Weekend w Trójmieście

Wypad nad morze planowałam już od dłuższego czasu. Chciałam jechać tam, kiedy zrobi się cieplej, ponieważ stęskniłam się za morzem – to raz.  A dwa – nigdy nie byłam w Trójmieście, a kilka osób mówiło mi o tych miastach wiele dobrego, więc koniecznie chciałam się przekonać jak tam jest zanim znowu wyjadę z Polski. Niestety operacja, którą mam zaplanowana na ostatni tydzień kwietnia, pokrzyżowała mi troszkę plany i zeszły weekend był jedynym i ostatnim, w którym mogłam się tam wybrać. Po operacji nie będzie już takiej możliwości, gdyż przez parę tygodni nie będę mogła (prawdopodobnie ) dużo chodzić, a ponadto niedługo po operacji przeprowadzam się z powrotem do Londynu. Dlatego też szybko podjęliśmy decyzję, zabukowaliśmy hotel i zeszły weekend spędziliśmy w Trójmieście!

W sobotę, z samego rana wyruszyliśmy do Gdańska, gdzie znajdował się nasz hotel. Mimo późnej rezerwacji, udało nam się zabukować bardzo ładny hotel dość blisko centrum i w dobrej cenie. Polecam Wam to miejsce – Hotel Focus Premium Gdańsk. W hotelu przede wszystkim podobały mi się wnętrza, ponieważ były w kolorach, które bardzo lubię (biały, szary i czerwony). Nasz pokój był przytulny, łazienka czyściutka, a lobby i restauracja hotelowa utrzymane w eleganckim stylu, co bardzo mi się podobało 🙂

Zaraz po przyjeździe i chwilowym odpoczynku w hotelu wybraliśmy się na późne śniadanko. Długo zajęło mi znalezienie fajnego miejsca śniadaniowego. Oczywiście, bez wątpienia takich miejsc jest tysiące na kulinarnej mapie Trójmiasta, aczkolwiek ja pod tym względem jestem troszkę wybredna. Dla mnie najważniejszym kryterium – jeśli chodzi o wybór miejsca na śniadanie –  jest to, czy serwowane jest tam, wypiekane na miejscu, pieczywo. Jestem ogromną fanką pieczywa, dlatego też zawsze staram się znajdować miejsca, gdzie wiem, że będę miała okazję spróbować nowych smaków. Nie jest to łatwe, gdyż nie ma wiele takich miejsc, ani w Warszawie ani Trójmieście, a szkoda. Strasznie nad tym ubolewam, gdyż dla mnie nie ma lepszego śniadania niż kanapki z pysznego chlebka. Po długich poszukiwaniach w końcu trafiłam na fajne miejsce. Już po zdjęciach na Instagramie byłam pewna, że nam się spodoba!

Po krótkim spacerze dotarliśmy do Marmolada Chleb i Kawa. Już po paru minutach wiedziałam, że był to strzał w dziesiątkę! Przepiękne wnętrza, przemiła i uśmiechnięta obsługa oraz bardzo wygodne miejsca do siedzenia. Wszystko wyglądało wspaniale.

Wybór w karcie również był ogromny. Ciężko było zdecydować się na jedną rzecz, ponieważ najchętniej spróbowałabym wszystkiego!

Zanim namyśleliśmy się, co zjemy przemiły Pan (którego imienia nie pamiętam niestety) przyniósł nam herbatkę ze świeżej mięty (pychotka). 10 minut później śniadanko mieliśmy już na stole. Popatrzcie, jak pięknie było podane:

Cieszyłam się na sam widok tych pyszności. Wszystko było przepyszne. Zdecydowanie to jedno z lepszych sniadań, jakie jedliśmy. Wszystko było świeżutkie i pięknie podane. Mi najbardziej smakował twarożek i pasta jajeczna, no i oczywiście sam chlebek! Tak bardzo nam smakowało, że chcieliśmy wrócić tam następnego dnia na śniadanie, ale mieliśmy zamówione śniadanie w hotelu i szkoda byłoby nie spróbować (było również dobre, ale o tym za chwilkę).

Zaraz po śniadaniu wróciliśmy do hotelu, ponieważ niestety zaczęłam się trochę słabo czuć. Przespałam się 20 minut, zregenerowałam siły a następnie pojechaliśmy do centrum pospacerować po Starym Mieście i oczywiście poszukać dobrych lodów na deser!  A jakże!  😉

Pogoda niestety nie rozpieszczała i było dość pochmurno. Stare Miasto w Gdańsku nie zrobiło na mnie dużego wrażenia (nadal uważam, ze najładniejsze pod tym względem są Wrocław i Kraków). Jestem jednak pewna, że gdyby świeciło słoneczko i było cieplej, wszystko od razu wyglądałoby piękniej. Zawsze tak jest, z każdym miastem. Londyn również wygląda ponuro, kiedy nie świeci słońce. Macie podobne odczucia?

Aby dotrzeć do miejsca, w którym znajdowały się wyszukane przeze mnie wcześniej lody, musieliśmy przepłynąć na drugą stronę, a następnie przespacerować się 15 minut do celu.

W końcu dotarliśmy do Paulo ( tak nazywa się ta lodziarnia). W kolejce tłum ludzi, więc byłam pewna, że lody również będą pyszne.

 zdjęcie z internetu

Nie było zbyt dużo smaków do wyboru, jak dobrze pamiętam, to tylko 7, aczkolwiek niektóre z nich były bardzo…hm…inne.  Na przykład gorgonzola z gruszką lub czekolada z borowikami. Ja zdecydowałam się na klasyki, czyli wanilię z palonym masłem i solony karmel, ale miałam okazję również spróbować czekolady z borowikami która była całkiem smaczna.

Prawdę mówiąc, lody były dobre, ale nie należały do najlepszych, jakie jadłam. Były kremowe, smaczne i zdecydowanie jest to miejsce godne polecenia, ale tylko tym osobom, które nie miały okazji (jeszcze, bo to konieczność w życiu każdego z nas ) spróbować lodów włoskich (gelato) we Włoszech. Niestety, po wizycie w Rzymie i spróbowaniu tamtejszych lodów, mało jest takich miejsc, gdzie lody mi smakuje. Nadal pamiętam ten smak lodów z Rzymu! I trudno mnie teraz zadowolić. Już nie mogę się doczekać kolejnej wycieczki do Włoch!

P.S Jeśli chcielibyście zjeść dobre lody w Warszawie, to zapraszam tu 

A jeśli w Londynie, to zapraszam tu 

Następnie mieliśmy w planach zajść jeszcze na herbatę w pewne fajne miejsce, które mijaliśmy po drodze, ale niestety było troszkę za zimno, robiło się późno a my na 19 mieliśmy zarezerowany stolik na kolację urodzinową. Wskoczyliśmy więc w Ubera i chwilkę później byliśmy w hotelu. Często jeżdzę Uberem, ale ‘taksówka’ JEEP jeszcze mi się nie trafiła! Bardzo fajnie się jechało 🙂

Na wieczór zarezerwowałam stolik na kolacje urodzinowa. Byłam bardzo podekscytowana tym miejscem, ponieważ wiedziałam, że stamtąd będzie piękny widok na morze! Poprosiłam o stolik przy samym oknie.

Wyszykowaliśmy się dość szybko, znowu wskoczyliśmy w Ubera i w ciągu 15 minut dojechaliśmy do Sopotu, gdzie znajduje się Zatoka Sztuki. Przypadkowo wpadłam na to miejsce (skrolując Instagram oczywiście :D). I już patrząc na zdjęcia, wiedziałam, że będzie to wyjątkowe miejsce jeśli chodzi o widoki, martwiłam się tylko o jedzenie.

Całkiem niepotrzebnie! Restauracja w środku jest przepiękna, widok na morze cudowny:

Żałuję tylko, że nie było na tyle ciepło, aby usiąść na zewnątrz. Dotarliśmy tam w samą porę, tuż przed zachodem słońca, więc udało się zrobić parę zdjęć jeszcze w dzień. A już podczas jedzenia, słońce ładnie zachodziło i widok był wspaniały.

Jeśli chodzi o jedzenie, to również pierwsza klasa. Zamówiliśmy rosół z parmezanem i oliwą pietruszkową. Jeśli nie jedliście nigdy wcześniej, musicie koniecznie spróbować. Był przepyszny! Naprawdę bardzo ciekawy smak. Na pewno niedługo spróbuję zrobić taki w domu.

Nasze drugie dania były równie pyszne.  Łosoś delikatny, gnocchi rozpływały się w ustach. Stek ze zdjęcia podobno był również rewelacyjny.

Na deser nie mieliśmy już miejsca, a szkoda, bo serwowano domową szarlotkę. Następnym razem na pewno spróbujemy!

Zatoka Sztuki to fantastyczne miejsce i na pewno tam wrócę podczas kolejnej wizyty w Trójmieście. Restauracja jest piękna w środku, ma przepiękny widok na morze i do tego pyszne jedzenie. Czego chcieć więcej?

Następny i tym samym ostatni dzień (niedziela) zaczęliśmy dość leniwie. Mimo iż, jak zwykle, obudziłam się o 7, to na śniadanie dotarliśmy dopiero po 10. Restauracja w hotelu miała śliczny i elegancki wystrój, co oczywiście cieszyło moje oko. Na śniadanie był bufet szwedzki. Wybór całkiem spory, ja wybrałam smaczną jajecznicę, bagietkę i oczywiście herbatkę miętową.

Zaraz po śniadaniu udaliśmy się do galerii handlowej, która znajdowała się tylko 5 minut od naszego hotelu. Mimo iż obiecałam sobie, że nie zajdziemy do żadnego centrum handlowego, to dałam się przekonać… Głównie dlatego, że szukam od dłuższego czasu sweterka, którego nie ma już w moim rozmiarze nigdzie w Warszawie. Miałam cichą nadzieję, że w Gdańsku się uda, ale niestety…

Po szybkich zakupach ruszyliśmy w stronę Sopotu. Miasta, które najbardziej chciałam zobaczyć podczas tego weekendu. Najważniejszym punktem było oczywiście przepacerowanie się po molo. Nigdy wcześniej tam nie byłam, a słyszałam i widziałam na zdjęciach, że jest piękne! I nie rozczarowałam się ani trochę, sopockie molo naprawdę robi wrażenie. Mimo że sezon się jeszcze nie rozpoczął, było bardzo dużo spacerujących. My również spacerowaliśmy na molo i dokookoła. Nie obeszło się bez wejścia na chwilę na plażę, aby sprawdzić temperaturę wody. Cóż, domyślacie się, że woda była lodowata, ale mimo to miło było ,,dotknąć ‘’morza! Powygłupialiśmy się trochę, pospacerowaliśmy, zrobiliśmy parę zdjęć i czas było wracać do Warszawy, gdyż na wieczór umówieni byliśmy na kolację ze znajomymi.

Droga do Warszawy minęła całkiem szybko i już przed 19 byliśmy z powrotem (baaardzo głodni). Na wieczorną kolację jednogłośnie zdecydowaliśmy się na włoską kuchnię. Prawdę mówiąc, miałam duży problem ze znalezieniem fajnego, włoskiego miejsca w Warszawie ( może ja źle szukam? ) Jeśli znacie coś dobrego, koniecznie napiszcie w komentarzach! Po długich poszukiwaniach padło na La Mia Italia. 

Obawiałam się troszkę, czy będzie nam tam smakowało – całkiem niepotrzebnie. Wszystkie dania, które zamówiliśmy były pyszne i każdy był zadowolony. Ja zamówiłam Carbonarę, była naprawdę dobra, nawet po tym, jak odrzuciłam boczek, gdyż nie jem wieprzowiny. Makaron ugotowany był idealnie! Przystawki przepyszne i bardzo duże. Focaccia była rewelacyjna!

Po kolacji wybraliśmy się na herbatkę i deser do Caffe Nero. Uwielbiam ich sernik i ciasto Luna. Koniecznie spróbujecie, jeśli nie mieliście jeszcze okazji. Zazwyczaj nie gustuję w kawiarniach sieciowych, ale Nero jest naprawdę super!

Weeekend minął za szybko, zdecydowanie był za krótki. Ale bardzo się cieszę, że przed wyprowadzką udało mi się pojechać nad morze. Zdecydowanie naładowałam swoje baterie i spędziłam bardzo miło czas. Oby więcej takich wypadów!

A jak Wam minął weekend?

7 thoughts on “Weekend w Trójmieście

  1. Zatoka Sztuki jest fantastycznym miejscem. Koniecznie muszę tam zajrzeć, jak tylko polecimy do Polski w rodzinne strony Połówka.

    Uwielbiam morze i ocean. Już mi się za nim strasznie tęskni. Odliczam dni i noce do mojego urlopu nad oceanem, na wyspie niemal bezludnej 🙂

    Dziewczyno, jakie Ty masz piękne oczy! Zakochałam się w nich! I jestem pewna, że niejeden osobnik płci męskiej do nich wzdychał.

    Fantastycznie się prezentowałaś na kolacji [zresztą, jak zawsze…]

  2. Jeśli miałabym się przeprowadzić to do Trójmiasta i to najlepiej do Gdyni. A weekend w Trójmieście to na zachętę, bo to za krótko, żeby doświadczyć wszystkiego, co Trójmiasto oferuje 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *