Moje przemyślenia po półrocznym pobycie w Polsce – wracam do Londynu!

W Polsce nie mieszkam od prawie pięciu lat, z kilkoma powrotami „na chwilę”, które miały miejsce w międzyczasie, np. ze względu na chorobę. Pięć lat to sporo czasu, aby odzwyczaić się od wielu typowo polskich rzeczy i zachowań, ale również pięć lat to wystarczająca dużo czasu, żeby zatęsknić za ojczyzną i zadać sobie pytanie, czy może warto wrócić? Tak właśnie było ze mną.

Odkąd pamiętam wiedziałam, ze chcę mieszkać za granicą. Przeprowadziłam się do USA zaraz po skończeniu liceum, a po powrocie z Kalifornii przeniosłam się do Londynu. Tak, jak wspominałam we wcześniejszym poście, moje początki na obczyźnie nie były łatwe. Minęło troszkę czasu zanim odnalazłam się w nowym miejscu. Kiedy już to nastąpiło, szybko przyzwyczaiłam się do amerykańskiego stylu życia, a nawet zaczęłam sie tym fascynować. Było mi tam naprawdę dobrze. Po powrocie ze Stanów, spędziłam kilka miesięcy w Polsce, że względu na chorobę. Oczywiście zaczęłam porównywać te kraje i wyciągać wnioski. Na początku bardzo tęskniłam za Kalifornią, za pogodą, za tamtejszym sposobem bycia. Następnie przeprowadziłam się do Londynu. Ze spokojnego, nadmorskiego życia w słonecznej Kalifornii wpadłam w wir szybkiej londyńskiej egzystencji. Metro, korki, praca, szkoła – to wszystko bardzo mnie przytłoczyło. Lubię Londyn i czuję sie tam naprawdę dobrze, mimo tego, że jego tempo jest dla mnie zbyt zawrotne i często czuję się bardzo zmęczona.

Dlatego możliwość wyjazdu do Warszawy na kilka miesięcy, która pojawiła się wtedy w moim życiu dała mi sporo do myślenia. Przede wszystkim zawsze chciałam sprawdzić jak żyje się w stolicy. Tak więc po przeanalizowaniu kilku kwestii i namowie rodziny zdecydowałam się na ten krok. Prawdę mówiąc przyjechałam tu z cichą nadzieją, że Warszawa okaże się miejscem, w którym chciałabym zatrzymać się na dłużej, a może nawet osiedlić na zawsze. Niestety, po kilku miesiącach pobytu tutaj, jestem pewna, że Warszawa – i ogólnie Polska – nie jest tym miejscem.

Dziś chciałabym podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami, uzasadnić, dlaczego nie chcę tu zostać, ale również chciałabym wspomnieć o tym, co mnie w Polsce miłe zaskoczyło. Zacznę od tych pozytywnych stron:

  • Pierwsza rzecz, którą zauważyłam to polskie drogi. Wybudowano zdecydowanie więcej autostrad. O niebo lepiej podróżuje się po Polsce teraz niż kilka lat temu. Przykładowo dojazd z Leszna (region, z którego pochodzę) do Warszawy nie zajmuje już milion godzin tak jak kiedyś. To naprawdę ogromny plus.
  • Warszawa to świetne miejsce, szczególnie dla młodych ludzi, którzy chcą się rozwijać. Powstają nowe, interesujące miejsca pracy (szczególnie w zagranicznych korporacjach), co chwilę organizowane są rozmaite szkolenia, seminaria i inne ciekawe eventy. Każdy znajdzie coś dla siebie – gwarantuje.
  • Jestem miło zaskoczona Warszawą również pod innymi względami. Centrum wygląda zjawiskowo, Pałac Kultury robi wrażenie za każdym razem, kiedy tamtędy przejeżdżam. W stolicy znajduje się również mnóstwo wspaniałych restauracji. Jedzenie jest przepyszne. Szczególnie polecam moją ulubiona restauracje LIF, która wydaje się być mało popularna, a jedzenie tam jest wyśmienite.
  • Kolejny plus to zwiększająca się liczba osób mówiących w języku angielskim. Słyszę go naprawdę często, szczególnie w centrum Warszawy. Mimo, iż wciąż liczba osób znających ten język nie jest zadawalająca, o czym pisałam tutaj, to wyjątkowo miły jest fakt, że Pani ekspedientka w sklepie z butami potrafi komunikować się w obcym języku i obsłużyć klienta z zagranicy.
  • Zmieniło się nastawienie mieszkańców do obcokrajowców. Kilka lat temu byłam świadkiem niemiłych sytuacji związanych z obecnością na przykład czarnoskórego chłopaka w mojej szkole czy miejscowości. Dziś już nikogo to nie dziwi i nikt nie patrzy się na mnie podejrzliwie, kiedy pije kawę z kolega z Afryki.
  • Lekarze. W Warszawie spotkałam naprawdę wspaniałych lekarzy. Nigdzie indziej w Polsce nie spotkałam tak miłych, ludzkich lekarzy ( a wierzcie mi w ostatnich 3 latach odwiedziłam około 20) Są nie tylko bardzo profesjonalni, ale przede wszystkim bardzo pomocni. Oczywiście, wizyty były prywatne, ale i tak było to miłe doświadczenie.

Niestety na tym plusy mieszkania w Warszawie (Polsce) się kończą. Przez ostatnie sześć miesięcy bacznie obserwuję ten kraj, Warszawę, a przede wszystkim ludzi. Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że jestem rozczarowana. Mamy 2017 rok a ja czasem czuję, że niektórym ludziom, organizacjom i instytucjom w Polsce daleko do tego roku. Często dzieją się tu rzeczy, które nie powinny mieć miejsca w rozwijającym się kraju. Podkreślam jednak, że są to moje własne przemyślenia i osobista opinia. Nie chcę generalizować, a tym bardziej kogoś urazić.

  • Po pierwsze, nie zmieniło się to że Polacy wciąż marudzą i są wiecznie niezadowoleni. Mam wrażenie, że ludzie w Polsce narzekają z każdego możliwego powodu. Większość z nich wydaje sie być ciągle zdenerwowana, smutna i nieszczęśliwa. Ludzie tutaj rzadko się uśmiechają , najczęściej chodzą ze spuszczoną głowa lub ze smutnym wyrazem twarzy. Rozumiem, że sytuacja w kraju nie jest najlepsza (jeśli chodzi o zarobki i stopień bezrobocia) i wiele osób nie ma powodu do radości, ale uśmiechajmy się sie do siebie i bądźmy dla siebie mili – tak bez powodu. TO NIC NIE KOSZTUJE. Nie musimy pokazywać, że mamy gorszy dzień ludziom, których mijamy na ulicy. Każdy ma takie dni, ale nie oznacza to, że mamy być dla siebie niemili. A jeśli nie jesteśmy zadowoleni ze swojego życia, to zacznijmy je zmieniać. Nikt inny za nas tego nie zrobi.
  •  Brakuje profesjonalistów. Nie będę wspominać jak ciężko jest cokolwiek załatwić w urzędzie czy innych instytucjach państwowych, bo każdy z nas to wie. Natomiast, co zauważyłam, a co wcześniej tego nie wiedziałam, to brak profesjonalistów wśród pracowników dużych korporacji i małych firm. Wielu managerów nie nadaje się na stanowiska, które zajmują. Nie mają pojęcia o tym jak zarządzać ludźmi. Zasady, które powinny być przestrzegane np. podczas rozmów kwalifikacyjnych, w ogóle nie są brane pod uwagę. Każdy robi, co chce i jak chce. Nie spotkałam się z takim chaosem ani w Stanach ani w Anglii. Osobiście pracuję w banku i widzę to na co dzień. Również słyszałam mnóstwo historii od znajomych. Przykładem może być moja koleżanka, która wróciła z kilkuletniego pobytu w Hong Kongu. Kasia opowiadała mi jak dużym problemem było dla niej odnalezienie się w tutejszych korporacjach. Jej zdaniem ludzie pracują dużo wolniej i przede wszystkim niedokładnie. Większość rzeczy jest robiona na „odpiernicz”, z czym się całkowicie zgadzam.
  • Kolejna rzecz to złe traktowanie pracowników w firmach. Wiele razy słyszałam opinie od managerów i dyrektorów, ze młodzi ludzie za szybko chcą awansować, robić karierę itd., ALE CO W TYM ZŁEGO, ŻE MŁODY CZŁOWIEK CHCE SIĘ ROZWIJAĆ? Minęły już te czasy, że spędza się wiele lat na jednym stanowisku. Często słyszałam jak jakiś manager w firmie z wyrzutem stwierdzał, iż on musiał spędzić na jednym stanowisku 10 lat, dlatego też nie ma mowy, aby awansował zbyt szybko swoich podopiecznych – oni też muszą posiedzieć na jednym stanowisku tyle lat. Naprawdę ? Co to w ogóle za podejście? Jak młodzi ludzie maja być zmotywowani do pracy? Ostatnio koleżanka opowiadała mi, że zapytała swojego managera o możliwościach rozwoju w firmie. Usłyszała w odpowiedzi, że ma skupić się na pracy i celach, które firma ma do zrealizowania, a nie na myśleniu o zmianie stanowiska, czy w ogóle podwyżce. TRAGEDIA.
  • Wielokrotnie miałam wrażenie, że urodzeni Warszawiacy to osoby, które za swoje największe życiowe osiągniecie uważają to, że urodzili się w stolicy. Przynajmniej tak się zachowują. Drażni mnie jak ludzie wywyższają się i próbują udawać lepszych od innych. Ja zdecydowanie wolę być nazwana „Słoikiem” niż Typowym Warszawiakiem. 
  • Kolejna rzecz to podejście profesorów do studentów. Wspominałam o tym w poście o studiowaniu w Anglii. Polskie szkoły i nauczyciele nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Ostatnio kolega opowiadał mi o tym, że zaraz po tym jak napisali kolokwium, profesor rzucił kartkami w górę, te które spadły na lewo „zdawały” te które spadły na prawo „oblały”. Myślę, że tutaj nie potrzeba komentarza. Od koleżanki również słyszałam, że profesor na jednej z lepszych uczelni w Polsce ( SGH) nie zjawił się na umówiony egzamin (i nie kryje się za tym jakiś poważny powód). Jak to jest w ogóle możliwe ?!
  • Nie jest tajemnicą, że uwielbiam UBERA i korzystam z niego bardzo często. Uważam, że to świetna sprawa i chwała temu kto, wpadł na taki genialny pomysł. Ostatnio zamówiłam UBERA wychodząc z imprezy z jednego z warszawskich klubów. Kierowca zadzwonił do mnie i poinformował, że będzie na mnie czekał około 100 metrów od klubu, ponieważ obawia się, że jak podjedzie bliżej to zostanie zaatakowany przez TAKSÓWKWARZY. Byłam w ciężkim szoku. Po wejściu do swojego UBERA zaczęłam wypytywać o tę sytuację i okazało się że taksówkarze bardzo uprzykrzają życie kierowcy UBERA, na przykład niszcząc ich samochody. Rozumiem to, że w jakiś sposób UBER zabrał im klientów, ale Polska nie jestem jedynym krajem gdzie funkcjonuje UBER, wiec skąd ten problem? Nie rozumiem ich zachowania i podejścia. I tak nic nie wskórają takim dziecinnym zachowaniem, a mówimy przecież o dorosłych ludziach. Nigdzie nie spotkałam sie z takim strachem ze strony kierowców.
  • Lotniska. Wydawało mi się, że organizacja na największym lotnisku w Polsce powinna być nienaganna. Oh jak bardzo się myliłam! To co się dzieje na Okęciu przechodzi ludzkie pojęcie. Kontrola celna to jest jakiś koszmar. Nawet o 5 rano przejście przez kontrolę celna zajmuje 1.5 – 2.5 h i nie wyssałam sobie tego z palca. Panie przy ”gejtach” są strasznie niemiłe i nieludzkie. Pozdrawiam Panią, która nie wpuściła 8 osób do samolotu, gdyż kontrola celna zajęła ponad 2 h i nie dotarły do bramki 30 minut przed odlotem (dodam, że samolot wciąż był otwarty.) To jest właśnie ludzka życzliwość. A i nie spodziewajcie się, że wywołają Wasze nazwisko przy ”final call”. Już tego nie robią, ponieważ – jak podsumowała kierownik lotniska – cięcie kosztów 🙂

Lista jest naprawdę długa (czynna tylko jedna kasa w supermarkecie, nieustannie niedziałające parkometry, nieumiejętność obsługi klienta, fatalna organizacja w szpitalach czy ogromna ilość reklam w każdym możliwym miejscu.). Mogłabym tak wymieniać bez końca.

Te kwestie, które wymieniłam powyżej uderzyły mnie najbardziej i miały duży wpływ na moją ostateczną decyzję, iż nie jestem w stanie osiedlić się w Polsce na stałe. Istnieją pewne kwestie, na które mogę przymrużyć oko, ale są też sprawy, które nigdy nie będą mi obojętne. Podejście pracodawcy do pracownika, czy profesora do studenta jest dla mnie ogromnie ważną kwestia i nie wyobrażam sobie pracować w firmie, która tego nie respektuje. Również zarobki w Polsce pozostawiają wiele do życzenia.

Jednak chciałabym zaznaczyć bardzo ważną rzecz: nie każda korporacja jest złym miejscem pracy, nie każdy Polak jest niekompetentny, nie każdy manager jest złym managerem, nie każdy profesor źle wykłada swój przedmiot i nie każdy taksówkach jest wrogo nastawiony do UBERA.

Nie chcę tutaj generalizować, ponieważ wiem, że jest mnóstwo wspaniałych ludzi w Polsce, wyśmienitych nauczycieli czy pracodawców. Jest ich naprawdę sporo i jeśli troszkę poszukamy to takich znajdziemy. Tylko właśnie zamiast nieustannie narzekać, zacznijmy sami zmieniać swoje życie, nie czekając na to, aby ktoś zrobił to za nas, gdyż tak się nie stanie.

Ja wybrałam tą prostszą drogę – emigrację. Już za kilka tygodni wracam do Londynu, z czego się bardzo cieszę. Pobyt w Polsce wiele mnie nauczył i otworzył oczy na kilka kwestii. Przede wszystkim przekonałam się raz na zawsze, że Polska nie jest krajem w którym chcę się osiedzlić i sądzę, że powinno w końcu przestać dziwić polityków to, że młodzi ludzie wciąż emigrują. Bardzo się cieszę, że tutaj przyjechałam na chwilę, jednak nie chciałabym zostać tutaj na zawsze.


Zapraszam Was do polubienia mojego Fanpagea na Facebooku! Będzie mi ogromnie miło Was tam gościć i również dzięki temu zawsze będziecie wiedzieć o nowym poście na blogu!

109 thoughts on “Moje przemyślenia po półrocznym pobycie w Polsce – wracam do Londynu!

    1. Stolica nigdy nie jest reprezentatywnym przykładem, ale niestety, poza nią bywa zazwyczaj tylko gorzej. Na wsiach, w małych miejscowościach mieszkają Polacy mający problemy, o których wielu osobom się nawet nie śniło.

    2. Bardzo ciekawe spostrzeżenia, będę zaglądać częściej!

      Mieszkam w Londynie od 2 lat, wcześniej pracowałam w kilku korporacjach w Polsce i zaintrygowała mnie opinia na temat pracy w korporacji w Polsce, m. in.: “Jej zdaniem ludzie pracują dużo wolniej i przede wszystkim niedokładnie. Większość rzeczy jest robiona na „odpiernicz”, z czym się całkowicie zgadzam.”

      Mam zupełnie inne przemyślenia, wg mnie Polacy pracują wydajnie, dokładnie i szybko. Brytyjczycy są mało kreatywni i stosunkowo leniwi / “wygodni” (w zakresie poszerzania horyzontów, rozwoju zawodowego itp.).

      Londyńskie City i Canary Wharf są pełne tzw. “politics”. Czyli istotny jest “networking”, kogo znasz i jak wykorzystujesz te znajomości. Paradoksalnie jest to bardzo nepotyczne, nieetyczne i niesprawiedliwe środowisko. Układy przypominają układy w bardzo małej, zacofanej polskiej wiosce gdzie pierwsze skrzypce gra wójt i ksiądz proboszcz.

      1. Niestety z ostatnia czescia sie nie zgodze, w Polsce bez znajomosci nic sie nie zalatwi, zwlaszcza dobrej pracy a w Anglii patrzono na moje podejscie to ludzi, nawet nie wymagano ode mnie doswiadczenia bo firma dla ktorej pracuje twierdzi ze wiedze mozna pracownikowi dac w kazdej chwili ale to jak sie traktuje innych ludzi to umiejetnosc niezastapiona i nie do nauczenia.

  1. Kochana, tak jak z paroma rzeczami mogę się całkowicie zgodzić, tak w żadnym razie nie mogę z jedną. Chodzi mianowicie o Ubera. Nie jest to absolutnie typowe dla Warszawy czy Polski, a dzieje się na całym świecie. W wielu krajach taksówkarze traktują kierowców Ubera z arogancją, złością i niestety pojawia się też agresja. Protesty są na porządku dziennym, a kierowcy Ubera wolą taksówkarzy po prostu unikać. To dzieje się wszędzie, w Londynie także! 🙂 buziaki!

    1. tak ale w innych krajach kierowcy ubera nie boją się stawać pod wskazanym adresem! korzystalam z ubera w chinach i australii i tam takiej sraki nie mieli jak w polsce

    2. Jakas bzdura, jestem kierowca również i UBERA i nigdy i niegdzie nie spotkalem sie z otwarta wrogoscią ze strony Black Cabbies. Moze dlatego ze Black Cabbies nie są w stanie odróżnić kto pracuje dla UBERA a kto jest zwykłym Mini Cab – bo może tego nie zauważyłaś ale w UBERZE w Londynie można pracować jak się ma minimum PHV Licence (popularnie zwany mini cab) – co ciekawe w UBERZE w Londynie mogą pracowac tez i Black Cabbies – wiec nikt nikogo tutaj nie ogranicza.

    3. Wiekszej bzdury nie czytałem juz dawno! A ktokolwiem z Was poświęcił 5min aby dowiedziec sie dlaczego uber w Polsce spotyka sie z takimi zachowaniami?
      Autorka posta po powrocie do Londynu przekona sie , ze w UK nikt nie powie zlego slowa na koerowce ubera, ale w Polsce firma ta nie działa na równi z prawem jakie obowiązuje (uwaga!!) w całej europie!! Każda jedna firma , kazdy kierowca przechodzi szereg badan, testow, egzaminow , szkolen z bezpieczenstwa pasazerow . Posiadają bardzo drogie ubezpieczenia , ktore gwarantują pełną ochrone kazdemu pasażerowi i bez ktorych zaden kierowca nie otrzyma uprawnien na przewoz osob. A Uber….. Durne Polskie niedouczone instytucje Panstwowe pozwolily niwej firmie wejsc na rynek nie analizując ich warunkiw biznesowych. W UK wiele tygodni minęło zanim pozwolono uberowi prowadzic dzialalnosc i zasada jest prosta- weszli na rynek na rowny h zasadach jak pozostale firmy czy to taksowkarskie czy inne. Zachecam do uzupelnienia tej wiedzy-to nie boli.

  2. Przeczytałam z dużym zainteresowaniem, bo obserwacja przez pryzmat Twoich doświadczeń (życie w Kalifornii i Londynie) pozwala spojrzeć na Warszawę z nowej perspektywy. Negatywne aspekty, które wymieniłaś, wydają się być pokłosiem minionych epok, więc liczę, że pozostaje kwestią czasu zmiana na korzyść 🙂
    A ataki taksówkarzy na UBERA to regularnie popełniane przestępstwa i za każdym razem jestem w szoku, że to się znowu dzieje i chyba uchodzi na sucho, skoro takie terroryzowanie i zastraszanie dalej ma miejsce :/

  3. W wielu punktach, które opisujesz, masz całkowitą rację. Nie ma miejsca na świecie, w którym nie ma niedociągnięć. Ale wiele też zależy od naszego nastawienia – ja mieszkam w Warszawie od kilku lat, jestem w tym mieście zakochana i poniękąd nauczyłam się przymykać oko na niektóre aspekty, za mocno na nie nie narzekać i jakoś uczyć się z nimi żyć. 😀 Fajne miejsca, klimat miasta mi to wynagradza.

  4. Pamiętam Cię z rodzinnego miasteczka z którego pochodzimy mimo, że osobiście się nie znamy 🙂 Bardzo fajnie się czyta Twoje posty, cholernie zazdroszczę tylu zwiedzonych miejsc 😀
    Pozdrawiam i życzę dużo zdrówka 🙂

    1. Dziekuje za bardzo mily komentarz! 🙂 Ja mysle, ze Cie rowniez kojarze 🙂 Udanego weekendu! 🙂

  5. Odnoszę wrażenie, że wszyscy mają podobne spostrzeżnia po wyjezdzie za granicę. No cóż, pytanie kiedy i kto tą Polskę zmieni, skoro świat kusi tyloma ciekawymi miejscami do życia – ciekawszymi niż Warszawa czy Kraków.
    Pozdrawiam

      1. Nikt skoro łatwiej wyjechać… Ot cały problem… Musielibyśmy my którzy wyjechaliśmy wrócić z zarobionymi pieniędzmi i zmienić Polskę idąc w politykę.

  6. Przeczytałam twój wpis i muszę powiedzieć ze zgadzam sie prawie z wszystkimi punktami. Szczególnie z tym ze Polacy marudzą… jeżu nie nawidzę tego!! Jestem Szwedka, urodzona i wychowana w Szwecji. Mieszkam w Warszawie juz 4 lata. Mam prawie takie same zdanie o Warszawę jak i ty. Trzymam kciuki ze Londyn będzie lepszym miastem dla ciebie

  7. Bardzo ciekawy post. Niestety to, że Polacy cały czas marudzą i narzekają nie zmienia się od wielu lat. To smutne, bo uważam, że nasz kraj w ciągu ostatnich 10 lat bardzo poszedł do przodu, a mentalność ludzka stanęła w miejscu.

    1. Nie dziw się że ludzie narzekają . Jeśli żyjesz w kraju w ktorym jedynie elity mają dobrze , nie ma klasy średniej i wszyscy w społeczeństwie jedynie dzielą się zamiast wspierac i walczyć w spólnej sprawie. Tez wyjechałem z Warszawy do UK by moje dzieci miały lepsze życie a i żebym i ja jak już zostanę emerytem nie musiał być wspierany przez swoje dzieciaki bo było by to słabe. Nie zawsze wszystko jest ok na obczyźnie i trzeba się przyzwyczaić do wielu rzeczy co początkowo nie jest łatwe. Życie w obcym kraju ma wile minusów i to trzeba mówić otwarcie. Nie wszyscy ludzie też nadają się w kwestii psychiki do takiego wyjazdu i wracają, wiele jest tego powodów i nie tylko tęsknota za krajem … Jest natomiast konkretny plus tu nie martwisz się że braknie ci na coś, owszem nie zawsze jest kolorowo ale koszt życia jest zdecydowanie niższy niż w Polsce, dzieci które tu zaczną edukację i przejdą cąły system będą miały na pewno lepszy start i co najważniejsze tu nikt nic nie robi na siłę oraz liczy się fach w ręku nie tytuł mgr i obrastanie w piórka . Ludzie są życzliwsi dla siebie, jak wracasz do domu w ciuchach roboczych i widza że jesteś zmęczony ustąpią miejsca w komunikacji, tu nikt nie śmieje się z ludzi pracujących fizycznie oraz płaca nawet minimalna pozwala na godne życie i jak zepsuje się pralka czy wypadnie inny wydatek nie trzeba jej brać na raty czy w kredycie bo spokojnie można kupić z pensji.

      1. Akurat TO SĄ FAKTY, które są plusami życia za granicą, czyli jak napisałem… PIENIĄDZE, gdyby nie to to 95% tych co wyjechało, nie wyjechałoby i tyle w temacie…

      2. W pełni się z Tobą zgadzam. Gdyby takie warunki pracy i życia były w Polsce to nikt by z niej nie wyjeżdżał. A co do warszawiaków to autorka artykułu miała wyjątkowego pecha prawdziwy warszawiak nie obnosi się ze swoim pochodzeniem i nie traktuje przybysza per noga 🙂

  8. Bardzo podoba mi się Twój wpis. Ja pochodzę z Warszawy (ale nie uważam się za lepszą od innych z tego tytułu, choć doskonale wiem co miałaś na myśli pisząc to), a obecnie mieszkam we Francji i powrót w te strony jest moim cichym marzeniem. Jedne rzeczy, które wymieniłaś bardzo mnie podbudowały, a drugie dały do myślenia. Nie znam Anglii ani USA tak jak Ty, ale we Francji też wiele rzeczy pozostawia sporo do życzenia, dlatego nie chcę spędzić tu całego życia. Ja chyba jednak kiedyś spróbuję wrócić… A Tobie życzę powodzenia i wszystkiego dobrego

    1. Dziekuje bardzo za tak wartosciowy komentarz 🙂 Francje, uwielbiam i nie moge doczekac sie juz wakacji w Nicei :)) Pozdrawiam!

    1. Nie martw sie, wiele nie stracilas. Anglicy jada do Polski i sa zafascynowani tymm krajem, polacy ktorzy wyjezdzaja za granice za zafascynowani zagranica. Ale kazda fascynacja mija po x latach i kiedy pojawia sie szara rzeczywistosc pojawiaja sie i minusy zycia w kazdym miejscu. Po 12 latach mieszkania w Londynie papieru braklo by mi na spisanie wszystkich minusow i absurdow zycia tutaj.

  9. Całkowicie się zgadzam! Co prawda ja mieszkam w Poznaniu, ale spostrzeżenia mam podobne do Twoich. Zazdroszczę mieszkania w Londynie – to moje ukochane miasto! 🙂

  10. Z wieloma rzeczami, które wspominasz w swoim wpisie się zgadzam i faktycznie są one bardzo uciążliwe. Niemniej ja jakoś mam opory przed wyjazdem z kraju. Podziwiam ludzi, którzy mają na tyle odwagi, by chcieć coś zmienić w swoim życiu i robią to wyjeżdżając gdzieś, gdzie może im być lepiej.

  11. Bardzo ciekawy tekst! Fajnie posłuchać o Polsce z innej perspektywy i mimo że ja w Polsce mieszkam od zawsze z wieloma rzeczami, niestety muszę się z Tobą zgodzić. Pochodze z Łodzi, nie z Warszawy, ale wydaje mi się, że miasto nie ma tu za wiele do rzeczy – bardziej chodzi o Polaków w ogóle, więc zdecydowanie widzę te same zachowania o których piszesz. 🙂

  12. Wcale nie musisz generalizować. Nie trzeba też wyjeżdżać za granicę – Twoje spostrzeżenia są jak najbardziej trafne. Niestety polska mentalność i zaściankowość to coś z czego jeszcze długo nie wyrośniemy…

  13. Ja po mojej grudniowej podróży do Polski, też stwierdziłam, że Londyn jest jednak miastem lepiej odpowiadającym na moje potrzeby. Mnie też przeszkadza marudzenie i wieczne niezadowolenie naszych rodaków. Ale jeśli chodzi o rozwój młodych ludzi, myślę, że w Polsce na prawdę można dużo osiągnąć. Mnie w początkach mojej kariery w Polsce było dużo łatwiej piąć się po korpo drabinie, niż tutaj w Londynie 🙂 Pozdrawiam!

  14. Mądre przemyślenia. Choć trochę smutne. Po pierwsze ogromny szacunek za odwagę. Ja jakoś nie umiem zdecydować się na emigrację (jak to słowo smutno brzmi). Kiedy miałam 20 lat bałam się tak, że zrobiłam wszystko aby nie wyjechać. Dziś żałuję…
    Ostatni miesiąc spędziłam na Filipinach. Tam żyją bardzo biedni ludzie. Oni nieustannie się uśmiechają. Wróciłam do Polski i już nie mogę patrzeć na wiecznie smutnych rodaków. W tym kraju wszystko jest smutne…
    My wiecznie skrzywieni, opryskliwi, zmęczeni życiem, wszystko robiący “z łaską”… To my sprawiamy, że ten kraj jest taki szary.
    Mnie też nie raz się nie chce. Ale kiedy przychodzi do mnie człowiek, to robię wszystko aby mu pomoc i by wyszedł zadowolony.
    A dziś dzwoni Pani z jakimś zaproszeniem… mówię, że dziękuję. Zaczynamy rozmawiać. Wiem, że mi d… zawraca, ale taką ma pracę. Jestem miła. To nic nie kosztuje. Ona dziękuję i mówi, że dziś trafia na samych młodych i wszyscy grzeczni i mili. Da się?
    A ja już chce wracać do uśmiechniętych Azjatów jak najdalej od tego kraju. I wcale Ci się nie dziwię, że nie chcesz tu żyć.

    1. Mam duzo racji kochana, my sami wiele takich sytuacji tworzymy niestety! Trzymam kciuki abys niedlugo znalazla sie tam gdzie chcesz byc! 🙂

    2. Ja latam do Polski z Bristolu i jesli idzie o lotniska to fakt jest tak, w Bristolu miła super uśmiechnięta kontrola, 15 minut itp zawsze uśmiech i grzecznie, a gdy wylatuję z Poznania te “polskie smutne geby” to fakt tak jest, zero grzeczności, zero uśmiechu, zero życzliwego podejścia itp. To sa fakty ale chyba troche nie tak jak jako powód niemieszkania w Polsce podaje się to jak ktoś kogoś kontroluje na lotnisku. myślę ze tym powinni zająć sie odpowiedni ludzie i uswiadomic obsłudze lotniska ze maja do czynienia z klientami a nie ze skazańcami. Ale ten fakt nie powinien być poddawany jako powód mieszkania za granica no bez przesady.

  15. Ciekawe (i w większości trafne) spostrzeżenia. Z większością (i pozytywów i negatywów, niestety) się zgadzam, ale co do lotniska, to nie do końca.
    Kontrolę celną przechodzi się po przylocie (i to spoza UE, jak masz coś do zadeklarowania, albo “zaproszą”). Na wylocie jest kontrola bezpieczeństwa (ta z prześwietlaniem bagażu kabinowego) i graniczna. Owszem może to trwać, zwłaszcza jak trafisz na “falę” i kolejka jest długa (bo sama kontrola to kilka minut). Ale faktycznie, 1,5 godziny to strasznie długo i totalny koszmar, zwłaszcza jak się nie spodziewasz, za to spieszysz na samolot…
    Obsługa w gate – zależy na kogo trafisz, jak wszędzie, ale rzeczywiście bywa niemiło. Tutaj też dochodzi kwestia profesjonalizmu, bo nawet jak Pani ma zły dzień, to nie powinna “wyżywać” się na pasażerach. Tyle, że nawet jak samolot jest przy rękawie i wydaje się otwarty, to wcale nie znaczy, że kogoś można jeszcze wpuścić. Odkołowanie itd. też trochę trwa, a utrata slotu (kilku- lub kilkunastominutowego “okienka”, w którym musi zmieścić się odlot/lądowanie) może oznaczać kilkadziesiąt minut czekania na kolejny slot. Wtedy dochodzi cała masa opóźnień i innych konsekwencji, z których normalny pasażer nie zdaje sobie sprawy (ja mam do czynienia zawodowo z lotnictwem i Okęciem właśnie, więc wiem jak wygląda “druga strona medalu”). Niemniej jednak, zgadzam się, że jest wiele do poprawy jeżeli chodzi o obsługę pasażera i podejście do niego. Bo nawet, jeżeli czegoś nie można zrobić (np. wpuścić pasażerów na pokład po zamknięciu lotu), to zawsze można to zakomunikować, wytłumaczyć, a nie rzucać coś w stylu “nie, bo nie”. A spotkałam się zarówno z miłą obsługą w gate, jak i taką rodem z koszmaru. W każdym razie życzę więcej szczęścia następnym razem!

    1. Bardzo dziekuje Malgosci za komentarz! Uswiadomilas mi ze mialam na mysli kontrole bezpieczenstwa. Zdecydowanie zgadam sie z Toba, ze sa przepisy i pewnych rzeczy nie mozna przeskonczyc, ale jesli jest kolejka 1.5 godzinna o piatek rano nawet w niedziele, to uwazam, ze jest cos nie tak 🙂

      Pozdrawiam cieplo!

      1. Zgadzam się, że wiele rzeczy na lotnisku wymaga poprawki. Czasem to kwestia tego, że na zmianie o danej porze powinno być więcej osób, a czasem kwestia organizacji. Swoją drogą, na Okęciu są dwa punkty kontroli bezpieczeństwa, z których można skorzystać niezależnie od tego, gdzie się leci. Tylko to drugie jest, wg mnie, słabo oznaczone, bo jeżeli ktoś nie wchodzi na lotnisko od strony SKM, to może nawet nie wiedzieć, że jest drugie przejście. A często jest tak, że jedno przejście jest “zawalone”, a na drugim jest tylko kilkanaście osób i przejście trwa 10-15 min.

        1. Co nie zmienia faktu, że Okęcie z pewnością NIE jest najgorszym lotniskiem w Europie. Naprawdę są gorsze, zarówno pod względem organizacji, kolejek i oznaczeń.

          1. Nie napisalam nigdzie, ze jest najgorszym Malgosiu, napisalam tylko ze jest fatalne pod wzgledem kontroli bezpieczenstwa i obslugi klienta i porownujac je do londynskich, niemieckich i kilku innych europejskich lotnisk z ktorymi mialam stycznosc, uwazam, ze Okecie ma duzo do poprawy.

          2. Trochę źle podpięłam komentarz… Trochę odnosiłam się do komentarza piotrka. I podtrzymuję, że Okęcie i obsługa na nim wymaga poprawy. Swoją drogą, moim osobistym koszmarem jest Frankfurt (mimo, że miałam tam też łatwe i szybkie transfery, to nadal źle mi się kojarzy pod wieloma względami). Uwielbiam za to lotnisko w Wiedniu i przesiadki na nim – szybko, sprawnie i wygodnie.

          3. Mam nadzieje, ze nastepnym razem( jesli pracujesz na Okeci) to trafie na Ciebie i jestem pewna, ze wtedy obsluga klienta bedzie na 5 z plusem! 🙂 Dziekuje pieknie za wyrazanie tu swojej opinii, mam nadzieje, ze bedziesz tu czestym gosciem! 🙂

  16. Zgadzam się z Twoją opinią w 100% i ze swojej strony mogę dodać, że w Białymstoku jest jeszcze gorzej niż w Warszawie 🙂 Póki co próbuję działać i zmienić coś na lepsze, ale też rozważam wyjazd do innego kraju, bo to co dzieje się w Polsce czasem przechodzi ludzkie pojęcie 😛 Wiele osób jest zdania, że Polacy są smutasami i jest to całkowita prawda. I o ile jeszcze czyjś gorszy dzień jestem w stanie zrozumieć, to taką czystą złośliwość już nie 😛 Kiedy mój brat przyleciał w wakacje z USA do Polski, po pierwszym tygodniu zapytał dlaczego kasjerki i pracownicy sklepów są tacy niemili. Polakom brakuje uśmiechu i pozytywnego nastawienia do innych ludzi 🙂

  17. Kochana, rewelacyjny post. Trafiłam tu z facebooka i temat mnie bardzo zainteresował. Jest mi bliski. Zobacz co czujesz po latach na obczyźnie… Ja to samo czuję po 2 miesiącach mieszkania w UK. I od miesięcy codziennie myślę i rozpamiętuję. Wiesz co utkwiło mi w pamięci? Lekkość życia. Uśmiech, kultura, której nie można im odmówić. Przepraszam, dziękuję, proszę… I do tego dbanie o wspólną własność tj. sprzątanie po własnym psie. W Warszawie każdy trawnik jest obesrany przez psy, bo właściciele ani trochę nie poczuwają się do sprzątania po swoich pupilach. W Worthing nie widziałam ani jednej kupy na trawniku, za to wszędzie były kosze na psie kupki a ludzie nosili ze sobą woreczki. Dzieciaki biegały po trawnikach bez obawy o wdepnięcie w coś, i wszędzie był porządek. W dzień powrotu do Warszawy poszłam do sklepu. Centrum miasta. Na dzień dobry facet przejechał mi rowerem po stopie i nie przeprosił, a w pasażu przed Galerią Centrum widniały rozsmarowane psie niespodzianki. Odrażające.
    Można mi mówić, skoro się nie podoba to jedź, ale to nie jest takie hop siup! Mamy piękny kraj, zielone lasy, jeziora, cudowne góry i morze… A mentalność dalej taka sama a ludzie nic nie szanują…
    No i ten brak możliwości rozwoju. Żeby założyć własny biznes to uuuu…
    Serdecznie pozdrawiam 🙂

    1. Marta, swietnie to wszystko ujelas! Przykro mi ze mialas takie niemile doswiadczenia, ale mysle, ze z kazdym dniem bedzie lepiej a rowniez jestem pewna, ze spotkasz tu ( tak jak ja) duzo milych rzeczy 🙂 Pozdrawiam!

    2. W Londynie psich kup faktycznie nie widać. Jednak Londyn jest bardzo zaśmieconym miastem – wszędzie pełno na ulicach porozwalanych Evening Standard czy resztek jedzenia autobusach.

    3. Tak fakt w UK wszyscy są uśmiechnięci itp a w PL raczej smutni. Sek w tym że ten uśmiech w UK jest raczej w wielu przypadkach (by nie generalizować) tylko maską, u nas zaś tej “maski” na bank brakuje w urzedach, gdzie powinna być standardem bo jednak ktoś kto przychodzi coś załatwić jest klientem państwa czy lokalnej administracji i zasługuje na miłą profesionalną obsługę, za to na miescie przynajmniej wiadomo że ludzie są prawdziwi i nie udają to w jakimś sensie jest plusem, co z tego ze idąc po ulicy kazdy mówi Ci “all right, all right” jesli w cale tego nie myśli albo mysli wręcz przeciwnie.

  18. Bardzo ciekawie napisane 🙂
    Też mieszkam za granicą i mam podobne odczucia co Ty 🙂
    Ale mi się tęskni za Polską i będę chciała tam wrócić .

    1. Do dzis zadaje sobie to pytanie haha 🙂 Ale jak pewnie wiesz, czasami zycie za nas dokonuje pewnych wyborow…:) A jesli chodzi o Londyn, to na pogode ani troche nie narzekam, przynajmniej nie ma zim :)Pozdrawiam!

  19. Wiele rzeczy dzieje się nie tylko w stolicy, ale też w innych miastach. Chociażby brak awansów czy wieczne narzekanie Polaków i do tego zazdrość, bo jak to mi źle, bo inni mają lepiej ode mnie, a zamiast coś zmienić i przestać narzekać to po co, lepiej jęczeć i denerwować innych swoim marudzeniem. Ja jak słyszę, że ktoś mi któryś raz z kolei narzeka na to samo to rzucam hasło “Znowu zaczynasz” i niestety albo stety wtedy następuję wielka obraza majestatu, bo przecież ja mam tak źle, a Tobie to dobrze. Tylko problem w tym, że czasem sobie trzeba zapracować na to by coś osiągnąć.

  20. Jest mnóstwo prawdy w tym co piszesz, niestety :/.
    Ja się zasiedziałam w Polsce, ale czas chyba wyruszyć znowu za wodę :).
    A masz już załatwione mieszkanie pracę itp?:)

  21. Sporo na studiach spędziłam czasu w USA i chociaż nie jestem też fanką amerykańskiej mentalności to faktycznie po powrocie miałam podobne spostrzeżenia. No z wyj. Ubera bo wtedy jeszcze go nie było:) Tak czy inaczej teraz mieszkam w Polsce i po prostu otaczam się pozytywnymi ludźmi. Na administrację nie mam wpływu więc nie narzekam i szczerze to żyje mi się bardzo szczęśliwie niezależnie od miejsca

  22. Przeczytałam Twój wpis z ogromnym zainteresowaniem, a Twoje spojrzenie na nasza rzeczywistość pozwala mi spojrzeć na Warszawę z zupełnie inej perspektywy.

  23. Bardzo mądrze napisane, sama mieszkam w Trójmieście, mam przyjaciół w Warszawie. Moja siostra kilka lat mieszkała w Anglii, a część rodziny na stałe przeniosła się do USA. Nie mam takiego porówniania jak Ty, ale i bez niego, mam identyczne zdanie. W Twoim opisie widać, że dotknęłaś innej kultury. Piszesz szczerze, bez zrzędzenia i marudzenia. Zauważasz pozytywy. Super.
    Dużo zdrowia i odnalezienia swojego miejsca na zawsze 🙂

  24. wydaje mi się, że wypunktowałaś wszystko! nic dodać, nic ująć. Jedynie co bym zmieniła z plusa na minus, to lekarzy. Wiesz czemu? bo wiekszosc spoleczenstwa nie stac na lekarzy prywatnych, zdani sa na NFZ, a tam tragedia. Nie życzę Ci nigdy trafić na SOR w Polsce. Wierz mi, o jakość naszych lekarzy napisałabyś kolejny post 🙂

  25. Ciekawy wpis ale kilka uwag:

    – obecnie w Polsce mamy rekordowo niskie bezrobocie i pojawia się tzw. presja płacowa i coraz większa rzesza ludzi otrzymuje podwyżki wynagrodzeń (pisze z perspektywy Warszawy i nawiązuje tutaj do ” Rozumiem, że sytuacja w kraju nie jest najlepsza jeśli chodzi o zarobki i stopień bezrobocia”)
    – generalizujesz że każdy kto się urodził w Warszawie lubi to podkreślać i czuć lepiej od osoby przyjezdnej, urodziłem się tutaj i nigdy w życiu tego nie podkreślałem, choć przyznaje że takich ludzi trochę jest, tak samo jak wśród osób przyjezdnych nie brakuje osób śmiejących się z ”Warszafki”
    – też często podróżuje, moja ostatnia odprawa na Okęciu trwała 15 minut, myślę że nie miałaś szczęścia i źle nastawiłaś do całej sytuacji, ja spędziłem raz 2 h na odprawie w Londynie ale nie zakładam że to jest norma

    Zgadzam się z Tobą natomiast w 100%
    w kwestii narzekania Polaków i słabej kadry odpowiedzialnej za zarządzanie

    1. Dziekuje za komentarz! To, ze mamy rekordowo nieskie bezrobocie-jak-piszesz, nie oznacza, ze sytuacja jest dobra, a zarobki sa zadawalajace 🙂 Kolejny raz podkreslam, nie wysslalam sobie tych informacji z palca, wiec ciezko mi uwierzyc w to, ze sytuacja zarobkowa jest dobra.
      Co, do Warszawy – ja jestem tutaj kilka miesiecy i widze to bardzo czesto, a poza tym napisalam, ze nie chce generalizowac i nie uwazam, ze kazdy taki jest 🙂 A jesli chodzi o Okecie, coz – latam srednio raz/dwa razy w miesiacu z Okecia i nigdy nie zdarzylo mi sie przejsc przez odprawe w krotszym czasie niz 50 minut-niestety. Pozdrawiam i jeszcze raz dziekuje za odwiedziny 🙂

      1. Zależy jak definiujemy zadowalające zarobki, jeżeli chcemy się porównywać z krajami zachodu to zawsze wypadniemy kiepsko ale trzeba pamiętać że jesteśmy na innym etapie rozwoju (inna sprawa że nasi politycy nie pomagają).
        W Warszawie specjalista potrafi zarobić dobre pieniądze (powyżej 10 tysięcy), choć wg. wyliczeń GUSu najczęściej otrzymywana pensja (tzw. dominanta) to 2469,47 zł brutto, czyli niecałe 1800 zł „na rękę” (dane z grudnia zeszłego roku) i to faktycznie są malutkie pieniądze, niemniej te wyliczenia nie obejmują wszystkich osób, plus wystarczy spojrzeć na ulicę żeby zobaczyć że coraz więcej ludzi stać na drogie samochody a w tym roku rekordowa ilość rodaków kupowała mieszkania za gotówkę, także społeczeństwo się bogaci.

        1. a i jeszcze warto dodać że klientów affluent i emerging affluent jest już w Polsce, wg informacji podanych przez banki ponad milion i ta grupa dynamicznie rośnie (zaliczają się do niej tylko te osoby, które mają zarobki od 5 tysięcy na rękę w górę)

  26. a i jeszcze jedna mała uwaga, też mieszkałem w Londynie i prawdą jest że nie brakuje uśmiechniętych i fajnych ludzi, którzy sami zagadują, pożartują i generalnie człowiekowi jest lepiej na sercu ale miałem też sytuacje gdzie mnie zaczepiano – raz w Pubie na Camden Town, raz w metrze i raz byłem też świadkiem gdzie Anglicy śpiewali – Pieprz*** Polacy, także Kornelio , przestrzegam przed gloryfikowaniem zagranicy, ładnej kobiecie jest zawsze łatwiej i ludzie są dla niej milsi niż facetowi ale uwierz mi że problem rasizmu, dyskryminacji itd. pojawia się też tam:)

    1. Kamilu, nigdzie nie napisalam, ze Londyn jest cudowny i wspanialy, bo nie jest. Zadne miejsce nie jest, ale podkreslilam kilka razy, ze sa to MOJE PRZEMYSLENIA i nie generalizuje, ze tak ZAWSZE jest. Mimo wszystko po prostu wole zyc w obcym kraju.

  27. Sytuacja na lotnisku -> zwykłe chamstwo, na szczęście we Wrocławiu tego nie ma 😉
    A co do ludzi niezadowolonych z ich życia… nie rozumiem. Dlaczego? Po co? Jesteśmy panami własnego losu, a ludzie zamiast działać, użalają się nad sobą i myślą, że wszystko zostanie im podane na srebrnej tacy…

    1. Tak może to wyglądać od zewnątrz. Są ludzie naprawdę ciężko harujący od świtu do nocy, z ambicjami i chęcią rozwoju (i już resztkami sił starają się nadal rozwijać), a i tak nie zarabiają tyle, by spokojnie popłacić rachunki (mimo, że prowadzą rzetelnie budżet domowy i nie czynią zbytecznych wydatków). Naprawdę ciężko jest być zadowolonym w takiej sytuacji wieloletniego bycia przytłaczanym ciężarami nie do uniesienia.

  28. Co do niektórych minusów, to wpełni się zgadzam. Szczególnie o urzędy, ostatnio miałam takie przeboje, gdy Panie absolutnie nie chciały pracować i to, co powinno się załatwiać w 40 minut można rozciągnąć na kilka dni! Jakaś masakra!
    No i narzekanie, to cecha narodowa chyba! Bo ludziom nie pasował stary rząd i nowy też niezadowala, a to słońce zbyt mocno świeci, a to śnieg, a to mało sklepów w mieście, a to po co tyle CH pootwierali! No jakaś maskara, nigdy nie dogodzisz!

    1. Co znaczy “Słoik”. Ja tak møwie na swojego syna. Chciałbym wiedzie¢ jak to mozna odebra¢ bedac w Warszawie!
      Prosze o odpowiedz, bo mysle ze google mi nie odpowie!

  29. Obawiam się, że polskie narzekanie na wszystko raczej się nie zmieni. Chociaż, moim zdaniem, powoli widać pozytywne zmiany naszej mentalności. Mam wrażenie, że coraz więcej ludzi jest uśmiechniętych, chętnych do pomocy, profesjonalnych. Co do Warszawy – “prawdziwych” warszawiaków jest tu malutki odsetek, po powstaniu ostała się ich garstka, niestety.. Określenie “słoik” pasuje moim zdaniem do większości mieszkańców stolicy, nawet tych, którzy tak chętnie rzucają tym słowem 🙂 Pozdrawiam!

  30. Odnośnie uczelni , pamiętam na swojej , jak przyszliśmy na egzamin Pana którego wszyscy się obawiali. Taja chciał miec opinie , ok rozuniem . Ale jak na jednym z egzaminów podszedł do kolegi i chcąc wyrazić niezadowolenie , że nie ubrał on garnitury Pan profesor powiedział ‘ A Pan to w lumpeksie się ubiera ‘ !!! To się w głowie nie mieści …. Druga kwestia nie zadowoleni polakow i naruszenia. Planujemy ślub z narzeczonym – z Hiszpani. Wybraliśmy Polskę / Poznań. I oznajmiamy rodzica w Hiszpanii ( którzy muszą przylecieć do PL na wesele ) a oni pozytywna reakcja, ze tak , że zaproszą znajomych że pomogą nie ukrywają ze woleli by ślub szybciej niz za dwa lata) Ok i teraz, reakcja polska : oh do innego miasta , a bo ja dziecka nie zostawię , a bo nie jestem pewna czy jeszcze będę miała siły na podróżowanie , a po co aż tak daleko …) Dla porównania , rodzina ktora mieszka w UK: o super Wasz ślub róbcie jak chcecie, moze ustalcie date na Sierpień – dzieci mają wakacje. Więc wiadomo było smutno ale uświadomiłam sobie że to nasza mentalność i poprostu tak jest. Może tez nie fair jest krytykować . Pewnie była bym taka sama gdybym nie wyjechała za granicę ( nie chce o tym myśleć ) więc też przestałam już walczyć z rzeczywistością polskiej mentalności w pl. Bo czego nie mogę znieść !!! To tego jak ludzie komentują posty między sobą w UK na forach polskich : ironicznie , uszczypliwie , hamsko , udając że wiedza wszystko !

  31. Polecam przeprowadzke do Wroclawia. A co do Ubera to niestety ale w kadym kraju ma problem z taksowkarzami. W Dk np. juz jest nie legalny i w polsce tez tak bedzie. W Anglii na Ubera zatrudnianii sa taksowkarze dlatego nie ma problemu. Co do lotniska to last call tez nie tylko na warszawskim lotnisku … sama stracilam lot raz bo nie bylo.

  32. Kochana, i tak delikatnie ujelas ta polska, czy warszawska rzeczywistosc. W jednym z komentarzy napisalas: ‘ja i tak wole mieszkac zagranica’, nie ujelabym tego lepiej. Ja mieszkalam wiele lat w UK, pozniej w Italii, w Polsce (Warszawa), no i wlasnie tez wracam do Londynu. W Polsce nie da sie normalnie funkcjonowac, a kiedy ma sie porownanie zycia w innych krajach, to chyba tylko jakies prywatne sprawy czy zobowiazania moga tu trzymac.
    Nasza mentalnosc sie zmienia i w Polsce tacy ludzie jak my tylko sie mecza.
    A poza tym, jako numerologiczna 5 potrzebuje ciaglych zmian, wiec raz Italia, raz UK, a Polandia to tylko zeby sie utwierdzic w dobrych wyborach 😉
    A bloga, na ktorego trafilam na Londynczycy FB, masz calkiem interesujacego i wiele trafnych i dojrzalych spostrzezen z tu i tam, mimo mlodego wieku…;)

  33. Niech autorka sie nie obrazi ale naprawede nie pojmuje jak mozna lubic Londyn i co gorsza chciec w nim mieszkac. Mieszkalem w Londynie i w roznych jego strefach 8 lat poczym wyprowdzilem sie poza strefy i codziennie dojezdzam do centrum co zabiera mi czas i pieniadze ale warto bo zyje jak czlowiek. O czym autorka zapomniala wspomniec lub tego jeszcze nie dostrzega to przeludnienie, smog, powszechny brak kultury (tak, tak…), wysokie ceny i ogolna brzydota krajobrazu z drobnymi wyjatkami na parki i pierwsza strefe. Tendencja jest taka ze mieszkancy Londynu w tym w wiekszosci autochtoni uciekaja z Londynu na prowincje a samo miasto staje sie miastem emigrantow zarobkowych mieszkajacych w rozpadajacych sie budynkach. Wszyscy sie wszedzie spiesza sa dla siebie niemili, sasiedzi z trudem mowia sobie dziendobry nie mowiac juz o jakiejs drobnej konwersacji. Na prowincji UK to juz inny swiat… Ok rozumiem poglady autorki i roznice w stosunku do Polski. Calkowicie sie z nimi zgadzam, ale blagam… nie Londyn. Naprawde sa duzo bardziej przyjemniejsze miejsca do zycia w UK bez zamykania sobie drzwi do kariery. Mozna rowniez dojezdzac ale to dla tych ktorych zarabiaja troszke lepiej.

    1. Zgadzam się z Tobą w 100%, jeśli chodzi o brzydotę krajobrazu! Masakra jakaś! Szczególnie tam, gdzie hindusi

  34. Ja tez mieszkam w Angli I niewyobrażam sobie powrotu zadużo w Polsce ludzi złosliwych i pełnych jadu zawiści.Jednak w Polsce ludzie maja taka mentalność że życza any komuś sie niepodażyło lepiej.Wiec dla mnie jest to okropne i niedozaakceptowania.Plus wieczne przechwalanie sie Polaków że sa lepsi od innych ,lekarze uwarzajacy sie za bogów oraz Panie pracujace w urzedach czy sklepach bardzo niemiłe. Nie dla mnie bo nielubie patrzeć że ktoś cieszy sie z innego człowieka upadku a w Polsce właśnie tak jest. Polska jest tylko piekniejsza zewnetrznie ale dewoctwo oraz ciemnogród pozostał niestety.

  35. A ja mieszkam tu niecały rok i bardzo tęsknię z Polską. Tutaj jedynie lepiej jest pracować.
    W Londynie zachwyca system komunikacji miejskiej. Nic poza tym.

  36. Twoj post jest opatrzony grzecznym “diclaimer”, ale poza tym nie wnosi wiele.
    1. Obsługa w urzędach – bardzo uprzejma i pomocna, a dowiedziałam i urząd skarbowy, ZUS, zalatwialam zameldowanie, prawojazdy itp, więc sporo miejsc odwiedziłam – twoje nastawienie to większa część sukcesu,
    2. Okęcie – czas przejścia przez odprawę pokazuje jedynie jak wielu podrozujacych jest bezmyslnych i nieprzygotowanych oraz jak bardzo na ostatnia chwilę ludzie przyjeżdżają. Mój ostatnie doświadczenie z Okęcia w maju 2017 nie pozostawia bo w tyle za wieloma amerykańskimi lotniska i i kilkoma europejskimi przez które latalam.
    3. Ubera – może obniżył ci ceny przejazdow, ale kilku z kierowców powinno odebrac się przejazdy za niebezpieczne zachowania właśnie w PL.
    4. Traktowanie pracowników – może w USA robią to w białych rękawiczkach ale mobbing i wygryzanie i wylorzystywanie jest nie mniejsze niż w PL. Wiem, pracuje tutaj już wiele lat.
    5. Rasizm i imigranci – do tego się odnośnie, więc nazwij rzeczy po imieniu, to jest tutaj tak obecne jak powietrze, przypomnij sobie jak wielu kolorowych i imigrantów było np. na kierowniczych stanowiskach w USA. W większości to biali mężczyźni, nawet nie kobiety.
    6. Narzekanie – a co innego napisałaś właściwie? Kilka zdań średnio pozytywnych a za nimi negatyw, negatyw, negatyw.
    Na koniec dodam, że porównywanie krajów jest po prostu śmieszne dla mnie, bo to jak porownywanie “apple and oranges” używając angielskiego określenia. Twoje oczekiwania co do PL są nierealne i nie do zrealizowania, więc zawsze będziesz zawiedziona, rozczarowana i w efekcie narzekajaca. Trochę realizmu i dojrzałości serdecznie zycze bez zlosliwosci.
    Pozdrawiam i powodzenia gdziekolwiek bedziesz mieszkac.

  37. Ja natomiast uwazam, ze kiedykolwiek znajduje sie w Pl na jakies 6 tygodni w ciagu roku to zauwazam, ze ludzie biedniejsi sa bardziej przystepni i mili do innych lub obcych anizeli zadufani w sobie tzw: nowobogaccy…
    oczywiscie rowniez nie generalizuje, bo nigdy nie mozna wrzucac wszystkich do jednego worka, ale zauwalylam, ze bogatsi Polacy potrafia zachowywac sie bardzo arogancko wbrew wyszydzajaco, wlasciciele firm budowlanych to wogole jakies “uciazliwe wykwity”, uwazaja ze pozjadali wszystkie rozumy, ze kazdy czlowiek to laik…
    budujemy dom w Pl i tak sie zastanawiam co ja robie? Przeciez tylko sobie nerwy szarpie rozmowami z fachowcami na kazdym etapie budowy… Polska nie jest dla mnie…

  38. A ja pracuję w Anglii od 5 lat i DOKŁADNIE TAK SAMO JEST Z DUŻYMI FIRMAMI w UK!!! Dokładnie kropka w kropkę, no ja nie pracuję w dużym banku tylko za minimum krajowe na stanowisku team membera i zero możliwości rozwoju tylko podstawowe wynagrodzenie podczas gdy mój menager za moją pracę dostaje 18 tyś funtów bonusa a jest gorzej wykształcony ode mnie a na swojej roli nie zna się w ogóle. Ale kwestia jasna dlaczego nie mieszkam w Polsce? To PIENIADZE nie zas to że ah jak mi niewygodnie, jasne że jest niewygodnie i urzednicy i szkoły itp takie a takie, a w Angielskich lepiej uczą? Anglicy którzy z nich wychodzą to nawet pisać po angielsku nie umieja a wiedza o świecie zerowa nawet o historii samej Anglii! Jedna kwestia podstawowa praca w Anglii pozwoliła mi kupić ziemię o której marzyłem w Polsce a teraz nadal siedzę tu w UK by zarobić na własny interes w Polsce. Ale by zmieniać Polskę to trzeba do niej wrócić w końcu a samą Anglią nie ma się co zachwycać jak zna się ją tylko z wielkiej firmy z Londynu to tak jak by pracować w wielkiej firmie w Warszawie itp. Londyn i Warszawa to nie cały świat wręcz przeciwnie i jak ktoś robi porównania na tej zasadzie to popełnia olbrzymi błąd.

  39. A ja pracuję w Anglii od 5 lat i DOKŁADNIE TAK SAMO JEST Z DUŻYMI FIRMAMI w UK!!! Dokładnie kropka w kropkę, no ja nie pracuję w dużym banku tylko za minimum krajowe na stanowisku team membera i zero możliwości rozwoju tylko podstawowe wynagrodzenie podczas gdy mój menager za moją pracę dostaje 18 tyś funtów bonusa a jest gorzej wykształcony ode mnie a na swojej roli nie zna się w ogóle. Ale kwestia jasna dlaczego nie mieszkam w Polsce? To PIENIADZE nie zas to że ah jak mi niewygodnie, jasne że jest niewygodnie i urzednicy i szkoły itp takie a takie, a w Angielskich lepiej uczą? Anglicy którzy z nich wychodzą to nawet pisać po angielsku nie umieja a wiedza o świecie zerowa, nawet o historii samej Anglii! Jedna kwestia podstawowa praca w Anglii pozwoliła mi kupić ziemię o której marzyłem w Polsce a teraz nadal siedzę tu w UK by zarobić na własny interes w Polsce. Ale by zmieniać Polskę to trzeba do niej wrócić w końcu a samą Anglią nie ma się co zachwycać jak zna się ją tylko z wielkiej firmy z Londynu to tak jak by pracować w wielkiej firmie w Warszawie itp. Londyn i Warszawa to nie cały świat wręcz przeciwnie i jak ktoś robi porównania na tej zasadzie to popełnia olbrzymi błąd.

  40. Przeważnie kiedy czytam teksty tego typu i mam odmienne zdanie to raczej się nie udzielam, ale po przeczytaniu Twojego tekstu nabrałam ochoty żeby dodać swoje 3 grosze.
    W Anglii mieszkam już kilka lat, z roczna przerwą na powrót do Polski. Mieszkałam i w małym miasteczku i dużym mieście, a w Londynie mieszka mój brat, wiec kilka razy miałam okazje tam być i z jego opowiadań tez wiem jak sytuacja wyglada. Uprzedzając komentarze- od zawsze byłam osoba uśmiechnięta i życzliwa, otwarta na pomoc i kontakt z ludźmi – takie wychowanie, a wychowywałam się w Polsce. Trochę nie rozumiem i zawsze się dziwie, ze ludzie tak chętnie mówią o anglikach, ze tacy uśmiechnięci, chętni do pomocy i życzliwi. Może to pierwsze wrażenie po przyjeździe tutaj z Polski. Niestety przekonałam się niejednokrotnie, ze tego uśmiechu są nauczeni, bo tak wypada, ale tak naprawdę maja o obcokrajowcach często negatywne zdanie- tak dla zasady. Usłyszałam wprost od młodego chłopaka, ze przez osoby przyjeżdżające do uk z zagranicy, Anglicy nie maja pracy. Chcąc na ulicy pomoc starszej kobiecie przejść, bo miała problemy z chodzeniem, co wytłumaczyła przebyta operacja biodra, usłyszałam pytania: skąd jestem, z kim tu przyjechałam, czy będę wracać do swojego kraju i czy sama wynajmuje i opłacam mieszkanie (w domyśle, czy nie biorę benefitów). Kiedy odpowiedziałam, ze utrzymuje się sama z chłopakiem i wynajmujemy dom, pracujemy na full time, kobieta tylko podejrzliwie na mnie spojrzała i to był koniec rozmowy. W jednej pracy zostałam zwolniona bez słowa i powodu,bo menagerka miała do mnie problem, pracowałam przez agencje i po rozmowie z pracownikiem dowiedziałam się, żebym się nie przejmowała, bo ta menagerka tak ma. Nie przytrafiło się to tylko mnie w tej firmie. Moja koleżanka w obecnej firmie już od kilku lat pracuje w biurze. Z menagerem rozmawiała na temat rozwoju i podwyżki, na co on jej powiedział, ze powinna się cieszyć, ze w ogóle pracuje na tym stanowisku. Koleżanka zawsze wypełnia wszystkie obowiązki, mówi płynnie po angielsku i ma wykształcenie wyższe, którego nie ma 3/4 osób pracujących w tej firmie- Anglików. Menager w stosunku do pracowników zachowuje się niepoprawnie i nie raz to już pokazał.
    Wywyższanie się i pouczanie jeżeli chodzi o język i narodowość jest na porządku dziennym. Anglicy są rasistami, ale w stosunku do ludzi białych i tego nikt ci wprost nie powie. Anglicy nie narzekają? Tez ciekawe, bo z tego co słyszę codziennie to narzekają na wszystko- praca, system, życie. A to wszystko okraszone uśmiechem, który niewiele ma wspólnego ze szczerością. Ciagle donoszenie na kogoś do chleb powszedni. Kultura osobista? Tez ciekawy temat. Stojąc na stacji z ludźmi jadącymi z pracy można się czasem nawdychac jak w toalecie publicznej. Nie chce już nawet wspominać o głośnym bekaniu (nawet supervisorzy się tego nie wstydzą) i pierdzeniu, piciu piwa w środkach komunikacji miejskiej i przepychaniu się przy wejściu np do pociągu. W sklepach jest OK, ale zdarzyła mi się sytuacja, ze ekspedientka słysząc mój akcent (angielski mam dobry i staram się jak mogę zbliżyć swoją wymowę do poprawnej angielskiej, ale i tak nie będzie to nigdy 100%) obsługiwała mnie od niechcenia, noe odpowiedziała na moje ‘do widzenia’, bo już była pochłonięta rozmowa ze swoimi rodakami.
    Moeszkania i domy do wynajęcia tutaj oraz to jak pracują agencje mieszkaniowe, również nie jest na wysokim poziomie, ale to już dłuższy temat.
    Trzeba się wgłębić w kulturę, wejść w środowisko, żeby zobaczyc plusy i minusy społeczności, w której żyjemy.
    Nie komentuje, żeby porównywać czy obrażać, bądź zniechęcać do Anglików. To są tylko sytuacje, których się kompletnie nie spodziewałam po tym ‘uśmiechniętym’ narodzie i przez które stałam się nieufna. Mimo to i tak się uśmiechać i rozmawiam z ludźmi, czy to w Polsce czy Anglii i gdzie tylko mnie poniesie staram się szukać ludzi życzliwych i pozytywnych. Mieszkałam również w Monachium i nigdy nie zapomnę tego klimatu i czystości na ulicach, której w Anglii brakuje. A ludzie poprostu sobie byli- neutralni i było dobrze.
    Pozdrawiam:)

  41. Mam podobne doświadczenie życia za granicą. Obecnie mija 5.5 od powrotu i życia w Warszawie. Też nie chciałam wracać, wróciłam dla faceta i nic z tego związku nie wyszło.
    Moje przemyślenia były trochę podobne do Twoich ns początku. Z biegem lat trochę się zmieniły. Wiem, że gdziekolwiek żyjemy czy w PL czy poza musimy poświęcić coś, tęsknota za rodziną czy konieczność adaptacji do zastalych warunków życia w danym kraju. Co więcej, uważam że ciężko porównywać Polskę i Polaków do zagranicy z racji tego co działo się i dzieje w tym państwie od lat. Każdy z nas powinien dążyć za głosem serca i wybrać to co pragnie i szuka w życiu. Zamiast porównań chętnie przeczytalabym Twoje osobiste powody wyjazdu i co chcesz w życiu osiągnąć za granicą. Całe to zło w PL i lata swietlne za innymi krajami raczej nie są pierwszym motywem do wyjazdu. Życie PL czy poza ma swoje plusy i minusy. W UK czy USA znajdziesz tez plusy i minusy w każdej dziedzinie życia np. Balaganiarstwo, niski poziom wykształcenia i obsługi, bardzo skromne warunki życia bo drogo itd. Faktem jest ze przepaść finansowa zawsze podzieli na kraj i odrozni od innych. Myślę że lepiej nie porównywać, ale znaleźć swoje miejsce w życiu i świecie, gdzie nam będzie najlepiej… powodzenia 🙂

  42. Świetny blog 🙂 w Polsce oprócz Wawy i swojego rodzimego miasta mieszkałaś w innym? ( jeśli tak to gdzie i jakie wrażenia) ? 🙂 i jeszcze takie pytanie poza szereg innych… tyle opowiadań i historii, a co ze sferą uczuciowią ? 🙂 tyle miejsc i zero love ? 🙂 pozdrawiam xoxoxo 🙂

    1. dziekuje za komentarz. Tak, wychowalam sie w malym miescie, a nastepnie z rodzicami przeprowadzilismy sie na naprawde mala wioske : ) Dodatkowo mieszkam we Wroclawiu jeszcze. Wroclaw bardzo mi sie podobal! Haha zarowno w USA, Polsce, Niemczech i UK pojawialy sie love story aczkolwiek na ten moment nie planuje poruszac tego na blogu haha 🙂

  43. No cóż całkowicie się nie zgodzę. Mieszkałem w UK 10 lat, studiowałem tam, pracowałem. Po tym czasie wróciłem do Polski i jestem zachwycony. Mieszkam rok w PL i jest to dla mnie istna katorga, gdy muszę znów na kilka dni polecieć do Londynu.
    Po pierwsze – ludzie w Anglii są tak przeraźliwie sztucznie mili. Nie są tak otwarci jak Polacy, jak coś robią to masz wrażenie, że muszą to robić. Brak im autentyczności.
    Po drugie – bardzo mi brakowało polskiego marudzenia. Kocham przyjść do pracy i pomarudzić 20 minut, od razu łapię więcej energii. Poza tym nie marudzimy aż tak dużo, to pewien mit.
    Po trzecie – Okęcie bywa zapakowane, to zalezy od godziny (w porannych więcej, natomiast np. w niedzielę wieczorem nie czeka się praktycznie wcale w kolejce). Leciałem ostatnio ze Stansted i czekałem godzinę do sprawdzenia mojego bagażu… Więc niebardzo można uogólniać. Gdy prawie się spóźniełem na lot do Londynu wizzerem, to mimo, że cały samolot był już zapakowany pasażerami, to na mnie jednego czekał autobus. I pani z uśmiechem powiedziała, że jestem ostatni, ale jeszcze czekają.
    Po czwarte – obsługa w polskich sklepach stara się pomóc, nie są może tak sztucznie uśmiechnięci, jednak mi się lepiej robi zakupy w Polsce (a generalnie nie lubię tego robić).
    Po piąte – nie pracujemy tak jak w Hong Kongu, ponieważ.. nie jestesmy Chińczykami z Hong Kongu? A oni nie pracują tak jak my..
    Po szóste – ze znajomości angielskiego nie ma się aż tak co cieszyć.. powodem do szczęścia byłoby, gdyby cora zwielu obcokrajowców znało polski.

    Wiele zalezy od tego jak chcemy postrzegać dany kraj. Jeżeli się żyje stereotypami o Polsce jak np. wiecznym marudzeniu czy braku uśmiechu, to te rzeczy będą się rzucały w oczy. Tak jest wszedzie dokąd jadę, gdy byłem w Rosji pierwszy raz, stradsznie mnie przygnębienie tych ludzi uderzyło… ale po pewnym czasie przywykłem do tego, że dla nich neutralny znaczy poważny. Przestałem ich odbierać jako smutnych, złych, groźnych.. a przyzwyczaiłem się, że żyją tak jak żyją i okazali się bardzo pozytywnymi ludźmi. Po prostu to ja muszę się nauczyć odbierac otaczający mnie świat, a nie szukać dziury w całym. Nie jesteśmy ANglią (na szczęście!!!), Hong Kongiem czy innymi Stanami, więc ludzie się zachowują inaczej. Po prostu.

    1. Dziekuje za komentarz. Masz oczywiscie bardzo duzo racj w tym co piszesz i Twoj punkt widzenia jest troszke inny niz moj aczkolwiek napisales trafne uwagi. Mi natomiast duzo lepiej zyje sie w Londynie nizeli w Polsce i zdecydowanie wole te angielska sztucznosci nizeli jej calkowity brak ktory czesto, podkreslam czesto, nie zawsze dostaje w Polsce. Pozdrawiam

  44. Kornelio
    Ja miałem okazje przez ostatnie 12 lat mojego życia pracować w USA, UK , Irlandia i Czechy i oczywiście Polska i jeśli chodzi o kwestie managierow i korpo traktowania ludzi to muszę się zgodzić , Polacy po 27 latach wolności nie nauczyli się jeszcze tego co w Anglii pewnie wyksztalcalo się przez ostatnie 100-200 lat. Mentalność komunistyczną zniknie z tego kraju pewnie po 2-3 pokoleniach. Faktem jest tez to ze ludzie marudza , ale Noe marudza bo lubią tylko z biedy bo niestety w Polsce praca nie daje jeszcze takiego komfortu psychicznego jak w UK . ale ja po 4 latach wojaży uważam ze Warszawa to najlepsze miejsce do życia , i nawet jak w Londynie proponują 100 tys f w życiu bym się tam nie przeprowadził . Bo cenie sobie bezpieczeństwo rodziny ponad wszystko .:) poza tym pogoda w UK jest beznadziejna tak jak opieka zdrowotna … Będąc szczerym to przelalo czarę goryczy po pobycie w tym dziwnym kraju…

  45. Bardzo ciekawe spostrzeżenia, będę zaglądać częściej!

    Mieszkam i pracuje w Londynie od 2 lat, wcześniej pracowałam w kilku korporacjach w Polsce i zaintrygowała mnie opinia na temat pracy w korporacji w Polsce, m. in.: “Jej zdaniem ludzie pracują dużo wolniej i przede wszystkim niedokładnie. Większość rzeczy jest robiona na „odpiernicz”, z czym się całkowicie zgadzam.”

    Mam zupełnie inne przemyślenia, wg mnie Polacy pracują wydajnie, dokładnie i szybko. Brytyjczycy są mało kreatywni i stosunkowo leniwi / “wygodni” (w zakresie poszerzania horyzontów, rozwoju zawodowego itp.).

    Londyńskie City i Canary Wharf są pełne tzw. “politics”. Czyli istotny jest “networking”, kogo znasz i jak wykorzystujesz te znajomości. Paradoksalnie jest to bardzo nepotyczne, nieetyczne i niesprawiedliwe środowisko. Układy w tutejszych korporacjach przypominają układy w bardzo małej, zacofanej polskiej wiosce gdzie pierwsze skrzypce gra wójt i ksiądz proboszcz.

    Lubię prawdziwy biznes, którego Londyn jest domem, ale środowisko uważam za mało przyjazne.

  46. Kornelia, zgadzam sie z Toba w 100 procentach. Mieszkalam w Londynie prawie 10 lat, uwielbiam to miasto. Wrocilam do Polski z trzyletnim synem bo tesknota za rodzina, bo zrobilo sie niebezpiecznie, terroryzm, religijny fanatyzm, gangi, gigantyczne ceny wynajmu mieszkan itp.. Zamieszkalismy w malej wiosce, gdzie zycie toczy sie spokojnie i powoli. Jetem jedynaczka, rodzice sie starzeja, myslalam, ze robie najlepsza rzecz na swiecie, wrocilam, pzrywiozlam im wnuka, bedziemy razem i bedzie super. Maz mial zostac jeszcze na kilka miesiecy i odkladac na remont mieszkania. Obiecalam sobie, ze nic mnie nie zlamie, ze dam rade… Z biegiem czasu zrozumialam od czego tak naprawde ucieklam: od wszechobecnego i tolerowanego przez doslownie wszystkich alkoholizmu, od wiecznego marudzenia, niecheci do jakiejkolwiek przedsiebiorczosci i aktywnosci. Ludzie w malych wioskach najbardziej przejmuja sie tym co powie sasiad, wiec lepiej nie chodzic w czerwonej sukience ( jak prostytuka), nie usmiechac sie do obcych ( jak wariatka), nie skakac po kaluzach z dzieckiem ( szurnieta). Czulam sie tam jak ufoludek, zupelnie obcy swiat. Rozmowy w sklepie koncentruja sie na tym “co tam panie w polityce”, na cenach i kto nastepny do sprzatania kosciola (podobno 4 godziny bezlitosnej harowki ku chwale pana). Najgorsze jest to, ze mlodzi ludzie ktorzy tam zostali wcale nie roznia sie od swoich rodzicow, przesiakaja tym wiecznym nieszczesciem i niezadowoleniem. Najgorsza ze wszystkiego jest falszywa religijnosc Polakow. Wiara w Polsce jest szeroka jak ocean i plytka jak kaluza. Najblizsza rodzina nie mogla sie pogodzic z faktem, ze moj syn nie zostal ochrzczony. Suszono mi glowe na ten temat co tydzien, traktowano mnie jak matke wariatke, ktora nie wie co robi i “szkodzi” swojemu dziecku. Nie wytrzymalam, wrocilam, przeprowadzilismy sie do malego miasteczka w UK. Zycie wrocilo do normy, nie jest nam latwo ale nigdy nie bylo lepiej. Mysli mam dobre, przyszlosc widze optymistycznie. A w niedziele moje isc na piknik, zamiast do kosciola. Strasznie mi przykro, ze projekt Polska upadl, bo chcialam tam zyc i mieszkac ale wybralam to co lepsze dla nas i naszego dziecka.

  47. Witam Przeczytałam z ciekawością ponieważ sama jestem Warszawianka i mieszkam od roku w Anglii. Generalnie duzo prawdy w tym co Pani pisze ale mam jedna uwage “Typowy Warszawiak” to obecnie ktos kto nie urodzil sie w Warszawie tylko przyjechal tu na studia badz do pracy i zostal. To wlasnie ci ludzie uwazaja ze skoro mieszkaja w Warszawie to maja powod do wywyzszania sie nad innych. Nie spotkałam sie z taka postawa u RODOWITYCH Warszawiaków. Pozdrawiam

  48. Zgadzam sie z Toba w wielu kwestiach: obsluga w markecie i innych instytucjach publicznych, jednakze w UK tez zauwazam osoby, ktore na kasie wygladaja na przepracowane i maja kamienna twarz. Polskie drogi, slaba tolerancja, wobec odmiennosci. Zazdrosc, zawisc- kierowcy taksowek wobec Ubera. Jednak kazdy kraj ma plusy i minusy. W UK znacznie nasilil sie rasizm. Nie wiem czy slyszalas o mlodej polce, ktora popelnila samobojstwo, poniewaz byla ofiara szykanowania w szkole ze wzgledu na pochodzenie. Sama odczuwam to naprzyklad podczas rozmow kwalifikacynych. Badz sytuacje w ktorych ludzie sa wykorzystywani w pracy na maksa, mozna spotkac sie tutaj z mobbingiem podobnie jak w PL. Wiec kolokwialnie rzecz ujmujac, kazdy kij ma dwa konce. Jednakze standard zycia jest tutaj bez porownania. W szczegolnosci ze wzgledu na zarobki. Sama myslalam nad zalozeniem bloga, jednak kiedy znalezc na to czas i czy w ogole ktos bedzie to czytal… hymm sama nie wiem. Pozdrawiam serdecznie!

  49. Ja wróciłem do Polski po 8 latach i po dwóch latach tutaj mogę śmiało powiedzieć że się nie zgadzam z Twoim artykułem. Po pierwsze piszesz że Polacy marudza i jeszcze proponujesz zmianę, a sama marudzisz co Ci się nie podoba w Polsce i takim artykułem smucisz ludzi. Każdą z tych negatywnych spraw widziałem jeszcze gorszą w Anglii. Pozdrawiam 40 osób które nie Poleciały do Polski na Święta w 2014 z takiego samego błędu co opisujesz. Uber jest obecnie przez rząd w UK likwidowany zmianami po których im się nie będzie opłacało. To tak samo jak kupujesz Ukraińskie papierosy dla klientów może lepsze bo tańsze, ale czy uczciwe?
    Sumując bo nie chce mi się pisać o wszystkim, w Polsce żyje się o wiele lepie. Nie jest to kraj idealny, ale moim zdaniem na pewno lepszy od Anglii. Nie ma też tyle fałszu co w UK, chyba że ktoś lubi fałszywych ludzi którzy codziennie wszystkich się pytają czy w PORZĄDKU a w gdzieś mają odpowiedź. BREEXIT też pokazuje ich fałsz. Walcząc ze stereotypami, mogę powiedzieć że przez 8 lat w Anglii nigdy się nie przejechałem na żadnym Polaku

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *