że nie tylko ona jest zmęczona. Ostatecznie jednak powstrzymałam się, w myślach torturując ją, łamiąc ją na kole i wrzucając do szamba 😉 Co za brak profesjonalizmu! Dodam tylko, że ze sklepu wyszliśmy minutę po 23:00, a nie pół godziny po zamknięciu.

        1. Faktycznie chyba trafilas na jej zly humor. Moze byl troche zmeczona? Tak czy inaczej, Ty zachowalas sie bardzo fajnie! Dobrej niedzieli <3

  2. Ale pięknie, kiedyś tam pojadę, choć miałabym lęki, że wpadnę do tej wody. Wenecja jest pewni nastawiona głównie na turystykę. Myślę, że mieszkanie tam na stałe byłoby mało komfortowe, a w każdym razie dla mnie – jak tu wybrać się na wieczorny jogging? :p

  3. Piękne zdjęcia. Uwielbiam takie jedzonko i własnie naszła mi ochota na dobrą knajpkę ale dobrze się składa bo niedługo mam urodziny to może mąż wpadnie na taki genialny pomysł. Uzmysłowiłam sobie, że całkiem spory tam ruch 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *