Podsumowanie kwietnia + co polecam w kwietniu, a czego nie ?

 

Pamiętacie, jak pisałam Wam w podsumowaniu marca, że kwiecień będzie dla mnie ciężkim miesiącem ? Bardzo się pomyliłam. Co więcej, był jednym z lepszych miesięcy w tym roku! Mimo operacji, której tak się bałam ( a która jest już za mną ) w kwietniu działo się wiele dobrego, za co jestem wdzięczna.

Już początek kwietnia był obiecujący ze względu na piękną pogodę, której teraz tak nam brak. Nie smucę się jednak za bardzo, bo i tak większość czasu spędzam w łóżku (regenerując siły po operacji). Mam wielką nadzieję, że pogoda nie popsuła Wam weekendu majowego. Dajcie znać, jak spędziliście te parę wolnych dni!

Już od jakiegoś czasu wiedziałam, że kwiecień będzie ostatnim miesiącem, który spędzę w Warszawie i ogólnie w Polsce. Mój kilkumiesięczny pobyt w Ojczyźnie właśnie dobiega końca. Czy cieszę się ? I tak i nie. Cieszę się, ponieważ wracam do Londynu i naprawdę nie mogę się doczekać. Ale z drugiej strony – było mi dobrze w Warszawie i te kilka miesięcy – to był naprawdę fajny czas. Odkąd pamiętam chciałam sprawdzić, jak żyje się w stolicy i…sprawdziłam. Cóż, to miasto jest zupełnie nie dla mnie. Ogólnie nie wyobrażam sobie życia w Polsce na ten moment. Nie czuję się tam tak dobrze, jak na przykład w Kalifornii czy obecnie w Londynie. Myślę, że po tych kilku latach odzwyczaiłam się od mieszkania w Polsce i wiele rzeczy mi tu obecnie przeszkadza. Jeśli jednak miałabym poradzić komuś, jakie miasto w Polsce wybrać po studiach/na studia, zdecydowanie byłaby to Warszawa. Jest tu bardzo dużo możliwości, co jest dużym plusem. Mi w Warszawie przede wszystkim podobało się to, że miałam szerokie perspektywy zawodowe. Praca w stolicy była dla mnie czystą przyjemnością. Poznałam wiele fantastycznych osób, z którymi jestem pewna, że pozostanę w kontakcie przez długi czas. No i koniecznie muszę wspomnieć o tym, że w Warszawie są rzeczywiście fajne restauracje. I to tu jadłam najlepsze śniadanie na świecie : ) Na tę chwilę jednak wracam do Londynu. Na jak długo? Jeszcze nie wiem, na rok na pewno, a potem, to życie pokaże… 🙂

Wracając do podsumowania kwietnia… W kwietniu nazbierało się wiele rzeczy, które musiałam zrobić i wiele spraw, które musiałam pozamykać przed wyprowadzką.

Pierwszy tydzień miałam całkowicie zalatany, dopinając wszystko na ostatni guzik. Ale za to weekend był bardzo przyjemny, ponieważ spędzony nad morzem! Trójmiasto chciałam zobaczyć, odkąd byłam dzieckiem, ale nigdy nie było okazji. W końcu się udało i co więcej, to był cudowny weekend. Więcej na ten temat możecie poczytać tutaj. 

W drugim tygodniu musiałam skupić się na szkole – dokończyć wszystkie eseje, gdyż zbliżał się termin oddania prac (a pewnie już wiecie, jak lubię je pisać). Udało mi się wyrobić w czasie i nawet te nieszczęsne eseje całkiem nieźle mi wyszły. Zdecydowanie lepiej, niż w ostatnim semestrze 🙂

Trzeci tydzień kwietnia większość czasu spędziłam u lekarzy, robiąc różne badania przed operacją. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale kolonoskopia, ekg, pobieranie krwi, spirometria i kilka innych badań to nienajfaniejsze, co było mi dane robić. Dobrze, że to już minęło.

Ostatni weekend i kilka dni przed operacją były szalone. Ostatnie dni pracy, pakowanie, pożegnania, ostatnie zakupy  i do tego w weekend wybrałam się na indywidualne zajęcia jogi – już ostatnie przed wyjazdem.

Czwarty tydzień kwietnia należał do tych najmniej miłych, ponieważ był to tydzień operacji. Do szpitala musiałam zgłosić się we wtorek. Oczywiście nie obyło się bez ,,hitów”. Po małym spięciu z niemiłą panią ze szpitalnego sekretariatu i 6-godzinnym czekaniu na przyjęcie na oddział, w końcu, dostałam ,,łóżko”. Kolejne badania, przygotowanie do operacji tylko po to, aby następnego dnia rano dowiedzieć się, że anestezjolog odmówił znieczulenia 5 osób, w tym mnie. Byłam wykończona badaniami i przestraszona, dlatego wiadomość, że nie będzie operacji dobiła mnie totalnie. Zalałam się łzami i byłam strasznie załamana. Ale na szczęście sytuacja wyjaśniła się po paru godzinach. Nie poznaliśmy w końcu konkretnego powodu odmowy, aczkolwiek zainterweniował w tej sprawie orydnator i na koniec wszystko dobrze się skończyło. Wezwano innego anestezologa, który nas znieczulił. Całość pozostawię bez komentarza. 

Sama operacja przebiegła całkiem pomyślnie. Lekarze, którzy się mną zajmowali byli przemili, tak samo, jak pielęgniarki na bloku operacyjnym. Dzięki temu nie byłam aż tak bardzo wystraszona. Niestety, kolejne 3 doby po operacji były koszmarem. Nie mogłam wstawać z łóżka, czułam okropny ból, byłam nafaszerowana ketonalem praktycznie non stop (czego bardzo nie lubię) i nie jadłam przez 2.5 doby. Możecie sobie wyobrazić, jak byłam wykończona. Kolejne dni w domu, po wyjściu ze szpitala, też nie były najlepsze, ale obecnie jest dużo lepiej. Wracają mi siły i czuję się zaskakująco dobrze. Prawdę mówiąc, spodziewałam się, że czas regeneracji będzie dłuższy. Cieszę się, że tak szybko dochodzę do siebie. Teraz tylko wizyta kontrolna, odebranie wyników badań (mam nadzieję, że będą dobre) i zapominam w ogóle, że miałam operację 🙂  Czas przygotowywać się na wakacje, bo już 1 czerwca wylatuję na dłuuuugo wyczekiwaną wycieczkę na Lazurowe Wybrzeże! Tak bardzo się cieszę! Po spędzeniu Sylwestra w Paryżu, zakochałam się we Francji i już wtedy wiedziałam, że koniecznie muszę wybrać się na południe Francji. Jestem pewna, że będzie cudownie.

Dodatkowo, w sierpniu wybieram się na parę dni do Amsterdamu, a następnie we wrześniu do Włoch. Obu wyjazdów nie mogę się doczekać, ale pewnie domyślacie się, którego bardziej. Włoskie gelato (lody) wzywają mnie!  

Kwiecień, mimo operacji, był naprawdę fajnym miesiącem, ale było też kilka smutnych chwil.

Najsmutniejsze chwile w kwietniu były wtedy, kiedy musiałam się pożegnać ze swoimi ,,uczniami”, których uczyłam angielskiego i w korporacjach, i na indywidualnych zajęciach. Z niektórymi osobami bardzo się związałam i smutno mi było odchodzić. Cieszę się natomiast, że pozostajemy w kontakcie.

Cieszę się również, że większość z moich uczniów, których uczyłam prywatnie, zgodziła się kontynuować  ze mną naukę przez Skype. Jednak z kilkoma osobami musiałam się pożegnać. No tak, pożegnania nigdy nie są przyjemne, tym bardziej ogromnie miło mi się zrobiło, jak dostałam prezenty od swoich uczniów.  

Jednym z nich była przepyszna czekolada prosto że Szwecji od uczennicy, którą przygotowywałam do rozmowy o pracę i uczyłam angielskiego. Kasia dostała swoją wymarzoną pracę, z czego bardzo się cieszę! A ja… dostałam w dodatku pyszną czekoladę 😉

Marlena (cudowna dziewczyna z przepięknymi blond włosami) sprawiła mi jeszcze więcej radości, podarowując mi piękny kocyk i kubek. Niesamowite, że nawet moi uczniowe dokładnie wiedzą, co lubię, haha 🙂 Z Marleną jednak nie żegnałam się na zawsze, gdyż uczymy się dalej przez Skype. Co więcej, Marlena przeprowadza się na jakiś czas do Anglii na wakacje, z czego się bardzo cieszę. Trzymam kciuki, żeby był to Londyn! 🙂

Podsumowując – bałam się tego kwietnia, myślałam, że będzie najgorszym miesiącem roku, a tu proszę, jaka miła niespodzianka : ) Oczywiście, mimo zabiegania i braku czasu, udało mi się wypróbować parę rzeczy i o kilku z nich koniecznie muszę Wam powiedzieć :

Probiotyk   

Ze względu na moją chorobę, probiotyki stosuję codziennie i nie wyobrażam sobie bez nich życia. To właśnie dzięki nim stan mojego zdrowia znacznie się poprawił. Wzmocniła się moją odporność, mój układ pokarmowy działa znacznie lepiej i ogólnie moje samopoczucie jest lepsze po zażyciu tego suplementu. Długo zajęło mi znalezienie dobrego probiotyku na polskim rynku  (wypróbowałam chyba wszystkie), ale w końcu się udało. Vivomixx jest wyjątkowo dobry, dla mnie obecnie najlepszy. Jest dość drogi (120 zł), ale potrafi zdziałać cuda. Jeśli więc szukacie dobrego probiotyku, z czystym sumieniem mogę go Wam polecić.  

Co to są probiotyki i kto powinien je szczególnie wypróbować ?

Probiotyki to żywe bakterie, które mają udowodnione, korzystne działanie na organizm. Bakterie te są konieczne dla prawidłowego funkcjonowania układu trawiennego  i całego organizmu

Kiedy powinniśmy stosować probiotyki ?

Probiotyki mogą być pomocne dla osób, które mają zaburzoną jelitową florę bakteryjną. Niestety żyjemy w czasach, w których większość ludzi – niektórzy w mniejszym, inni w większym stopniu – mają tę florę zaburzoną. Główny tego powód to niezdrowe jedzenie, które spożywamy.  

Kiedy możemy stwierdzić, że nasza flora bakteryjna jest zaburzona?

Kiedy borykamy się z takimi dolegliwościami jak: częsty ból brzucha, kandydoza, nietolerancje pokarmowe (np. na gluten), alergie, wzdęcia, biegunki, zapracia, niska odporność, depresja, grzybica, przewlekłe zmęcznie, problemy hormonalne i wiele innych.

Bielizna Intimissimi 

O tej marce słyszałam już wiele lat temu, ale nigdy nie robiłam tam większych zakupów. W lutym dostałam w prezencie koszulę nocną z Intimissimi, w której od razu się zakochałam (zabawną historię związaną z tym zakupem opowiem Wam za chwilkę). Koszula nocna była przepiękna – cudowny materiał, delikatna i bardzo kobieca. W marcu kupiłam sobie kolejną piżamę w butiku tej marki i w kwietniu skusiłam się na bieliznę. Wszystkie te rzeczy ani trochę mnie nie rozczarowały. Majtki z bawełny i mikrofibry, które kupiłam, są bardzo wygodne. Bielizna ta wywołuje efekt drugiej skóry, co szczególnie lubię – zapominam, że mam na sobie bieliznę ;). W dodatku obecnie jest na nią fajna promocja –  TRÓJPAK za 44.90 zł 🙂 Zachęcam Was do zajrzenia na stronę lub do butiku : )

Piżamy Oysho 

Ten, kto mnie zna (lub czytał wpis ,,31 faktów o mnie”) wie, że uwielbiam piżamy, szlafroki i wszystkie inne tego typu ,,umilacze”. Nie wiem, jak to jest u innych, ale ja piżamę zmieniam 2/3 razy w tygodniu, stąd też muszę mieć ich kilka w zapasie. Ostatnio, całkiem przypadkiem, trafiłam do sklepu Oysho i zakochałam się w jego asortymencie, a szczególnie w koszulach nocnych. Dlaczego? Ano dlatego, że najbardziej lubię spać w koszulach nocych, a koszule nocne tej marki są przepiękne, kobiece, a przede wszystkim mają odpowiednią długość. Niestety, jako wysoka osoba często mam ten problem, że ubrania są na mnie za krótkie. Tak często bywało również z piżamami. Tutaj opowiem Wam zabawną sytuację, o której wspominałam wyżej. Jakiś czas temu mój chłopak chciał mi kupić właśnie koszulę nocną w prezencie. Sam ją przymierzał (a jest 9 cm ode mnie wyższy ) i wydawało mu się, że będzie dla mnie wystarczająco długa, gdyż mu sięgała prawie do kolan. Ale… zapomniał o tym, że jestem kobieta – mam piersi i biodra, na których się koszula zatrzymuje, co automatycznie skraca jej długość. W rezultacie okazało się, że piżama ledwo zakrywa mi pupę, a zgodnie z jego przymiarkami, to miała mi sięgać przed kolano. Haha – Faceci!  

Co szczególnie lubię w piżamach Oysho? Przede wszystkim to, że są z dobrego materiału, są urocze, kobiece i właśnie mają tą idealną dla mnie długość. Tak się cieszyłam, że w końcu znalazłam koszule nocne idealne dla mojego wzrostu, że kupiłam aż 4! I wiecie co? Ani trochę nie żałuję! Noszę je, piorę i nic się z nimi nie dzieje. Dlatego też serdecznie zachęcam Was do zakupu, jeśli szukacie ładnych, dziewczęcych piżamek : )

Zabieg Dermapen

Prawdę mówiąc, bałam się troszkę tego zabiegu, ponieważ polega on na nakłuwaniu skóry. I skłamałabym mówiąc, że nie nie bolało. Troszkę bolało, ale da się to wytrzymać, a efekty były rewelacyjne. Dokładnie takie, jakie obiecywała mi kosmetolog. Moja buzia po zabiegu była bardziej promienna. Skóra była napięta, a jej kolor zdecydowanie się wyrównał. Cała twarz wyglądała zdrowo. Mimo wysokiej ceny –  ja akurat trafiłam na promocję – na pewno jeszcze nie raz skorzystam z tego zabiegu.

Wysyłanie paczek zagranicę 

Często dostaję pytania, z jakiej firmy korzystam wysyłając paczki do Anglii lub z Anglii i czy jestem zadowolona. Ja, odkąd przeprowadziłam się do Londynu, korzystam z usług www.przesylarka.pl (kurier GLS) i nigdy nie byłam rozczarowana. Paczki dochodzą w ciągu 3-4 dni. Nic się z nimi nie dzieje, kurierzy są bardzo mili i pomocni. Cena również jest przyzwoita. Uważam, że cena 99 zł za 25 kg jest rozsądna. Za każdym razem korzystam z ich usług i nigdy nic z moimi rzeczami się nie stało 🙂

Czego nie polecam?  

Rajstopy z firmy Wolfrod

Nigdy nie pisałam Wam o tym, czego nie polecam, ale w tym miesiącu muszę, ponieważ już dawno nie rozczarowałam się jakimś produktem. Mowa tu rajstopach. Od kilku miesięcy szukam dobrych jakościowo rajstop i pończoch, szczególnie pończoch, bo te noszę najczęściej. Ze względu na moje problemy zdrowotne, nic nie może uciskać mi na brzuch, stąd też rasjtopy noszę wyjątkowo. Zmęczona ciągłym kupowaniem rajstop, które po 2 użyciach były do wyrzucenia, lub pończoch, które były albo wiecznie za krótkie albo spadały, albo przedzierały się po 1 dniu, o cokolwiek bym nie zahaczyła, zdecydowałam, że w końcu wypróbuję produkty firmy Wolford. O tej marce słyszałam już jakiś czas temu. Dużo osób ją chwaliło, ale ja długi czas nie mogłam przekonać się, aby wydać na pończochy czy rajstopy ponad 100 zł. W końcu się skusiłam. Kupiłam i pończochy, i rajstopy wydając prawie 250 zł za dwie rzeczy. Niestety, ani pończochy ani rasjotpy nie przetrwały dwóch dni. I uwierzcie mi, byłam bardzo, bardzo ostrożna. Niestety, po wyjściu na kolację i spacerze po Starym Mieście w Gdańsku pończochy były do wywalenia. Byłam załamana! Z rajstopami było podobnie. Miałam je dwa razy na sobie. Prawdę mówiąc, chciałam dać tej firmie drugą szansę i kupić jeszcze raz ich pończochy, ale na ten moment nie jestem gotowa wydać kolejnych 130 zł na coś, co zaraz prawdopodobnie się podrze. Zdecydowałam się poszukać czegoś innego. Jeśli znacie marki dobrych jakościowo rajstop i pończoch, to błagam dajcie mi znać 🙂

Jaki będzie maj ?

Maj będzie cudowny! Powrót do Londynu, spotkania ze znajomymi, których dawno nie widziałam, małe przemeblowanie sypialni i pokoju gościnnego, pikniki w londyńskich parkach, odwiedzanie nowych miejsc w Londynie, przygotownie do wakacji oraz troszkę nauki do egzaminów, które już niedługo. Maj zapowiada się wspaniale – oby tylko pogoda i samopoczucie mi dopisało. 


Jak Wam minął kwiecień ? Jakie macie plany na maj ? Co sądzicie o produktach, które polecam ? Znacie te marki ? Jestem ciekawa co o nich sądzicie 🙂

17 thoughts on “Podsumowanie kwietnia + co polecam w kwietniu, a czego nie ?

  1. Na wstępie życzę szybkiej rekonwalescencji i zdrówka dużo ☺ sporo się u Ciebie działo i oby maj też obfitował w dobre wydarzenia ☺ dobre probiotyki faktycznie potrafią zdziałać cuda. Widzę to po swojej coreczce, która przez prawie 2 miesiące miała wysypkę o podłożu alergicznym i dopiero, jak lekarz nam polecił dobry probiotyk, to skóra stała się o niebo lepsza ☺

  2. Najważniejsze, że masz już za sobą tę operację i że powróciłaś do zdrowia. Oby wszystko szło po Twojej myśli.

    Co do produktów Wolfordu – zdecydowanie masz rację. Cena nieadekwatna do jakości. Nie warto wydawać tyle pieniędzy na coś, co psuje się w mgnieniu oka.

    Serdeczne pozdrowienia z bardzo słonecznej dziś Irlandii. My już mamy za sobą pierwszego grilla 😉

    1. Dziekuje kochana kolejny raz za mile slowa! Super ze juz pierwszy grill za Wami, pewnie bylo wspaniale!

      1. Nie ma za co 🙂 Do usług 🙂

        Święta prawda, było bardzo fajnie, ale muszę uczciwie przyznać, że po ponad tygodniu intensywnego słońca [od samiuteńkiego rana do wieczora] zaczynałam już tęsknić za deszczem, albo przynajmniej za nieco niższymi temperaturami. No i od wczoraj mam, co chciałam – deszcz. Przydał się jednak chociażby z uwagi na suchą ziemię i pożar trawiące pewien las.

        A tak w ogóle: cieszę się, że wreszcie odpisałaś na mój komentarz 🙂 Powinnaś częściej udzielać się w komentarzach, bo blog na tym zyskuje, a poza tym pewnie dużo osób nie lubi jak pozostawia się ich wpisy bez odpowiedzi 😉

        Trzymaj się ciepło 🙂

        1. Kochana, dziekuje za kolejne odwiedziny! Jaka masz obecnie pogode u siebie? U mnie w Londynie zrobilo sie cudownie, wszystko jest pieknie zielona az chce sie znowu zyc! Dziekuje za podpowiedz, postaram sie odpowiadac szybciej, chociaz czasem jest to bardzo trudne! Pozdrawiam serdecznie! 🙂

          1. U nas też jest bardzo słonecznie i ciepło – do tego stopnia, że w gazecie widziałam wczoraj artykuł z poradami “Jak przetrwać falę gorąca?” 🙂 Dziś ma być maksymalnie 25 stopni, a jutro nawet 26! O Jezu… 😉 Nie cierpię upałów, pewnie będę dogorywać jutro w pracy. Poza tym, jak znam życie, to jak tylko przyjdzie weekend, to pogoda się zepsuje 😉

            Dzięki za odpowiedź. Ja po prostu lubię wymieniać się myślami w komentarzach. Niektóre osoby jednak nie lubią, lub nie mają w zwyczaju odpowiadać na komentarze czytelników.

            Niech moc będzie z nami 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *