Produkty spożywcze, które nauczyłam się jeść w Ameryce.

Przed przylotem do USA, Ameryka pod względem jedzenia kojarzyła mi się raczej z hamburgerami, tłustym jedzeniem i Starbucksem na każdym rogu. Jeśli chodzi o Starbucksa to się w sumie nie pomyliłam, ale w kwestii jedzenia to już bardzo. Rzeczywistość była zupełnie inna. Fakt, fast-foodów tam nie brakuje, aczkolwiek zdrowej żywności tym bardziej nie. To właśnie podczas mojego pobytu w Kalifornii nauczyłam się zdrowo jeść i poznałam produkty spożywcze oraz dania, które wcześniej były mi raczej obce i nie gościły w mojej kuchni. Z łatwością można tu znaleźć ogromny wybór ciekawego, zdrowego i smacznego jedzenia. Większość tych produktów lub potraw przybyło do Ameryki wraz z emigrantami z różnych zakątków świata.

W dzisiejszym poście chciałabym podzielić się z Wami produktami spożywczymi oraz potrawami, które nauczyłam się jeść właśnie w Ameryce, które uwielbiam do dziś i obecnie nie wyobrażam sobie, aby zabrakło ich w mojej kuchni.

Awokado

Awokado to zdecydowanie pierwszy produkt, który zaczęłam jeść w USA, a wcześniej raczej nie jadłam. Nie znam osoby mieszkającej w Kalifornii, która nie jadałaby awokado. Tutaj ludzie mają bzika na punkcie tego owoca. Zawsze wydawało mi się, że awokado nie ma smaku – myliłam się. Co więcej, nie miałam pojęcia do czego i jak je używać, do czasu kiedy zamieszkałam w Kalifornii. Od tamtej pory awokado jest stałym produktem mojej diety, a i nawet znalazły się pomysły ja je mogę jeść. Dzisiaj dodaje je przede wszystkim do sałatek i kanapek.

Hash Browns, czyli smażone, śniadaniowe ziemniaki po amerykańsku

Jedzenie ziemniaków na śniadanie nie jest raczej popularne w Polsce i w sumie nie znam wielu osób, które by je jadło, poza moim dziadkiem, któremu babcia zawsze odsmażała ziemniaki z obiadu z poprzedniego dnia właśnie na śniadanie. Byłam jednak pewna, że robi to ponieważ zostały jej ziemniaki z obiadu, więc szkoda wyrzucać. Jako mała dziewczynka, często mu je podjadałam, ale przez myśl mi nie przyszło, że gdzieś w świecie faktycznie ludzie tak jedzą. Żyłam z tym przekonaniem dopóty, dopóki nie wylądowałam w Nowym Jorku i po raz pierwszy zobaczyłam hash browns w hotelowym menu. Nie miałam pojęcia co to jest, więc poprosiłam Google o pomoc. Wyskoczyło mi to:

I to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ziemniaki, chleb i jajka na jednym talerzu? Czy może być coś lepszego?! Chrupiący wierzch idealnie współgra w nich z delikatnym wnętrzem, a w parze z sadzonymi jajkami nie tylko wygląda, ale i smakuje obłędnie!

Od tamej pory bardzo często moim śniadaniem były Hash Browns z jajkiem. Niestety w Europie nie spotkałam się z możliwością takiego śniadania, nad czym bardzo ubolewam, ale jeszcze troszkę i to się zmieni! : )

Kanapka z chipsami 

O tym, że uwielbiam pieczywo i kanapki to już dobrze wiecie. A wiedzieliście o tym, że w USA kanapki podaje się z chipsami? To był dla mnie szok! Mimo że nie jadam chipsów na co dzień, bardzo lubię to połączenie.

Kiełki

Kiełki to kolejna rzecz, która była mi obca przed przeprowadzka do Stanów. Zmieniło się to podczas wizyty w jakiejś resturacji, w której zamówiłam sałatkę, a jej dodatkiem były właśnie kiełki! Od razu przypadły mi do gustu i już następnego dnia udałam się do mojego ukochanego sklepu ze zdrową żywnością Whole Foodsa, o którym pisałam tutaj, aby je zakupić. Okazało się, że nie tylko dobrze smakują, ale są również naprawdę wartościowym dodatkiem. Od tamtej pory królują w mojej diecie na dobre. Dodaje je do wielu rzeczy, a przede wszystkim kanapek, sałatek i tortili.

Acai bowl, czyli śniadaniowa miska jagód acai i innych dobroci

Takich śniadań mi chyba najbardziej brakuje z San Diego. Odkąd odkryłam jagody acai, a potem tak zwaną Acai Bowl ( pierwszy raz na wycieczce do Santa Monica), przez kolejny miesiąc nie wyobrażałam sobie jeść co innego. Jadłam tą ”miskę dobroci” dosłownie codziennie na śniadanie, a czasem i kolację. Z dodatkiem granoli i bananów smakuje to cudownie. Hmmm, najchętniej teleportowałabym się teraz do San Diego na Acai Bowl. Ktoś chętny ze mną?

Acai to w Polsce raczej nowość, niestety rzadko dostępna w sklepach. Nie wiem czy wiecie, ale jagody acai to owoc określony mianem Superfood 2016.

Indyka z sosem żurawinowym 

Żurawina jest mi dobrze znana, ale prawdę mówiąc rzadko ją jadam. Natomiast nigdy nie sądziłam, że sos żurawinowy może być tak pyszny! Przekonałam się o tym podczas pierwszego święta Dziękczynienia, które jest popularne w Stanach. Tego dnia na stołach serwowany jest pieczony indyk właśnie z sosem żurawinowym. Nie wiedziałam, że mięso z indyka jest takie pyszne – to raz, a dwa, nie wiedziałam, że w połączeniu z sosem żurawinowym to stanie się moim ulubionym daniem. Uwielbiam i zdecydowanie mogłabym jeść to codziennie, gdyby ktoś mi mógł to przygotowywać 🙂

Słodkie ziemniaki

Ziemniaki od zawsze uwielbiam (w końcu to węglowodany, a kto ich nie kocha!), ale słodkie ziemniaki? Po pierwsze nigdy wcześniej ich chyba nie jadłam, a po drugie nie przekonywały mnie już po samej nazwie, tak jak słodki popcorn.
W Kalifornii skusiłam się na ich spróbowanie i pamiętam, że byłam totalnie zaskoczona smakiem. Dzisiaj bardzo chętnie po nie sięgam, mimo iż nie są stałym punktem w mojej diecie (wolę zwykle zmieniaki) to bardzo lubię czasami zrobić sobie z nich frytki.

Jarmuż

To był zdecydowanie hit podczas mojego pobytu w Kalifornii! Nigdy, przenigdy nie słyszałam o czymś takim jak jarmuż. Kiedy przyjechałam do Kalifornii, wszyscy dookoła mówili o kale. Nie miałam pojęcia co to jest, nawet po przetłumaczeniu na język polski nic mi to nie mówiło. Zainteresowałam się nim bliżej, kiedy pierwszy raz spróbowałam chipsów zrobionych z jarmużu i całkowicie przepadłam. Pycha! Naprawdę uwielbiam – szczególnie jak są dobrze przypieczone i mają odpowiednią ilość soli (nawiasem mówiąc niestety uwielbiam sól). Bardzo często sama przygotowuję je w domu i nawet mój chłopak je polubił 🙂


Śmieszna historia związana z jarmużem jest taka, że jak wróciłam do Polski i powiedziałam o tym babci, będąc pewna, że nie ma pojęcia co to jest, od razu mi powiedziała, że dobrze jarmuż zna, ponieważ oni często go sieją, a następnie karmią nim zwierzęta, ale sami go nie jedzą. Byłam w szoku! Tyle dobroci w tej roślinice, a oni go nie jedzą. Ona natomiast była w szoku, że ktoś to w ogóle je : )

Sushi

Sushi oczywiście nie było mi obce przed przylotem do USA, ale nie było to danie, które jadałabym często, a przede wszystkim jadła je z chęcią. Całkowicie zmieniło się to podczas pobytu w Kalifornii, gdzie sushi naprawdę jest przepyszne i bardzo tanie ( porównując do londyńskich lub warszawskich cen). Obecnie nie wyobrażam sobie jak można nie jeść sushi haha 🙂 Mimo wysokich ceny pozwalam sobie na nie raz na jakiś czas. Mam na myśli dobrej jakości sushi, bo takie zwykle można już za 10 funtów dostać.

Woda kokosowa

Poza herbatami i wodą nie piję nic więcej. Kawa dla mnie nie istnieje, nie lubię coli, ani lemoniad, soki lubię ale pić ich często nie mogę. W Kalifornii na każdym rogu w sklepach widziałam wodę kokosową. Któregoś dnia się skusiłam, spróbowałam i bardzo polubiłam : ) Wiem, że wielu osobom ona w ogóle nie smakuje, ale jak dla mnie jest cudowna! Przy każdej możliwej okazji, czytaj przy każdej wizycie w Whole Foodsie nie wychodzę ze sklepu bez kokosa  : )

Za to właśnie uwielbiam wyjazdy – tyle smaków spróbowania,o których wcześniej nie miałam pojęcia. Teraz mam fazę na owoce morza. Ciekawe, co będzie następne! 🙂

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

 A Wy którą z powyższych rzeczy zjedlibyście najchętniej? Jakie smakołyki spróbowaliście za granicą?

3 thoughts on “Produkty spożywcze, które nauczyłam się jeść w Ameryce.

  1. Ale jak to? Kawa dla Ciebie nie istnieje? Tego to ja nie wiedziałam. Nie lubisz, czy ze względu na swoją chorobę nie możesz jej pić?

    Powiem Ci, że kiedy byłam małą dziewczynką, hodowaliśmy króliki i mama zawsze dla nich siała jarmuż. Pięknie wyglądał wśród innych, bardziej pospolitych roślin, a zwierzaki go uwielbiały. My natomiast nigdy go nie jedliśmy. Myślę, że te chipsy z jarmużu, koktajle z niego i Bóg-jeden-wie-co to “wynalazek” XXI wieku. Śmiem przypuszczać, że za czasów mojego dzieciństwa, czyli lat 80-90. nikt nie zajadał się jarmużowymi czipsami 😉

    Irlandczycy również jadają hash brown i kanapki nafaszerowane czipsami. A o tostach z fasolką w sosie pomidorowym słyszałaś? To już nie pierwsze podobieństwo USA i Irlandii.

    Nie piłam nigdy prawdziwej wody kokosowej, tej prostu z owocu. Ta sklepowa, butelkowana, średnio mi podchodziła.

    From Ireland with love 😉

    1. Hej kochana!
      Tak, kawa dla mnie nie istnieje haha : ) Nigdy sie jej po prostu nie nauczylam pic. A Ty lubisz kawe? Czesto pijesz?

      Niesamowite, ze jarmuz jest tak dobrze znany naszym dziadkom, a nam nie byl : )
      Jak Ci smakuje irlandzkie jedzenie? Masz jakies ulubione danie? O tostach chyba nie slyszalam, brzmi ciekawie!

      Koniecznie sprobuj wody z prawdziwego kokosa – calkiem inny smak niz z butelki!

      Przesylam usciski z Londynu<3

      1. Jesteś chyba pierwszą dorosłą znaną mi osobą, która nie pije kawy! Możesz czuć się wyjątkowa i niepowtarzalna 😉

        Odpowiadając na Twoje pytanie: właśnie usiadłam do komputera z podwójnym cappuccino. Cały dzień marzyłam o tej kawie. Miałam trudną pobudkę [tak fajnie się spało…], a potem męczący – i po prawdzie także wkurzający – dzień.
        Dziś słyszałam w radio rozmowę na temat “simple pleasures of life”. Dla mnie taką przyjemnością jest właśnie kawa.

        Wbrew temu co mówi wiele naszych rodaków, jedzenie w Irlandii jest smaczne, pod warunkiem, że nie bierzesz produktów z najtańszej półki cenowej. Kto rozsądny oczekuje uczty dla podniebienia za kilkadziesiąt centów? Za jakość się płaci. Ja absolutnie nie narzekam. Co prawda nie jadam niektórych tutejszych specjałów, jak choćby wspomniana kanapka z czipsami czy w ogóle czipsy salt & vinegar, ale nie brak mi innych smacznych produktów. Poza tym w moim mieście jest kilka polskich sklepów, więc Ci, którzy usychają z tęsknoty za polskim jedzeniem, zawsze mogą udać się właśnie tam na zakupy.

        Tak na marginesie, to tutejszy Lidl ma bardzo dobre, świeże pieczywo.

        Jeśli tylko będę mieć okazję napić się kokosowej wody prosto ze “źródła”, to oczywiście skorzystam.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *