Saint Tropez, miła niespodzianka podczas kolacji – Lazurowe Wybrzeże – dzień 4

 

Przedostatni dzień naszych wakacji spędziliśmy w Saint Tropez, czyli w miejscu, które najbardziej mnie ciekawiło i którego najbardziej nie mogłam się doczekać. I wiecie co, nie rozczarowałam się! To jest nie do wiary, że na Lazurowym Wybrzeżu wszystkie miasta i miasteczka są takie piękne! Co jedno, to piękniejsze. Teraz zaczynam rozumieć, dlaczego ludzie tak uwielbiają Francuską Riwierę.

W niedzielę, z samego rana ruszyliśmy do Saint Tropez. Przed nami było 2 godziny drogi, więc nie zatrzymywaliśmy się nigdzie, aby jak najszybciej dotrzeć na plażę. Całą drogę podziwialiśmy widoki z zapartym tchem, a mój N. co chwilę mówił, że pewnie chciałabym tu zamieszkać, haha? Miał rację, nie protestowałabym, gdybyśmy mogli przeprowadzić się tam na całe wakacje!

W końcu prawie dotarliśmy na plażę…no prawie. Kilometr od plaży ruch na ulicy stanął. Staliśmy godzinę w korku tuż przed parkingiem plażowym tylko po to, by na koniec dowiedzieć się, że nie ma już miejsc. Musieliśmy zawrócić. Byliśmy w kropce. Tego dnia chcieliśmy wynająć sobie miejsce w tak zwanych prywatnych klubach na plaży, ale o godzinie 12 wszystko już było zajęte! W sumie nic dziwnego :). Zaparkowaliśmy w miejscu niedozwolonym, ale tak, aby nikomu nie przeszkadzać… Cudem nie dostaliśmy mandatu. Lesson learnt. Następnym razem, wybierając się samochodem na jedną z słynniejszych plaż świata, ruszamy nie wcześnie, ale bardzo wcześnie.

Przez całą tę sytuację trochę się zdenerwowałam, ale gdy tylko dotarliśmy do plaży i zobaczyłam ten widok w pełnej krasie, stres zniknął jak po dotknięciu czarodziejską różdżką! Wszystko wyglądało jak z bajki! Jedna z piękniejszych plaż, jaką widziałam. A ta woda… Popatrzcie sami. 

Poleżeliśmy więc na plaży na swoim kocyku, N. popływał, a dla mnie to był ostatni dzień opalania. Był to zdecydowanie najcieplejszy dzień naszego pobytu. Kiedy już słonko totalnie nas wymęczyło, postanowiliśmy pojechać do centrum i poszukać czegoś do zjedzenia. Padło na LODY! Było tak gorąco, że niczego więcej nie pragnęłam. Jak już wiecie, w tej kwestii nigdy nie zdaję się jednak na przypadek. Jeszcze przed przyjazdem do Saint Tropez sprawdziłam, które lody zebrały w sieci najlepsze recenzje i wyglądało na to, że to Barbarac.

Kiedy tam dotarliśmy, faktycznie, kolejka była dość spora, co niezmiennie jest – według mnie – najlepszą rekomendacją. Wybór smaków był również zachęcający. Wzięłam trzy gałki, bo nie spodziewałam się, że będą takie ogromne. Lody jadłam już w wielu miejscach i pierwszy raz spotkałam się z tak dużymi porcjami. Jeśli chodzi o smaki moich hitem w te wakacje była wanilia z orzeszkami pekan. Są cudowne, kremowe, a duże kawałki orzechów sprawiają że są jeszcze smaczniejsze. 

Prawdę mówiąc, te lody były naprawdę pyszne! Bez wahania mogłabym je porównać do tych, które jedliśmy w Rzymie. N. twierdzi, że to najlepsze lody po Rzymie, jakich próbował. Ja nadal pozostaję wierna tym, które mamy w Londynie. N. stwierdził jednak, że w kwestii lodów już nie może mi ufać, gdyż moje kubki smakowe się zmieniły i co innego mi teraz smakuje, haha. Myślę, że on po prostu wymyśla – jeśli chodzi o lody, można na pewno zdać się na mnie!

Następne godziny spędziliśmy spacerując po Saint Tropez  

  

  

   

 

i gubiąc się w tych pięknych i urokliwych uliczkach. Sprawia mi dużo frajdy szukanie coraz to piękniejszej uliczki. W Saint Tropez jest również dużo fajnych butików z ubraniami, do których chętnie zajrzałam. ALE nic nie kupiłam! 

 

Wieczorem, tak jak zostało mi obiecane, pojechaliśmy do Villefranche na ośmiornicę, która tak za mną chodziła. W drodze byłam bardzo podekscytowana, nie mogłam się jej już doczekać. Niestety, moja radość skończyła się w momencie, kiedy kelner powiedział nam, że na najbliższe 3 godziny wszystko jest zarezerwowane : ( Tak strasznie miałam ochotę na tę ośmiornicę!

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło.Postanowiliśmy pospacerować w stronę morza i poszukać fajnego miejsca. Chociaż nie byłam do końca przekonana, ostatecznie wybraliśmy La Caravelle. 

Na przystawkę wzięłam ślimaki, a N. muszle. Jedno i drugie było w porządku, jednak drugi raz raczej bym nie zamówiła. Nasze dania główne były również smaczne, ale zdecydowanie desery były najpyszniejsze! Moje crème brule było obłędne, a N. tiramisu miało opinię najlepszego w mieście. I tak też było!     

 

Ale nie to było najlepsze w tej restauracji. W pewnym momencie, podczas delektowania się smakiem mojego dania głównego, jeden z kelnerów włączył muzykę, wyszedł na środek restauracji i…ZACZĄŁ ŚPIEWAĆ! NIE ŻARTUJĘ! Zaczął po prostu śpiewać. Wydawał się nieśmiały, a tu taki zwrot akcji! Jakby tego było mało, zaśpiewał jedną z moich ulubionych piosenek, więc byłam wniebowzięta!

Coś niesamowitego, nastała tak wspaniała atmosfera. Goście restauracji włączyli się do śpiewania, nie przestając klaskać, dodając mu otuchy. To było naprawdę niesamowite. Zobaczcie, jak mu super mu poszło. 

Kliknij, żeby zobaczyć filmik

Co więcej, zaraz po tym jak ten pan skończył śpiewać, jedna pani (gość restauracji) poprosiła o muzykę i to był dopiero szok! Popatrzcie!  

Kliknij, żeby zobaczyć filmik

Mimo że ich jedzenie było po prostu OK, oceniałam je tak na 4/5, a po tym ,,występie’’ moja ocena od razu skoczyła do 6! Byłam zachwycona (nie tylko ja) i szczęśliwa, że wybraliśmy to miejsce. To był wspaniały wieczór.

Ostatni dzień naszego pobytu spędziliśmy w Cannes i Antibes. Mimo wielu kiepskich opinii na temat Cannes, które słyszałam, mi naprawdę się podobało i upolowałam tam dwie śliczne, letnie sukienki w bardzo dobrej cenie! Zapraszam jutro na relację! 

P.S Spódnica ze zdjęć jest z Mohito – link  

29 thoughts on “Saint Tropez, miła niespodzianka podczas kolacji – Lazurowe Wybrzeże – dzień 4

  1. Piękne zdjęcia! A sytuacja z kelnerem rzeczywiście zaskakująca Na ślimaki w życiu się nie odważę, wolę już zbierać z dziećmi winniczki po deszczu dla zabawy

  2. Pani Kornelio,
    Czy mogę wiedzieć jakiej firmy jest spódniczka w paski?
    Przepięknie wygląda z białą koszuląz góry dziekuje i pozdrawiam!

  3. Przy dzisiejszej pogodzie za oknem te zdjęcia wydają się jak nie z tej pory roku 😛 Pięknie tam jest i zachęcająco to wszystko opisałaś 🙂

  4. Zajrzałam tu po przeczytaniu Twojego komentarza na blogu MLE.
    Pięknie wyglądasz i w niczym nie ustępujesz dziewczynom z mle.
    Bardzo klimatyczne zdjęcia.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *