To już 3 lata odkąd wróciłam ze Stanów. Moje przemyślenia związane z powrotem i moją chorobą.

To już 3 lata…

Dzisiejszy dzień jest dla mnie dość sentymentalny i nostalgiczny. 3 lata temu, dokładnie 10 kwietnia, wsiadłam w samolot w Los Angeles i wyleciałam do Europy, tym samym opuszczając moją ukochaną Kalifornie. Wyjeżdżałam ze smutkiem w sercu, ale również z radością bo wiedziałam, że za parę tygodni będę  z powrotem w Kalifornii. Wróciłam tylko z jedną walizką, reszta rzeczy została w San Diego. Gdybym tylko wtedy wiedziała, ze wszystko potoczy sie inaczej…Gdybym tylko wtedy wiedziała, że nie wrócę do Stanów, tak jak to sobie zaplanowałam, prawdopodonie nie wsiadłabym do tego samolotu.

Życie jednak wybrało za mnie i los miał dla mnie inny plan, zupełnie różny od tego, który ja sobie przygotowałam.

Dzisiejszy post to moje przemyślenia po powrocie ze Stanów, przemyślenia dotyczącego moich ostatnich 3 lata, odkąd wróciłam do Europy oraz przemyślenia związane z moją chorobą.

Do Kalifornii wyjechałam mając 19 lat, bez większych planów co będzie dalej. Wiedziałam jedno: chcę nauczyć się płynnie mówić po angielsku i zwiedzić Amerykę. Nie minęło jednak dużo czasu kiedy zaczęłam czuć się tam jak w domu i tym samym każdego dnia przekonywałam się o tym, że chcę tam zostać na dłużej. Nie chciałam wracać do Europy, chciałam zostać w Kalifornii. Po długich przemyśleniach, rozmowach z rodziną i przyjaciółmi, zdecydowałam, że pójdę tam na studia. Nie macie pojęcia jak wielka była moja radość! Zaczęłam wszystko załatwiać, planować i organizować. Byłam strasznie podekscytowana i nie mogłam się doczekać nowego etapu w moim życiu. Do Polski planowałam przylecieć tylko na Wielkanoc i zostać parę tygodni, aby pozałatwiać wszystkie sprawy i pójść do lekarza, ponieważ przez ostatnie miesiące bardzo, bardzo źle się czułam. Znajomi mówili mi, że chyba mam cukrzycę, gdyż spałam jak dziecko po kilkanaście godzin dziennie + drzemki w ciągu dnia. Nie chciało mi się w to wierzyć, ale wiedziałam, że dzieje się coś złego z moim organizmem, ponieważ z dnia na dzień coraz gorzej się czułam. Domyślałam się, że konieczne będą badania i wizyta u lekarza. Tak więc zaraz po przylocie do Polski wybrałam się do lekarza i wtedy wszystko się zaczęło…

Wydawało mi się, że pójdę do lekarza, dostanę jakieś leki i wszystko wróci do normy, a ja już na początku czerwca z powrotem będę w Stanach. Jak bardzo się wtedy pomyliłam… Z każda wizytą u lekarza dostawałam coraz to gorsze wiadomości, a mój stan zdrowia pogarszał się z dnia na dzień. Lekarze nie byli w stanie mi pomóc. W końcu nie było wyjścia i zapadła decyzja – nie wracam do Stanów. To był najgorszy czas w moim życiu. Wszystko w ciągu jednego dnia się skończyło. Wszystkie marzenia i plany legły w gruzach, a ja pomimo, że dostałam się tam do szkoły i załatwiłam już wszystko, musiałam pogodzić się z tym, że nie spełnie swoich marzeń. Potem już było tylko coraz gorzej z moim zdrowiem, czułam się fatalnie i psychicznie i fizycznie. Wtedy czułam, że zawalił mi się cały świat. Doszłam do takiego momentu w swoim życiu, iż nie widziałam już sensu życia. Wszystko o czym marzyłam zostało mi odebrane, moje zdrowie było w opłakanym stanie i do tego doszło jeszcze kilka innych czynników. To wszystko razem sprawiło, że mając zaledwie 21 lat byłam w totalnej rozsypce i nie wiedziałam jak mam się podnieść. Bardzo ciężko mi jest o tym mówić i pisać ale robię to po to, aby przekazać Wam kilka ważnych rzeczy i lekcji życiowych, które wyciągnęłam z tego doświadczenia. Mam nadzieję, że komuś to choć troszkę pomoże.

Dokładnie 3 lata temu, zakończył się najlepszy okres mojego życia i tym samym zaczął kolejny, naprawdę ciężki, który po części trwa do dzisiaj. Wtedy 3 lata temu nie spodziewałam się, że moje życie będzie wygladało tak jak wygląda teraz. Nie spodziewałam się, że cokolwiek lub ktokolwiek może zmienić moje plany i cele. Zawsze wiedziałam, że jestem bardzo silną osobą i nic nie jest w stanie mnie złamać ani zatrzymać przed osiągnięciem moich celów. A jednak bardzo się pomyliłam. Kiedyś nie zdawałam sobie sprawy z tego, co oznacza, jak ktoś życzył mi dużo zdrowia na urodziny. Były to dla mnie zwykle wypowiedziane słowa, tak jak inne typu ‘ życzę Ci spełnienia marzeń’. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, gdyż wszyscy powtarzali mi, że jestem w czepku urodzona i nic złego mnie nie spotka. Głupio w to wierzyłam. Przecież jestem taka silna, zawzięta i ambitna – myślałam sobie. Przez ostatnie 10 lat co sobie postanowiłam to robiłam, osiągałam i nie myślałam, że kiedykokolwiek może być inaczej lub coś albo ktoś będzie w stanie mnie zatrzymać. I wtedy okazało się, że jest zupełnie inaczej niż ja sobie myślę. Wtedy zobaczyłam, że życie nie jest proste, a wręcz przeciwnie –  jest cholernie trudne i na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Okazało się, że wszystko się może zmienić w ciagu jednej chwili.  Wcześniej nie byłam tego świadoma i nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, dlatego też to tak bardzo zabolało. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami, tymi związanymi z moim wyjazdem z USA i tymi związanymi z chorobą.

 

Przemyślenia związane z powrotem. Co dał mi ten wyjazd ? Co się zmieniło ?

  • Mój pobyt w Stanach to najlepszy okres mojego życia. Był to najlepszy czas jaki do tej pory miałam w swoim życiu, w najlepszym miejscu jakim byłam do tej pory i z cudownymi ludzi, których spotkałam na swojej drodze. Nigdy tego nie zapomnę i do dziś nie było dnia abym tego nie wspominała.
  • Nadal nie znalazłam miejsca w którym czułabym się tak dobrze, jak czułam się w Stanach. Nadal szukam tego miejsca, z cichą nadzieją, że niedługo je znajdę. Jeśli nie, to na pewno zrobię wszystko, aby wrócić do Kalifornii.
  • Nie warto czekać zbyt długo na spełnianie swoich marzeń –  za jakiś czas może być za późno. Wyjazd do Stanów był jedną z lepszych decyzji jaką podjęłam. Dzięki temu spełniłam kilka swoich wielkich marzeń i wróciłam z bagażem cudownych doświadczeń i wspomnień. Gdybym wtedy tego nie zrobiła i posłuchała innych, którzy odradzali mi ten wyjazd, prawdopodobnie dzisiaj nie byłabym w stanie tego zrobić, właśnie przez zdrowie. Już od 2 lata odkładam swoje dłuższe wakacje w USA właśnie ze względu na chorobę. Dlatego jedno wiem na pewno. Nie odkładajcie marzeń na później, realizujcie je jak najszybciej możecie!
  • Ameryka to kraj który fascynuje mnie najbardziej. Uwielbiam ten kraj i nigdy tego nie ukrywałam i ukrywać nie będę. Spotykam się często z falą negatywnych komentarzy kiedy o tym mówię, ale to niczego nie zmienia, a na pewno nie mojego zdania. Dla mnie to jest najlepsze miejsce i ja przeżyłam  ”swój american dream”. Inni mogą się ze mną nie zgadzać – mają do tego pełne prawo, aczkolwiek moje zdanie jest takie, że Ameryka to cudowny kraj.
  • Wyjazd do Stanów zmienił mnie całkowicie. Jestem zupełnie inną osobą niż byłam przed wyjazdem. Zmieniło się praktycznie wszystko – moim zdaniem na lepsze. Dostałam niezłą szkołę życia, za którą jestem ogromnie wdzięczna. Czego konkretnie nauczyła mnie Ameryka? Że wszystko jest możliwe a niemożliwe nie istnieje. Od tamtej pory każdego dnia sobie tu udowadniam.
  • Gdyby nie ten wyjazd, nie miałabym tego wszystkiego co teraz mam. Nie robiłabym tego co robię, nie dostałabym tyle możliwości w życiu, co dostałam, dzięki temu że wyjechałam i nauczyłam się języka. Nie pracowałabym w ten sposób, w który pracuję i nie miałabym takiej swobody finansowej jaką teraz mam gdyby nie ten wyjazd. W żaden sposób się tutaj nie chwalę ani nie mówię, że to jedyna droga do szczęścia. Podkreślam natomiast, że dzięki temu, iż wyjechałam dziś mam dużo łatwiejsze życie pod względem zawodowym i finansowym. Co więcej, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej gdybym została w Polsce.

 

Co zmieniło się po powrocie i czego nauczyła mnie choroba? 

  • Najważniejsze lekcję która dostałam od życia to uświadomienie mi tego, że nie zawsze wszystko idze według planu i nie wszystko jest zależne od nas. Na wiele rzeczy mamy wpływ, aczkolwiek kiedy dopada nas choroba, wierzcie mi, jesteście tak bezsilni, że ostatnia rzecz o jakiej myślicie to spełnianie marzeń.
  • W życiu wszystko traci znaczenie kiedy traci się zdrowie. Nie wiedziałam tego wcześniej, a raczej nie byłam tego świadoma. Miałam tak sztywno określony plan na swoje życie ( bez żadnego miejsca na zmiany czy modyfikacje ) że jak dopadła mnie choroba to prawdę mówiąc nie docierało do mnie przez długi czas co się dzieje, że jestem chora i muszę zwolnić tempo. Po roku walki z chorobą dopiero zdałam sobie sprawę, że wszystkie dla mnie ważne rzeczy przestały mieć znaczenie i jedyne czego pragnęłam to poczuć się lepiej i wyzdrowieć…I tym samym doświadczyłam kolejnej rzeczy
  • Nie wszystkie choroby można wyleczyć. Tego też nie byłam wcześniej świadoma. Myślałam, że lekarstwo jest na wszystko i wystarczy wziąć kilka tabletek i już będzie dobrze. Jak bardzo się myliłam…
  • Nie myślałam, że jakakolwiek choroba mnie kiedyś dopadnie. Pewnie też tego doświadczyliście. Pewnie i Was spotkało coś, co wydawało się Wam, że nigdy Was nie spotka. Wiedziałam, ze ludzie chorują, wiedziałam, że niektóre choroby leczy się latami, ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że kiedyś to mnie spotka. Byłam wręcz pewna, że na sto procent mnie to ominie. Na pewno nie spodziewałam się że w wieku 21 lat będę musiała walczyć o swoje zdrowie i lepsze jutro.
  • Nauczyłam się nie oceniać ludzi. To był dla mnie duża lekcja pokory. Nigdy już nie ocenię osoby, która jest grubsza czy strasznie chuda, która ma depresji, która nie ma siły się podnieść czy która nie osiąga nic w życiu. Nigdy, przenigdy nie ocenię już nikogo z góry, ponieważ nie wiem co dzieje się w tej osoby życiu. Kiedyś wydawało mi się że w depresję popadają tylko słabi ludzie. Szybko życie pokazało mi, że bardzo się mylę. Sama byłam w takim miejscu i dobrze wiem jak ciężko jest z tego wyjść.
  •  Poznałam co to strach. Nigdy wcześniej nie znałam tego uczucia. Niczego się nie bałam, byłam tak silną osobą, że wydawało mi się, że nic nigdy mnie nie złamie. Do czasu, kiedy pierwszy raz usłyszałam, że znaleźli coś w moim brzuchu i mogą tam być komórki nowotworowe…Dzisiaj boję się bardzo często, strach towarzyszy mi każdego dnia i ciężko to przezwyciężyć.
  •  Nie jestem już tak odważna jak byłam kiedyś. Przez to, że często źle się czuje i jestem bez siły, nie mam tyle odwagi aby podejmować ryzyko tak jak było to kiedyś. Nie jestem na tyle odważna aby zrobić coś szalonego i spontanicznego, ponieważ wiem, że zaraz mogę zacząć źle się czuć.
  • Życie nie jest łatwe. Zawsze wydawało mi się, że każdy jest kowalem własnego losu – i oczywiście to prawda – ale do pewnego stopnia. Zmienia się to, kiedy przychodzi choroba i stajesz się bardzo słaby. Życie jest cholernie trudne, każdy z nas ma problemy, mniejsze lub większe, ale to nie jest tak, jak myślałam, że życie jest usłane różami.
  • Jestem silniejsza niż mi się wydawało. Wiele razy powiedziałam już sobie że nie mam siły i że nie dam rady – zawsze dałam. Udowodniłam sobie przez te 3 lata że jestem silniejsza niż myślałam i wiele bólu jestem w stanie znieść. Co gorsza – do bólu też można się przyzwyczaić.
  • Dowiedziałam się czym jest ”niewidzialna choroba”. Nie zawsze jest tak, ze wszystkie choroby widać na zewnątrz i wtedy łatwo oceniamy innych. Pewnych chorób nie widać na pierwszy rzut oka i ciężko nam uwierzyć w to, że dana osoba może być poważnie chora. Tak jest też ze mną. Cierpię na przewlekłą chorobę, na która obecnie nie ma lekarstwa. Chorobę którą można podleczyć ale nie wyleczyć. Na zewnątrz nie widać we mnie większych zmian i ciężko je zauważyć jeśli nie przebywa się ze mną codziennie. Moi bliscy wiele razy powiedzieli mi, że gdyby nie widzieli co się ze mną dzieje to pewnie nigdy nie uwierzyliby na słowo, że taka choroba istnieje. Niestety, taki jest właśnie ”urok” przewlekłych chorób. Rano może być wszystko dobrze i czuję się dobrze, a za kilka godzin nie jestem w stanie wstać z łóżka z bólu. Dokładnie tak jest w moim przypadku. Rzadko bywają dni, abym nie czuła bólu w ciągu dnia i rzadko bywają dni, że jestem w stanie wytrzymać cały dzień bez przespania się miminum godziny, aby zregenerować siły lub uśmierzyć ból.

Wiele osób, którzy wiedzą o mojej chorobie, pytają mnie skąd we mnie tyle siły, energii i skąd tyle uśmiechu na twarzy. Przede wszystkim słyszę, że nie widać po mnie żeby cokolwiek mi było. I to jest prawda, nikt nie jest w stanie tego zauważyć na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim dobrze to maskuje, bo nie widzę sensu informować cały świat o tym, że właśnie boli mnie brzuch. Po drugie, kiedy czuje się źle, nie wychodzę z domu, ponieważ po prostu nie mam na to siły. A po trzecie, mam kilka ”wspomagaczy”, które podczas bólu są w stanie go troszkę uśmierzyć.

Skąd natomiast we mnie tyle uśmiechu i siły do pracy, studiowania itd? Tego prawdę mówiąc do końca nie wiem. Wiem natomiast, że rezygnacja z tego wszystkiego i wmawiania sobie, że nic nie muszę, ponieważ jestem chora doprowadzi mnie donikąd. Ja bardzo wierzę w to, że te wszystkie problemy zdrowotne wreszcze się skończą i wtedy nie chciałabym zaczynać ”od zera”.  Dlatego też ile mam siły, tyle robię, czasem za dużo i odchorowuję to przez kolejne dni, ale praca i studia dają mi taką siłę do walki, bo wiem ze mam po co wstawać rano. Kocham swoja pracę i pracowanie to dla mnie czysta przyjemność ( wkurzam się kiedy nie mogę). Dzięki temu każdego dnia mam cel, aby wstać z łóżka. Bez tego myślę, że nadal byłabym w takiej depresji jakiej byłam całkiem niedawno.

Moi drodzy, nie napisałam tego posta aby ktokolwiek mi współczuł lub się nade mną litował. Ja już zbyt dużo czasu na to zmarnowałam. Oczywiście jest mi bardzo ciężko, ponieważ zrezygnowałam już z tak wielu swoich marzeń i planów przez zdrowie, nadal mam duże problemu, nadal czuję się często źle, nadal na moje leczenie idzie majątek i nadal nie pogodziłam się z tym, że jestem chora. Za dwa tygodnie będę mieć operację. Boję się cholernie, boje się tego co będzie po, ale jakie mam wyjście ? Co innego mogę zrobić ? Nic – mogę jedynie wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Na szczęście mam osoby, które mnie wspierają i są ciągle ze mną a to bardzo pomaga.

Chciałabym, abyście po przeczytaniu tego wpisu pamiętali o tym, że nie warto czekać zbyt długo na spełnianie swoich marzeń. Nie odkładajcie ich na lepszy czas, bo takowy może nie nadejść. Bierzcie życie takim jakim jest i wyciskajcie z niego jak najwięcej! Pamiętajcie o tym, że życie nie zawsze idzie według naszego planu, ale z każdej porażki lub niepowodzenia wyciągajcie lekcje i ruszajcie do przodu. Za jakiś czas na pewno zrozumiecie dlaczego stało się tak a nie inaczej. Ja do dziś wierzę w to, że za moją chorobą  stoi coś większego, jakiś cel i powód, dlaczego zachorowałam. Wierzę w to, że za jakiś czas powiem sobie, że tak miało być i dobrze że tak się stało. Pamiętajcie również o tym, że pewne rzeczy nie są od nas zależne i niektórych rzeczy nie możemy przewidzieć lub zmienić i po prostu trzeba się z tym pogodzić. ALE nie oznacza to, że macie przestać walczyć o siebie i Waszą przyszłość.

 

PAMIĘTAJCIE, ŻE PO KAŻDEJ BURZY WYCHODZI SŁOŃCE! 

43 thoughts on “To już 3 lata odkąd wróciłam ze Stanów. Moje przemyślenia związane z powrotem i moją chorobą.

  1. Bardzo dobrze, że o tym napisałaś.. Też teraz wiem, jakie znaczenie ma zdanie: życzę Ci zdrowia. Jak go nie ma, nie ma nic…
    Czytam każdy post i trzymam kciuki aby wszystko się udało :* Ściskam mocno 🙂

  2. Życzę Ci sił i wiary że jeszcze te najpiękniejsze chwile przed Tobą. Jesteś madrą i silna kobieta i nigdy się nie poddawaj. Wszystkiego co dobre. Pozdrawiam serdecznie

  3. Przeczytałam Twój wpis i doskonale Cię rozumiem, bo miałam podobne przeżycia. Rok temu okazało się, że nie toleruje glutenu i musiałam totalnie zmienić swoje nawyki żywieniowe. Dla mnie to był szok. Miałam też różne inne badania pod kątem innych chorób, także chyba domyślam się o jakiej chorobie piszesz.. Jakbyś chciała to daj znać, mogę Ci dac kilka wskazówek. Polecam też książkę Szczęśliwe Jelita dr Pedre. Znajdziesz mnie na blogu: http://www.zdrowopieknieibezglutenowo.blogspot.com pozdrawiam i życzę Ci dużo pozytywnego nastawienia!!:) i zdrówka 🙂

  4. To prawda, życie czasami pisze dla nas zupełnie inne scenariusze od tych, które sami sobie w głowie ułożyliśmy. Czasami te nowe okazują się lepsze, a czasami gorsze – tojedna wielka loteria.

    O przewlekłych i niewidocznych gołym okiem chorobach akurat sporo wiem z własnego doświadczenia. Zdiagnozowano mi je, kiedy miałam zaledwie 19 lat – i nawet od niektórych lekarzy słyszałam podczas wizyty , że “to chyba jakieś wymysły – pani jest za młoda, żeby chorować”…Dopiero badania pokazywały, że wcale niczego sobie nie wymyśliłam – także nie ma zbyt młodego wieku, by nasze zdrowie zaczęło szwankować.

    Trzymam za Ciebie kciuki i życzę, żeby choroba jak najmniej dawała się we znaki.

    1. Dziekuje za ten komentarz! Dobrze wiedziec, ze nie jestem w tym sama! Mi lekarze na poczatku tez nie wierzyli, do tego spotkani ze wysylami mnie do psychiatry i przepisali antydepresanty, twierdzac ze cos z moja glowa jest nie tak. Strasznie to smutne! Dziekuje jeszcze raz kochana za mile slowa i Tobie rowniez duzo, duzo zdrowka! 🙂

  5. Niestety życie uwielbia kłaść nam kłody pod nogi. Nie jest łatwo, ale trzeba walczyć i wyciągać ze wszystkiego dobrą lekcję. Ogromnie zazdroszczę Ci mieszkania w Stanach, cudowna przygoda;] Pozdrawiam ciepło

  6. Trochę ciśnie mi się na usta jakaś łacina, bo cholernie szkoda tego wszystkiego. Tak czy siak, pewnie tak miało być. Dobrze, że nie starasz się ograniczać i zamartwiać.

    Uśmiechu życzę i pogodnych chwil. 🙂

  7. Jak wiele wniósł do mojego życia ten wpis. Mam 19 lat, czyli tyle, ile miałam, kiedy wyjechałaś do Stanów. Myślałam nad wyjazdem, ale nie starczyło mi niestety odwagi i odkładam to w nieskończoność. Jestem na dość trudnym etapie życia. Zaczęłam studia, ale nie widzę jak na razie przyszłości w pozytywnych barwach. Chyba utkwiłam w martwym punkcie i miałam już chyba nawet nad tym ubolewać, ale pokazałaś mi, że czasem wszystko może się odmienić o 180 stopni. Ostatnie zdanie jest zawarte w moim ostatnim wpisie i mają one ze sobą wspólny ukryty przekaz ;). Pozdrawiam cieplutko i zapraszam w wolnej chwili i jeśli będziesz mieć ochotę do siebie 🙂

    http://poczujnanowo.blog.pl/

    1. Bardzo sie ciesze ze wpis sie spodobal! Zycze Ci duzo odwagi i samych trafnych decyzji! Jestem pewna, ze niedlugo wszystko sie odmieni u Ciebie na lepsze, tylko musisz nad tym pracowac! Trzymam kciuki i na pewno zajrze do Ciebie!

  8. Wiem jak to jest w ub roku miałąm 2 zabiegi na serce i tez nie wiedziałam jak się to skończy, na szczęście nie jest żle. Życzę i Tobie dużo zdrówka.

  9. Znam wiele młodych ludzi, którzy ignorują zdrowie, odkładając je na dalszy plan – sama miałam troche przeboi zdrowotnych – chociażby anemia, z która nie mogłam sobie poradzic, bo nic nie pomagało, a czułam sie wtedy fatalnie – osłabiona, zmęczona, bez chęci do zycia itd
    Zycze Ci duzo zdrowia i pogody ducha, jaka zarażasz nas – czytelników w każdym poście ☺️

    1. Mam nadzieje, ze czujesz sie juz duzo lepiej! 🙂 I dziekuje za tak mile slowa na temat postow! 🙂

  10. Marzy mi się wyjazd do Stanów, na dzień dzisiejszy odkładam każde euro, żeby pewnego dnia zwiedzić ten cudowny kraj. Życzę dużo zdrowia i wiary w odnalezienie swojego miejsca na ziemi.

  11. Pięknie i mądrze napisane. Przeczytałam z przyjemnością, gdyż kilka lat temu także znalazałam moje miejsce na Ziemi – mieszkam w Irlandii. Już mnie ciągnie dalej i dalej. I także doświadczyłam niespodziewanych, niezaleznych ode mnie “zwrotów akcji”. Cieszy mnie, że piszesz o rzeczach ważnych i o tym, by w życiu robić właśnie te WAŻNE rzeczy. Dużo zdrowia i pogody ducha!

  12. Nie warto odkładać marzeń, tak jak piszesz, to tak jakby żyło się przyszłością, a nie teraźniejszością, obecnych chwil, z których tak naprawdę składa się nasze życie. Mnóstwo pozytywnej energii podsyłam. 🙂

  13. Hm, łączy nas tak wiele. Też nie okazuję na co dzień bólu, uważam że to zbędne. I u mnie jeszcze zmieniło się to że doceniam najmniejsze fantastyczne proste rzeczy jak choćby to że wstało Słońce a ja znowu mam okazje je zobaczyć i się w nim ogrzać. Ściskam Cię ziołowo 🙂

  14. Każde doświadczenie czegoś nas uczy, własnych doświadczeń nikt nigdy Ci nie zabierze, a możesz się nimi podzielić choćby na blogu, pokazując, że świat nie zawsze jest taki piękny jak go na co dzień widzimy.

  15. Witaj, Kornelio!

    Wcale nie dziwię się komentarzom Twoich bliskich i znajomych – dla niewtajemniczonej osoby jesteś piękną, zdrową dziewczyną, okazem witalności, młodości i zdrowia. Ale pozory bardzo mylą, o czym doskonale wiemy.

    Mimo że nigdy nie byłam w USA, to jednak doskonale rozumiem Twoje odczucia i miłość do tego miejsca na Ziemi. Ja w ten sposób pokochałam Irlandię, w której mieszkam już blisko 11 lat. I wiem też, jak czułabym się, gdybym została siłą wyrwana z mojego ukochanego zakątka na świecie.

    Podziwiam Cię za Twoją siłę i chęć walki. Za to, że się nie poddajesz. To jedyna i słuszna postawa. Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.

    Trzymaj się ciepło. Go, girl! The sky is the limit!

    Serdeczne pozdrowienia z wiosennej Irlandii 🙂

    1. Odpowiedzialam juz u Ciebie na blogu, ale napisze jeszcze raz! Ogromnie dziekuje za tyle milych slow!!

      1. Nie ma za co! Zasłużyłaś, to teraz zbierasz owoce 🙂 Więc tak naprawdę to Tobie należą się podziękowania za to, że wykonałaś kawał dobrej roboty, a przy okazji zachęciłaś mnie do skomentowania [czasem jestem leniem i odpuszczam sobie komentarze]. Ale ponieważ sama prowadzę bloga, to doskonale wiem, jak fajnie jest się spotykać z pozytywnymi komentarzami. To one dają najlepszego kopa motywacyjnego!

  16. hej, mozesz zdradzic jaka to choroba:( trzymma kciuki zeby wszystko sie poukladalo, Twoj wpis dal mi bardzo duzo do myslenia. Dziekuje:*

    1. o swojej chorobie za jakis czas na pewno napisze, dzis nie jestem jeszcze gotowa aby o tym mowic. Ciesze sie ze wpis sie spodobal! 🙂

      1. dzieki za odpowiedz, wlasnie zbyt czesto bierzemy zdrowie za pewniaka i doskonale rozumiem o poczucie ze “nam sie to nie przydarzy” Trzymam kciuki zeby wszystko sie Tobie poukladalo:) zapytalam poniewaz dlugie kilkunastogodzinne spanie dotyczy mojej przyjaciolki ale nikt tego nie wiaze z brzuchem z lekarzy tylko z nerkami, a one juz nie wie co ma myslec:( Pozdrawiam.

  17. Życie pisze za nas scenariusze , ja też coś o tym wiem, choćtu nie o mnie mowa. Widocznie tak musia£o być, wszystko się dzieje po coś, odpowiedź nie przychodzi od razu ;). Życzę zdrówka I dobrych wynikôw. Dzielna z Ciebie kobieta.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *