Villefranche, Eze, Monaco, czyli zwiedzanie dzień 2

Pierwszy dzień w Nicei minął nam bardzo przyjemnie. Nadszedł jednak czas, by zapuścić się w jej okolice. Internet roi się od pięknych zdjęć malowniczych uliczek w Villefranche czy Eze, więc koniecznie musiałam skorzystać z okazji i zobaczyć je na własne oczy. 

Tego dnia wyruszyliśmy rano po śniadanku na naszym balkonie do Villefranche, następnie do Eze i na końcu do Monaco. Po drodze do Villefranche, które położone jest dość wysoko, zatrzymywaliśmy się kilka razy, aby podziwiać przepiękne panoramę Nicei i okolic. Im wyżej jechaliśmy, tym widoki były piękniejsze.

Villefranche znajduje się tylko 6 km od Nicei, więc dojechaliśmy stosunkowo szybko. Bez problemu udało się znaleźć miejsce parkingowe i od razu ruszyliśmy w stronę morza, po drodze mijając przepiękne, kolorowe wąskie uliczki. Jedna była piękniejsza od drugiej.

Błądziliśmy tam godzinami, mijając  małe, klimatyczne knajpki i stoiska z owocami i warzywami. Nie mogłam się oprzeć i koniecznie musiałam się tu na chwilę zatrzymać.

Doszliśmy do morza, przy którym również były knajpki, w których ludzie – mimo wczesnej godziny – popijali swoje trunki wpatrując się w ten przepiękny widok.

Kiedy zrobiliśmy się głodni, N. zdecydował się poszukać fajnego miejsca na lunch. Byłam zdziwiona i miło zaskoczona, że zdecydował się mnie wyręczyć, gdyż to ja zawsze tym się zajmuję. Muszę Wam powiedzieć, ze poszło mu to całkiem nieźle. Jedzenie w restauracji Les Garcons, którą znalazł było obłędne! Przede wszystkim ośmiornica, której smak chodzi za mną do dziś! Nigdy nie myślałam ze ośmiornica może być tak pyszna! Byłam zachwycona. Niestety, drugi raz nie udało nam się tam zjeść lunchu. Gdy przybyliśmy tam dwa dni później, wszystko było zarezerwowane na kolejne 3 godziny.  Byłam zasmucona tym faktem, ale dzięki temu znaleźliśmy inne miejsce, które okazało się fantastyczne….niekoniecznie ze względu na jedzenie, ale na coś innego! A o tym więcej w jutrzejszym poście.

 

Po pysznym lunchu wróciliśmy do auta, nie mogąc wciąż nacieszyć się urokiem Villefranche.

Następnie wyruszyliśmy do Eze, kolejnej wioseczki oddalonej około 20 km od Nicei. Eze to wioska z brukowymi uliczkami, sklepikami z lokalnymi produktami i uroczymi kafejkami na lunch lub deser. Moją uwagę szczególnie przykuło stoisko z sypanymi herbatami i przyprawami na wagę. Ceny mieli dość wysokie niestety, ale N., wiedząc, jak uwielbiam herbaty, poprosił żebym wybrała sobie dwie i mi je sprezentował!

Następną godzinę spędziliśmy na zwiedzaniu okolicy, kolejny raz gubiąc się w tym pięknych uliczkach i podziwiając widoki z góry. To miasteczko jest tak małe, ze spacerując jego uliczkami, masz wrażenie, że po prostu zwiedzasz zamek, który się nie kończy. Naprawdę jest tam cudownie!

Kolejnym i już ostatnim celem naszej wyprawy tego dnia było Monako, znane z luksusowych nieruchomości, super samochodów i jachtów. Czy wiedzieliście, ze Monaco jest drugim po Watykanie najmniejszym państwem świata i że w Monako przypada najwięcej milionerów na kilometr kwadratowy?

Jak tylko zajechaliśmy do Monako, od razu udaliśmy się na plażę, gdyż było bardzo gorąco, a my po całym dniu zwiedzania byliśmy troszkę zmęczeni. Widoki i sama plaża zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Byłam wniebowzięta!

Bardzo zależało mi na zwiedzeniu Starego Miasta w Monako, ale ostatecznie zrezygnowaliśmy i wróciliśmy do Nicei. Byłam strasznie zmęczona i zaczęłam gorzej się czuć. Smutno mi, że nie dane mi było zobaczyć więcej, ale jestem pewna, że będzie jeszcze okazja : ).

Wieczorem, po powrocie z Monako i odpoczynku, wybraliśmy się na kolację do Starego Miasta w Nicei. Tego wieczoru zajadaliśmy się owocami morza : ).

W drodze powrotnej zależało mi na tym, abyśmy pojechali w pewne miejsce, zwane Castle Hill, z którego jest piękny widok na całą Niceę. To nie był najlepszy pomysł…Fakt, wjechaliśmy na górę, widok był piękny, ale powrotu nie było… No prawie. Niestety, w drodze powrotnej okazało się, że brama została zamknięta…Przygoda skończyła się tak, że jeden z przechodniów był tak miły i zadzwonił w naszym imieniu na policję, na którą musieliśmy czekać ponad godzinę. Ostatecznie zostaliśmy wypuszczeni i nie musieliśmy spędzać tam całej nocy, haha, jednakże wtedy do śmiechu mi zdecydowanie nie było 😛

 Kolejnego dnia (sobota) wybraliśmy się na bazarek po lokalne produkty , aby przyszykować i zjeść śniadanie na naszym balkonie. Market w Nicei był ogromny, ja nie mogłam się oprzeć, aby nie spróbować nowych rzeczy, ale o tym już jutro 🙂 Zapraszam!

8 thoughts on “Villefranche, Eze, Monaco, czyli zwiedzanie dzień 2

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *