Urocze miasteczko 40 minut od Wenecji, które koniecznie musisz odwiedzić!

Burano to malutka wysepka, oddalona około 40 minut od Wenecji tramwajem wodnym. O tym miejscu dowiedziałam się stosunkowo niedawno, ale odkąd zobaczyłam te urokliwe domki na Instagramie, od razu wiedziałam, że podczas pobytu w Wenecji, muszę tam popłynąć.

Burano nie tylko zachwyca tymi pięknymi domkami, ale również legendą, która za tym idzie. Otóż, te domki nie bez powodu są takie kolorowe. Kolory domków pomagały niegdyś rybakom z łatwością odnaleźć ich dom. Znając swój kolor, wiedzieli jak daleko odpłynęli i ile zajmie im powrót do domu. Sprytne, prawda?

Ale pozwólcie, że zacznę od początku.

Ostatniego dnia naszego pobytu we Włoszech wybrałyśmy się właśnie do Burano. Pogoda tego dnia niezbyt nam dopisywała, ale nie było tak źle – zdążyłyśmy zwiedzić Burano, zanim rozpętała się okropna burza!

Burano jest małym, uroczym miejscem, w którym żyje około 4000 mieszkańców. Ta mała wysepka to zdecydowanie jedno z piękniejszych miejsc w jakim byłam. Dookoła kolorowe domki, mało turystów, wszędzie uśmiechnięci ludzie i gdzie nie spojrzysz jest to prostu pięknie!

Byłyśmy z Anią zachwycone tym miejscem! Przespacerowałyśmy się dookoła tej wyspy, zwiedzając różne zakątki i robiąc masę zdjęć. Zboczyłyśmy też na chwilę z głównej drogi, aby zobaczyć jak mieszkają tam ludzie : ) Muszę Wam powiedzieć, że na tej wysepce nawet pranie wywieszone na sznurku wyglądało uroczo! Wierzcie mi na słowo, ciężko opisać słowami jak tam jest pięknie, a klimat jest nie do podrobienia!

Po długim spacerze i zrobieniu wielu zdjęć, ostatecznie zgłodniałyśmy. Niestety, trafiłyśmy na sjestę i większość fajnych restauracji była zamknięta. 

Więc co zrobiłyśmy? Poszłyśmy na lody! I muszę Wam powiedzieć, to były jedne z lepszych lodów jakie w życiu jadłam! Spokojnie mogę porównać je do tych z Rzymu (a tam były najlepsze). Koniecznie zajrzycie do Gelati e Prodotti Tipici, będąc w Burano 🙂

 

Niestety nie udało nam się znaleźć żadnej restauracji na obiad, więc postanowiłyśmy wrócić do Wenecji i tam coś zjeść. Jak tylko wsiadłyśmy do tramwaju wodnego, zaczęło tak okropnie lać! Naprawdę! Cieszyłam się, że mamy dach nad głowa haha : )

Niestety pogoda nie poprawiła się jak dotarłyśmy do Wenecji. Miałyśmy wielki dylemat co tu zrobić. Z jednej strony byłyśmy mega głodne, a z drugiej strony zrobiło się zimno i wciąż bardzo padało, więc jak najszybciej chciałyśmy wrócić do hotelu.

Naturalnie, chęć do zjedzenia czegoś pysznego wygrała! Kupiłyśmy szybko parasolkę i zawzięcie szłyśmy w tym desczu dobre 20 minut do restauracji, którą wcześniej wypatrzyłyśmy, modląc się , aby to miejsce okazało się być wartym tego!

Kiedy w końcu dotarłyśmy do Rio Novo Venice, Ania zaczęła mnie pytać, czy to na pewno tutaj. Zapytała drugi raz z niedowierzeniem, ponieważ na pierwszy rzut oka to miejsce nie wyglądało obiecująco. I właśnie, pomyliłyśmy się. Pozory myla. Nie ma co oceniać książki po okładce. To miejsce okazało się być rewelacyjną restauracją!

Już na samym początku przywitał nas przemiły kelner, który naprawdę, wykonywał swoją pracę bardzo dobrze. Zaskoczył mnie tym, że mimo braku miętowej herbaty, o którą poprosiłam, a niestety nie mieli,  po 5 minutach jakoś ją wyczarował. To było bardzo miłe!

Następnie podano nam pyszny, świeży chlebek z masełkiem! Rewelacja – wiecie jak uwielbiam chleb! A tutaj dowód na to, że od zawsze kochałam pieczywo haha, nawet jak było prawie większy ode mnie!

Na przystawkę zamówiłyśmy kalmary. Przystawki zazwyczaj są małe, ale ta nie była! Nie tylko porcja była ogromna, ale i kamalry były przepyszne! Nie przepadałam za owocami morza, ale po tej wizycie jestem ich wielką fanką!

Na danie główne zamówiłyśmy makaron, również z owocami morza (miałyśmy dzień na owoce morza). Makaron również był rewelacyjny, sos pomidorowy naprawdę smaczny, gdzie często zdarza mi się, że jest zbyt kwaśny jak dla mnie. Wszystko było po prostu pyszne.

Co więcej, po obiedzie przyniesiono nam limoncelo. Ja odmówiłam (nie piję alkoholu), aczkolwiek Ani smakowało! Bardzo miły gest z ich strony, ale na tym się nie skończyło.

Kiedy poprosiłyśmy o rachunek i podziękowałyśmy za obiad, pan Kelener przyniósł nam magnesy na lodówkę z Wenecji! Byłyśmy w szoku! Było to taaakie miłe! Całą drogę do hotelu to przeżywałyśmy! 

Jak niewiele trzeba, aby komuś sprawić tyle radości.  Jestem pewna, że przy najbliższej okazji wrócę do tej restauracji : )

3 thoughts on “Urocze miasteczko 40 minut od Wenecji, które koniecznie musisz odwiedzić!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *