Weekend w Amsterdamie – czy warto tu przyjechać? Dzień 1

Jeśli myślicie, że Amsterdam jest przereklamowany lub jest to miasto tylko dla tych, którzy lubią zapalić sobie jointa lub pospacerować po Red Light Districts, aby pooglądać powystawowe panie (które btw. są okropne!) to naprawdę jesteście w błędzie! 

Ja właśnie tak myślałam, i raczej właśnie z tego powodu, nigdy sama z siebie do Amsterdamu bym się nie wybrała. Wiedziałam natomiast, że zarówno mój chłopak, jak i brat z takiej wycieczki bardzo by się ucieszyli (z wiadomych powodów).

Zdecydowałam więc, że zarówno jednemu jak i drugiemu takie prezent sprawie na urodziny.

Początkowo chciałam pojechać do Amsterdamu w maju/czerwcu, kiedy jeszcze kwitną tulipany i mogłabym odwiedzić park Keukenhof, gdzie tulipanów nie brakuje. Niestety, byłam wtedy po operacji i nie byłby to najlepszy czas. Padło więc na sierpień i prawdę mówiąc, lepiej z terminem nie mogliśmy trafić. Pogoda naprawdę nam dopisała. Mówi się, że jedyne czego możesz być pewien w Amsterdamie to, że zaraz zacznie padać. Haha, my nie mieliśmy ani kropelki deszczu! Całe 3 dni, które tu spędziliśmy były słoneczne, od rana do wieczora!

Planując weekend w Amsterdamie raczej nie nastawiałam się na nic spektakularnego w tym mieście. Miasto, jak miasto – myślałam. Co może być tam ciekawego poza deszczową pogodą, ogromną ilością turystów palących jointy na każdym rogu i to chyba tyle. Nie dawałam temu miastu większych szans.
Bardzo, ale to bardzo się pomyliłam!

Już na lotnisku było widać, że wszystko jest dobrze zorganizowane, wszędzie jest bardzo czysto i nowocześnie. Po prostu jest przyjemnie dla oka.

W drodze do Amsterdamu zachwycały nie tylko drogi, ale i budynki dookoła. Był to zupełnie inny widok, niż ten który mam w Anglii.

Koło 22 dotarliśmy do hotelu, który nie był kompletnie w moim guście, ale wybrał go Norbert. Zarówno jemu jak i Kubie się podobał, a to najważniejsze.

W sobotę z samego rana wypożyczyliśmy rowery i ruszyliśmy w stronę miejsca, w którym zaplanowałam nam śniadanie – The Bakkerswinkel.

Restauracja była oddalona ok. 2 km od naszego hotelu i muszę Wam powiedzieć, że te 2 km jazdy rowerem po amsterdamskich ulicach były dla mnie dość stresujące. Nie przez samochody na drogach, a przez rowery i skutery, których tutaj jest zdecydowanie więcej niż aut. Co więcej, jeżdżą one bardzo szybko i jak dla mnie troszkę niebezpiecznie. Ja z moim umiejętnościami (a raczej ich brakiem), czułam się troszkę zestresowana, ale dałam radę! Na miejsce dotarliśmy cali, haha : )

Śniadanie było pyszne, o czym opowiem więcej w kolejnym wpisie, o który prosiliście w ankiecie –czyli gdzie zjeść i jakie miejsce polecam w Amsterdamie.

Po śniadaniu ruszyliśmy w stronę parku, który bardzo, ale to bardzo mi się spodobał – Vondelpark. Znajduje się tu bardzo dużo zieleni, dużo miejsca na pikniki,  fontanny i atrakcje dla dzieci– jak dla mnie to idealne miejsce na spędzanie wolnego czasu.

Następnie przyszedł czas na spróbowanie tutejszych frytek, o których tyle się mówi i które koniecznie trzeba spróbować.

Frietseeg to podobno jedne z najlepszych frytek w miejsce. Nam faktycznie smakowały, a moim chłopakiem przede wszystkim smakował sos cheddar do nich podany!

Z pełnymi brzuchami pospacerowaliśmy po okolicy, podziwiając tutejsze kanały, budynki jak i piękne, wąskie uliczki. Wiedzieliście, że w Amsterdamie jest aż 165 kanałów?

Późnym popołudnie wróciliśmy do hotelu. Chłopaki wpadli na świetny pomysł, żeby pograć w ping- ponga! Będąc w gimanzjum bardzo lubiłam zajęcia w-f, kiedy graliśmy w ping- ponga. To był moja ulubiona zabawa! Oczywiście nie miałam większych szans aby wygrać z moim chłopakiem, ale próbowałam 😛

Wieczorem umówiłam się na kolację że znajomym, którego dawno nie widziałam. Wybraliśmy włoską restaurację, która nie sądzę że jest miejscem wartym polecenia, że względu na takie sobie jedzenia, a naprawdę wysokie ceny. Ośmiornicę, którą zamówiłam na przystawkę mieli za to smaczną.

Późnym wieczorem wszyscy razem wybraliśmy się na ”słynną” Red Light District, która zniesmaczyła mnie wszystkim, co tam widziałam. Zupełnie nie moje klimaty. Szybko więc wzięłam taksówkę i wróciłam do hotelu ☺

Pierwszy dzień pobytu minął bardzo przyjemnie. Nadal nie mogę uwierzyć, że Amsterdam to takie piękne miasto, a nie dawałam mu większych szans!

Jutro opowiem Wam o naszym drugim i trzecim dni, a szczególnie podczas drugiego dnia przygód nam nie brakowało, oczywiście gdzie? Tam, gdzie Kornelia spędza najwięcej czasu, czyli w restauracji! 😀  


Zostały dwa dni do zakończenia ankiety. Jeśli jeszcze nie udało Wam się jej wypełnić, będę bardzo wdzięczna, jeśli znajdziecie kilka minutek. Ankieta jest anonimowa.  

ANKIETA

5 thoughts on “Weekend w Amsterdamie – czy warto tu przyjechać? Dzień 1

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *