Wakacje na Hawajach ( Honolulu ) + historia z Hawajów w którą ciężko uwierzyć, że jest prawdziwa!

Gdyby ktoś powiedział mi kilka lat temu, że kiedykolwiek spędzę wakacje na Hawajach, polecę do Honolulu, to w życiu bym nie uwierzyła. W najśmielszych snach nie marzyłam nawet o wakacjach właśnie tam. Byłam pewna, że tego typu wakacje są poza moim zasięgiem i mogę tylko pomarzyć o takiej wyprawie. Ktoś kiedyś powiedział…Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić… I tak właśnie było i tym razem.

Wyjazd do Kalifornii, o czym pisałam tu, tu i tu był dla mnie od lat największym marzeniem. Całe swoje nastoletnie życie temu podporządkowałam przygotowując się do wyjazdu. Oczywiście wiele razy również pomyślałam o tym, że wspaniale byłoby pojechać na Hawaje, zobaczyć Honolulu, które znałam tylko z telewizji. Zawsze jednak myślałam, że nie ma szans abym kiedykolwiek tam się znalazła. No może kiedyś…kiedy będę miała już dużo pięniędzy, bogatego męża lub jakiś sponsoring! A tu proszę, ani męża, ani bogatego, ani żaden sponsoring i mając 20 lat docieram do niedostępnej ( dla mnie ) krainy otoczonej turkusowymi wodami Oceanu Spokojnego. Och, jak bardzo się pomyliłam, że to nie będzie możliwe. Przecież wszystko jest możliwe!

Do dziś pamiętam tę radość kiedy zdecydowałam się wykupić lot do Honolulu. Było to dokładnie w kwietniu kilka lat temu. Będąc jeszcze w Stanach, moja chrzestna ze swoją rodziną przylecieli do mnie na 3 tygodnie. To była idealna okazja aby razem polecieć na wakacje, długo się nie zastanawiajac wybraliśmy Hawaje. Nie macie pojęcia jaka była moja radość kiedy zabukowaliśmy bilety. Pamiętam to jak dziś, ponieważ spełniło się moje kolejne marzenie, w którego spełnienie KIEDYKOLWIEK w moim życiu nie wierzyłam. Prawdę mówiąc, nawet po zabukowaniu biletów nie wierzyłam w to, że tam lecę, że będę na Hawajach! Dopiero po wylądowaniu poczułam, że to dzieje się naprawdę.

Wakacje na Hawajach to najpiękniejsze wakacje jakie do tej pory w swoim życiu miałam. Oszałamiajaca natura – piękne krajobrazy, plaże, ocean i cudowni ludzie. Wszystko było całkowicie inne od tego co do tej pory znałam. To był naprawdę cudowny czas. Jestem niezmiernie wdzięczna, za to że mogłam tam być. Ale nie samo miejsce sprawiło, że to było tak cudowne doświadczenie. Jest jedna osoba, całkiem mi obca, której nigdy nie zapomnę do końca życia i która sprawiła, że te wakacje były jeszcze piękniejsze niż się spodziewałam.

Niestety rzadko zdarza się aby ktoś zrobił coś bezinteresownie dla drugiego człowieka – tak po prostu. Zazwyczaj jesteśmy bardzo zajęci, mamy swoje życie, pracę, dom, rodzinę i nie mamy na nic czasu. Muszę Wam się przyznać, że moje postrzeganie świata i ludzi kilka lat temu było zupełnie inne niż jest teraz. Myślałam o ludziach, że raczej są źli, zawistni i niepomocni. Nigdy nie oczekiwałam od nikogo, aby cokolwiek dla mnie zrobił bezinteresownie. Nigdy nie myślałam, ze ktoś może wyświadczyć mi przysługę (poza moimi bliskimi) i nie oczekiwać niczego w zamian. Wszystko się zmieniło po pobycie na Hawajach.

Jak zawsze przed każdym wyjazdem, miałam gotową listę rzeczy, które chciałam zrobić i zobaczyć w tym raju na ziemi. Mówiłam sobie, że jak uda mi się zrobić połowę z tego co zapisałam to będę szczęśliwa. Wiedziałam, że to będzie dla mnie całkiem nowe miejsce i mogę czuć się pogubiona, nie chciałam więc nakładać na siebie dodatkowej presji. Bałam się trochę tego wyjazdu, ale z drugiej strony wiedziałam, że na pewno będzie super.

W samolocie obok mnie siedział pan w wieku około 50 pare lat. Często się do mnie uśmiechał i nawet zaczął zagadywać. Na początku niechętnie odpowiadałam, gdyż podejrzewałam go o nieszczere intencje. Kto wdaje się w pogawędkę z nieznajomym? Na pewno to jakiś wariat – myślałam. Nie zna mnie, a ciągle zagaduje. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że Amerykanie tak mają. W końcu po 2 godzinach lotu przekonałam się do niego i rozmawialiśmy cały lot.

Opowiadał mi o swoich podróżach, życiu w Honolulu i swojej rodzinie. Mówił mi, co powinniśmy zobaczyć będąc tutaj, gdzie pojechać itd. Cudownie się go słuchało – miał tyle ciekawych historii do opowiedzenia. Mogłabym go tak słuchać i słuchać. Był też ciekawy, co ja tu robię, skąd jestem, dlaczego lecę do Honolulu. Zadawał mnóstwo pytań, ja chętnie odpowiadałam i dzięki temu lot zleciał nam bardzo szybko. W pewnym momencie, po kilku godzinach rozmowy stwierdził, że – jeśli nie mamy nic przeciwko – to on następnego dnia rano przyjedzie i zabierze nas w pewne fajne miejsce, o którym wielu turystów nie wie. Początkowo byłam bardzo zaskoczona jego propozycją i znów włączyła się moja podejrzliwość. Nie miałam pojęcia, czego on od nas chce. Po co miałby poświęcać swój czas, aby nas gdzieś zabrać. W głowie mi się to nie mieściło. Niechętnie, ale się zgodziłam po rozmowie z wujkiem i ciocią. Do końca nie wierzyłam, że on faktycznie przyjedzie następnego dnia po nas.  Jakie było moje zdziwienie, kiedy rano dostałam wiadomość, że jest już w drodze i za 30 minut będzie pod naszym hotelem… Byłam w szoku, znowu czułam jakaś niechęć, nie chciałam wsiadać do jego auta. Bałam się po prostu. Ale jak już powiedzieliśmy A, to trzeba było powiedzieć B.

I wtedy zaczęły się najpiękniejsze wakacje mojego życia. Nie uwierzycie, jak Wam powiem, że ten Pan z samolotu (Thomas) spędził z nami całe 5 dni, każdego dnia meldując się o 8 rano przed naszym hotelem, spędzając z nami calutki dzień. Objechaliśmy z nim cała wyspę wzdłuż i wszerz. Byliśmy w miejscach, do których nigdy nie dotarlibyśmy sami. Pokazał nam najpiękniejsze zakątki tej wyspy, przy okazji opowiadając cudowne historie związane z danymi miejscami. Wydawało mi się, że zna Hawaje jak własną kieszeń. Każdego dnia zabierał nas w coraz to piękniejsze miejsca, a my nie mogliśmy wyjść z zachwytu. Nigdzie nie widziałam tak pięknych krajobrazów, tylu cudów natury i miejsc, w których łza kręciła mi się w oku z niedowierzenia, że tu jestem. To było coś niesamowitego, zobaczyć te wszystkie miejsca i usłyszeć te piękne historie. Ale wiecie co, nie to było najpiękniejsze z tej wyprawy. Najpiękniejsze było to, że poznałam Thomasa i na nowo odzyskałam wiarę w ludzi, w dobroć ludzką. To było niesamowite doświadczenie i przeżycie. Poznałam starszego Pana w samolocie, który zaproponowałam nam pokazać jedno miejsce, po czym spędził z nami cały dzień, pokazując kilka kolejnych, niesamowitych miejsc. Następnego dnia przyjechał po nas znowu i zrobił dokładnie to samo – zabrał nas w kolejne piękne miejsca i tak przez całe 5 dni naszego pobytu. Nie wziął od nas ani dolara, nie chciał nawet, abyśmy zatankowali mu auto, choć zrobił z nami około 700 km w ciągu tych 5 dni. Nie oczekiwał w zamian niczego, zupełnie niczego!  Czy jesteście w stanie w to uwierzyć? Nigdy, przenigdy wcześniej nie spotkałam takiego człowieka. Biło od niego tyle ciepła i empatii. Tyle optymizmu i radości…I tym samym przekazał nam to wszystko w pakiecie – całkiem za darmo. Zgodził się jedynie, abyśmy zaprosili go wraz z jego żoną do restauracji na kolację i to również niechętnie. Koniecznie chciałam poznać jego żonę i pogratulować jej, jaką jest szczęściarą mając tak wspaniałego człowieka przy swoim boku. Jego żona okazała się być równie sympatyczną i ciepłą osobą. Spędziliśmy razem naprawdę wspaniały wieczór.

Ale to nie wszystko… Na koniec naszej wyprawy, Thomas poprosił mnie o email, abyśmy mogli pozostać kontakcie i jeszcze kiedyś się spotkać. Oczywiście zapewniłam go, że jeśli tylko będzie w Europie, to ja bardzo chętnie się z nim spotkam i pomogę w czymkolwiek tylko będę mogła. Ale nie minęło trzy miesiące, dostaje email, że właśnie jest ze swoją żona w Los Angeles. Przylecieli odwiedzić syna, który tam studiuje i pomyśleli, że podjadą do San Diego (które jest 2 h od Los Angeles, w czasie korków to 4 h od San Diego), aby się ze mną przywitać (amerykańskie ,,say HI”). Kolejny raz z niedowierzeniem patrzyłam na tę wiadomość. Jak ktoś może chcieć przejechać tyle kilometrów tylko po to, żeby się przywitać, zamienić parę słów i wrócić z powrotem? Ale tak właśnie było. Pracowałam tego dnia, więc nie mogłam poświęcić im zbyt wiele czasu, stąd też spotkaliśmy się w porze lunchu na całe 20 minut. Porozmawialiśmy chwilkę ( tak miło było ich znowu zobaczyć ), powspominaliśmy wspólnie spędzony czas, wypiliśmy szybką herbatkę w Starbucksie i oni wrócili z powrotem do Los Angeles a ja do pracy. Przez kolejne dwa dni byłam znowu w szoku. Nie mogłam uwierzyć, że mieli ochotę pokonać tyle kilometrów tylko po to, aby na chwilę się ze mną spotkać…. Coś wspaniałego. Od tamtej pory co jakiś czas wymienialiśmy się emailami pisząc co nowego u nas słychać. Mimo że minęło już kilka lat od tamtej pory, do dziś wspominam to z uśmiechem na twarzy. Nigdy żaden obcy człowiek nie zrobił dla mnie tyle, co Thomas. Dzięki niemu nie tylko spędziłam cudowne wakacje, zobaczyłam tyle pięknych miejsc, ale przede wszystkim przekonałam się, że ludzie naprawdę potrafią być wspaniali i pomocni. Nauczyłam się, że warto bezintersowanie pomagać i poświęcać czas drugiemu człowiekowi, nie oczekując nic w zamian. Mimo iż jest to dla mnie zupełnie obcy człowiek, dostałam od niego tyle ciepła i życzliwości. Przez te kilka dni spędzonych razem nauczyłam się od niego tyle wartościowych rzeczy. Przede wszystkim tego, jak być dobrym człowiekiem i że warto pomagać innym, nawet jeśli nie otrzymujemy nic w zamian.

To było jedno z moich lepszych doświadczeń życiowych. Sytuacja, która wydaje się być nieprawodopodobna, przytrafiła się właśnie mi. Człowiek zupełnie mi obcy, mieszkający prawie 12 000 km ode mnie w ciągu kilku dni, stał się dla mnie wzorem do naśladowania i osobą, której nigdy nie zapomnę. A tę historię będę opowiadać swoim dzieciom i wnukom. Od tamtej pory bardzo dużo się we mnie zmieniło. Zrewidowałam swoje przekonania na temat ludzi i postrzeganie świata. Zrozumiałam, że nie wszystko można kupić za pieniądze, a najpiękniejsze rzeczy dostajemy całkiem za darmo. Od tamtej pory również do każdego człowieka podchodzę z wiarą w jego dobre intencje i zamiary. Często się jednak zawodzę i słyszę przez to, ze jestem naiwna… Ale to nic.  Jest mi z tym dobrze, wierzę w dobroć ludzką i dzięki temu wielu dobrych ludzi spotykam na swojej drodze. Sama staram sie też być taką osobą. Pewnie wychodzi mi to czasem lepiej, czasem gorzej, ale historia z Hawajów przypomina mi o tym, że warto być dobrym człowiekiem, bo dobra wraca… Naprawdę  🙂

Te wakaje były zupełnie inne, niż te, jakie do tamtej pory miałam. I to nie tylko dlatego, że byłam na HAWAJACH, choć ten fakt jest równie ekscytujący. Te wakacje były inne, ponieważ wróciłam z nich jako inna osoba, z bagażem pięknych wspomnień i z tak ważną lekcją życiową, którą otrzymałam od Thomasa. Każdemu z Was życzę spotykania tak wspaniałych ludzi na Waszej drodze!

Ogromnie się cieszę, że wtedy zaryzykowałam i zgodziłam się przyjąć jego zaproszenie na wycieczkę po wyspie. Gdybym wtedy nie zaryzykowała i nie uwierzyła w jego dobre intencje, w dobroć ludzką i dalej żyła w przekonaniu, że ludzie są źli, dziś nie miałam bym tak pięknych wspomnień. Co więcej, dzięki Thomasowi nie tylko ja miałam wspaniały czas, ale również moja ciocia, wujek i kuzyn David. Do dziś wspominamy nasze wspaniale 3 tygodnie, które spędziliśmy razem. Bardzo się cieszę, że mnie odwiedzili w Stanach i że mogłam im pokazać tyle wspaniałych miejsc.

Na koniec chciałabym pokazać Wam trochę zdjęć z naszej wyprawy na Hawaj oraz napisać o kilku miejscach i momentach, które wspominam najlepiej.

  1. Zachód słońca na Waikiki Beach

Obowiązkowy punkt wycieczki. Waikiki Beach jest podobno przereklamowana, ale dla mnie jest piękna, a zachody słońca tam to coś nie do opisania. Nie można być na Hawajach i tego nie zobaczyć !

2. Panorama Honolulu

Cudowne miejsca, wspaniały widok na całe Honolulu. Tutaj łezka zakręcił mi się w oku…

3. Hawajski Pearl Harbor 

To zdecydowanie kolejny obowiązkowy punkt wycieczki dla tych, których intersuje historia a nawet dla tych, których interesuje trochę mniej. Mój 12 letni kuzyn był zachwycony tym miejscem tak samo jak i ja.

4. Zatoka Hanauma

Zdecydowanie najpiękniejsza zatoka jaka widziałam. Tyle odcieni niebieskiego w jednym miejscu! Widok naprawdę zachwyca.

5. Rozmowa z rodowitym hawajczykiem

Przemiła kobieta, w ciągu kilku minut opowiedziała nam całe swoje życie!

A poniżej kilka zdjęć z innych równie pięknych miejsc i nasze wygłupy 🙂

Jakie jest dla Was najpiękniejsze miejscem w jakim do tej pory byliście? Spotkała Was kiedyś podobna sytuacja do mojej?  Jeśli tak, to koniecznie podzielcie się nią ze mną w komentarzach! 

31 thoughts on “Wakacje na Hawajach ( Honolulu ) + historia z Hawajów w którą ciężko uwierzyć, że jest prawdziwa!

  1. To musiała być niesamowita przygoda. Też chciałabym jechać w takie miejsce. Mam nadzieję, że kiedyś mi się uda “wyrwać” na takie wakacje 😉 A zdjęcia, które tu zamieściłaś są cudowną pamiątką po tym pobycie.

  2. Dobra, powiem wprost: zazdroszczę jak cholera! :))

    A przy okazji – czy Tobie nazwa Honolulu też kojarzy się z tekstem podpitego gościa, który chce zaciągnąć kobietę do łóżka? 😉

    1. haha Maciej, ale mnie rozbawiles! Nigdy nie popatrzylam na to w ten sposob, ale teraz bedzie mi sie tak koajrzysz, haha! Pozdrawiam Cie serdecznie! 🙂

  3. To właśnie w podróżowaniu jest chyba najfajniejsze – poznawanie ludzi i miejsc, które ci ludzie nam pokazują (:
    Kiedy jeździłam autostopem po Hiszpanii, Portugalii, Francji – nauczyłam się ufać ludziom i wierzyć, że są dobrzy. Że im też sprawia frajdę pokazanie nam czegoś, pogadanie i tak dalej.
    Cudowna historia z panem Thomasem, cudownie miejsce widziałaś. Pozostaje mi tylko życzyć kolejnych takich miejsc i ludzi, spotkanych gdzieś po drodze (:

  4. Nie poddawaj się – być może pewnego dnia to TY zmienisz czyjeś życie. Tak jak Thomas zmienił Twoje.

    Niesamowity człowiek. Przez zaledwie parę dni nauczył Cię więcej, niż inni przez całe Twoje życie.

    Cudowna przygoda i piękne wspomnienia. Żałuję, że nie byłam na Twoim miejscu.

    Pozdrowienia z Irlandii. Moich Twoich Hawajów 😉

  5. Cudna wyprawa i piękne marzenie które już teraz jest wspomnieniem. Ja ma na koncie Malediwy i Zanzibar podobnie kiedyś wydawało mi się że sa tak nierealne i odległe a tymczasem już o nich nie marzę tylko mile wspominam.

  6. Wspaniałe zdjęcia! Zazdroszczę bardzo! Hawaje są wysoko na mojej podróżniczej liście marzeń 🙂 Mam nadzieję, że moje marzenie się spełni i zawitam tam kiedyś 🙂 Pozdrawiam

  7. Cudna historia, naprawdę pomaga odzyskać wiarę w ludzi. Thomas to złoty człowiek 🙂 i mega zazdroszczę wakacji na Hawajach:-)

  8. Piękne wakacje! Zazdroszczę 🙂 Natomiast otwartość “ludzi zachodu” jest zadziwiająca – ja spotkałam się z nią i w Anglii i w Niemczech – i podobnie jak Ty, początkowo podchodziłam do całej sprawy bardzo nieufnie. Teraz kocham to najbardziej na świecie i zawsze cieszę się z kolejnej podróży i nowych znajomości. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  9. Niesamowite miejsce, przygoda! Dobrze ze są na świecie tacy ludzie jak Thomas, warto brać z niego przykład 🙂

  10. Cudownie jest spełniać marzenia! Ja ostatnio odpaliłam starego laptopa na którym w ramach zdjęcia na pulpicie miałam swoje większe i mniejsze marzenia. Jakież było moje zdziwienie, gdy większość okazała się już spełniona a minęły dopiero 4 lata.
    Zdjęcia cudowne i pięknie Ci w granacie!

  11. Do dzis przed Palacem Krolewskim w Downtown w Honolulu znajduje sie pomnik pierwszego krola Hawajow, Kamehameha I. Zapisal sie on na kartach historii jako ten, ktory zjednoczyl niemalze caly archipelag.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *