Przepis na idealną niedzielę? Spacer po Notting Hill, Holland Park, lunch we francuskiej restauracji i zakup wymarzonego płaszcza!

 

W niedzielę pogoda była jeszcze piękniejsza, niż w sobotę, co oznaczało tylko jedno – cały dzień poza domem! Po tak długiej zimie jestem strasznie spragniona słońca, więc – jak tylko słoneczko zaglądnęło nam do okna w niedzielny poranek –  wiedziałam już, gdzie dziś się udamy, aby miło spędzić dzień.

Dzielnica, którą bardzo chciałam odwiedzić w Londynie już od dłuższego czasu to Notting Hill. Byłam tam już parę razy, ale tylko na chwilę i przejazdem. Dlatego zeszłej niedzieli spędziliśmy w tej kolorowej dzielnicy całe popołudnie!

Zaraz po śniadaniu ruszyliśmy w drogę, modląc się, oby tylko nie było korków. Niestety, w Londynie nawet w niedziele jest duży ruch uliczny. Na szczęście tym razem nam się udało i dość szybko dotarliśmy do krainy pastelowych domków. Pewnie wszyscy kojarzą słynną dzielnicę Notting Hill – jak nie z filmu, to zapewne z Instagrama.  Jest to chyba najbardziej instagramowa okolica w Londynie. Wcale nie jestem zdziwiona – jest tu pięknie!

Nasz długi spacer zaczęliśmy od Portobello Road, gdzie znajduje się wiele sklepików z antykami i butików vintage.

Następnie zboczyliśmy w przepiękną uliczkę, która zachęcała nie tylko swoim urokiem, ale również kwiatkami, które obłędnie pachniały.

Notting Hill jest czarujące, a wszystko, co tam się znajduje (domy, resturacje, kawiarenki i sklepy) bardzo malownicze, a tym samym idealne na sesje zdjęciowe. To zdecydowanie raj dla każdego fotografa jak i blogera.

 

Spacerowaliśmy tak kilka godzin, a ja w myślach szukałam swojego ,,wymarzonego domu’’ –  najlepiej z różowymi drzwami : )

Wreszcie dotarliśmy do głównej ulicy w Notting Hill, gdzie można było zobaczyć mnóstwo ludzi siedzących w kawiarniach, łapiących promienie słońca w ogródkach.

Po drodze również spotkaliśmy idealna dla mnie auto 😀

 

I nowe miejsce na lunch, które niedługo odwiedzę. Tyleee pyszności w jednym miejscu!

A także palmy… i na chwilę wróciły wspomnienia z Kalifornii…

Zainteresowana wystawą kilku sklepów poprosiłam N., aby chwilę poczekał, a ja wskoczyłam na chwilkę do środka. Co prawda, nie planowałam tego dnia żadnych zakupów, ale do wejścia zachęciły mnie buty na oknie wystawowym.

Ostatecznie nie wyszłam z nową parą butów, ale z czymś bardziej wyjątkowym – czarnym trenchem! Och, jaka była moja radość, kiedy go przymierzyłam i okazał się leżeć idealnie!

Wspominałam Wam jakiś czas temu, że od dobrych 2 lat szukam idealnego płaszcza wiosenno – jesiennego i, niestety, z marnym skutkiem. Problem jest taki, że jestem wysoka i wszystkie płaszcze wydają się być dla mnie za krótkie. Potrzebowałam płaszcza, który będzie sięgał mi do kolan. Tak, by zakrywał wszystkie sukienki, które bym do niego nosiła. Wszystkie, które przymierzyłam do tej pory – na moje nieszczęście – sięgały mi do pół uda.

W ostatnią niedzielę miałam jednak bardzo dużo szczęścia. Przypadkowo weszłam do sklepu, trench od razu wpadł mi w oko ze względu na guziki doadające mu – moim zdaniem – dużo uroku. Przymierzyłam i…pasował idealnie! Wszystko było doskonale dopasowane: zarówno długość trencha, jak i rękawów. Układał się również idealnie w pasie! Ależ moja radość była ogromna! Bez dłuższego zastanowienia zdecydowałam się go kupić.

Bardzo zadowolona i szczęśliwa weszłam jeszcze na chwilę do innego sklepu Club Monaco. Bardzo go lubię ze względu na kobiecy styl i jakość ubrań. Spodobało mi się kilka sukienek, ale, niestety, ceny były dla mnie zbyt wysokie. Zresztą 50 sukienki do kolekcji chyba mi już nie trzeba. Poczekam więc na promocję 😛

Po długim spacerze i zakupach przyszedł czas na późny lunch. Na mojej liście restauracji do odwiedzenia, od jakiegoś czasu, było miejsce zwane Aubaine. Jest to francuska restauracja znajdująca się w okolicy Hyde Parku.

Aubaine zainteresowało mnie zarówno swoim wyglądem na zdjęciach, jak i bardzo dobrymi opiniami. No i zdjęcia posiłków na Instagramie były równie zachęcające.

Wchodząc do środka, czułam się trochę jak w Paryżu – wszystko było takie piękne : ). A kelner, z jego francuskim akcentem, podbił moje serce za każdym razem, gdy podchodził do stolika.

Byliśmy trochę głodni, tak więc szybko zamówiliśmy nasze dania i z niecierpliwością czekaliśmy na ich przybycie. Moje wybory, kolejny raz, były strzałem w dziesiątkę. Wybrałam gnocchi z sosem dyniowo – pestowym, które rozpływało się w ustach. Było delikatne jak chmura. Pycha.

N. zamówił ser Hallumi – przepyszny.  Na danie główne steak, który – jak twierdzi – był w porządku, ale jadł lepsze :).  Stek podany był z smakowitymi frytkami. Podjadłam mu ich troszkę!

Mimo że desery kusiły swoim wyglądem, grzecznie odmówiłam… Jeszcze tylko 7 dni do końca detoksu majowego.

Restauracja, w której byliśmy znajduje się niedaleko Holland Parku i mojego ukochanego Whole Foodsa, stąd też grzechem byłoby nie skorzytać z tego, biorąc pod uwagę, że pogoda była wciąż cudowna.

Podczas spaceru w Holland Parku, trafiliśmy na sesję zdjęciową pary młodej. Wyglądali cudownie, zobaczcie sami.

Holland Park to niedoceniony przeze mnie park – aż do niedzieli, kiedy to miałam okazję przespacerować się dłużej po tym parku i odkryć kilka fajnych miejsc. O tej porze roku wszystko wygląda oszałamiająco, byłam naprawdę zachwycona!

Pod koniec naszej eskapady byłam już bardzo zmęczona. Ale nie byłabym sobą,  gdybym –  choć na chwilę – nie wstąpiła do Whole Foodsa. Nie potrzebowłam niczego szczególnego stamtąd, chciałam tylko sprawdzić parę nowości i po prostu wejść tam na chwilkę, aby nacieszyć swoje oczy. Ostatecznie kupiłam parę ulubionych rzeczy i parę nowości! To miejsce nigdy mnie nie rozczarowuje!

Z Whole Foodsa poszliśmy prosto do samochodu, a następnie prosto do domu. Byłam bardzo zmęczona, ale przede wszystkim ogromnie szczęśliwa, bo ten weekend był cudowny. Oby więcej takich weekendów. Kolejny zapowiada się jeszcze lepiej!

A i najważniejsze – mam swój przepiękny płaszczyk! Taaak się cieszę!

Mam nadzieję, że Wasz weekend był również udany i uzupełniliście braki witaminy D <3

34 thoughts on “Przepis na idealną niedzielę? Spacer po Notting Hill, Holland Park, lunch we francuskiej restauracji i zakup wymarzonego płaszcza!

  1. Ach, jaka cudowna niedziela! Notting Hill jest na mojej liście miejsc, które bardzo chcę zobaczyć, a po Twoim poście nabrałam na to jeszcze większej ochoty!

  2. Zauroczyły mnie kwiaty, różowe drzwi i Twoja biała sukienka! Moja niedziela była leniwa, z dziećmi, na tarasie, po wyczerpującej sobocie w trakcie której organizowałam Wrocławskie Spotkanie Blogerek i przegadałam z dziewczynami większość nocy 🙂

    1. dziekuje za mily komentarz. Niedziela z dziecmi na swoim tarasie brzmi bardzo dobrze. Fajnie ze spedzilas milo czas!

    1. koniecznie sie wybierz, teraz mamy piekna pogode!
      Dziekuje za mile slowa na temat plaszczyka : )

  3. Nothing Hill to świetna dzielnica, chociaż wolę ją zawsze tylko nie w trakcie festivalu, który dla mnie jest trochę zbyt dziki.

    Holland Park piękny, nic tylko się na kocu rozłożyć.

    Gratuluję płaszcza! Świetny wybór i masz świętą rację, guziki dodają uroku. Od razu rzuciły mi się w oczy i wyglądają super. 🙂

  4. Ja co prawda nie znoszę spacerów po sklepach z ciuchami i zakup czegokolwiek to dla mnie męka, ale z przyjemnością obejrzałam Twoją fotorelację i poczułam się jakbym tam była.

  5. Notting hill teraz zdecydowanie jest na mojej liście miejsc, które muszę zobaczyć w Londynie! I ta przeurocza restauracja też. Zakochałam się w wystroju

  6. Wspaniale się z Tobą podróżuje 🙂 Piękny, radosny wpis, pełen różnorodnych aktywności w wyjątkowej atmosferze tegoż urokliwego miejsca 🙂 Miałam wrażenie, jakbym była tam z Tobą 🙂 Zdjęcia piękne. Pozdrawiam serdecznie z Wietnamu 🙂

    1. Dziekuje za tyle milych slow! : ) I juz dzis wieczorem zapraszam na wspolna wycieczke po Nicei : )

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *