Moje podejście do zdrowego odżywiania i cukru + 9 miejsc na deser i pyszne lody w Warszawie

Ostatnio pisałam Wam o moich ulubionych restauracjach w Warszawie i po ilości wejść na stronę, domyślam się, że post Wam się spodobał. Bardzo się cieszę. Kilka osób napisało mi, że było w niektórych miejscach z mojego polecenia i to jeszcze bardziej mnie raduje! Dziękuję Wam za to : ) Dziś przychodzę do Was z dużo słodszym wpisem, niż ten ostatni. Tym razem poruszam temat deserów w Warszawie. Już na samą myśl cieknie mi ślinka, a jak sobie przypomnę o tych pysznościach, których spróbowałam w Warszawie, to mam ochotę wsiąść w samolot i tam na chwilę wrócić. Niestety, obecnie nie mam takiej możliwości, ale za to Wy pewnie mieszkacie bliżej Warszawy, więc koniecznie skorzystajcie!   

Zanim jednak przejdę do opisywania tych miejsc, chciałabym Wam opowiedzieć o moim podejściu do zdrowego odżywiania, słodkości i ogólnie cukru. Od kilku lat panuje moda na niejedzenie cukru i glutenu. Niektórzy wykluczają je całkowicie z diety, niektórzy częściowo. Ja należę do tej drugiej grupy i staram się unikać, zarówno cukru jak i glutenu, kiedy tylko mogę – przede wszystkim ze względu na moją chorobę. Wszyscy wiemy, że cukier jest szkodliwy i powinniśmy go ograniczać, ale nie można też popadać w paranoję. A czym jest dla mnie ta paranoja i totalna przesada?

Nie chcę tu nikogo krytykować, ponieważ każdy robi to, co uważa za słuszne, ale kiedy zobaczyłam post na blogu Ani Lewandowskiej – którą notabene bardzo lubię i uważam, że robi świetną robotę – dotyczący pączków, które przygotowała na Tłusty Czwartek, to ręce mi opadły…  

 zdjęcie z bloga Ani Lewandowskiej

Każdy wie, jak pączek smakuje i my, Polacy uwielbiamy je, stąd też, po przejrzeniu przepisu Ani na zdrowszą wersję pączków, odechciało mi się jeść cokolwiek. Pączki z batatów? Naprawdę aż tak zaszkodzi nam jeden, normalny pączek, żeby robić pączki z batatów? Zupełnie tego nie pojmuję i uważam, że jest to totalna przesada. Dla mnie Tłusty Czwartek jest po to aby, kupić najlepszego pączka w mieście (lub zrobić samemu) i zjeść ze smakiem. Przecież po jednym pączku świat się nie zawali, a na samą myśl o robieniu i potem jedzeniu paczków z batatów cała ”magia” Tłustego Czwartku gaśnie. Takie jest moje zdanie. Nie krytukuję jednak żadnych osób, również Ani, które mają ochotę zrobić i jeść takie pączki. Dla mnie to po prostu przesada.

Również wtedy, po przeczytaniu tego wpisu na blogu Ani, uświadomiłam sobie, że ludzie zaczynają fiksować na punkcie zdrowego jedzenia i wykluczania cukru z diety.

Moda na zdrowe żywienie trwa i nadal będzie trwać. Ja również staram się jeść zdrowo, ale dla mnie zdrowo nie oznacza picie tylko i wyłącznie zielonych smoothies na śniadanie, następnie wegetariańskej sałatki, a na kolację łosoś z warzywami z kaszą bezglutenową. A na przekąskę to tylko orzechy…

Oczywiście, jeśli ktoś tak lubi to żaden problem – ja też często takie posiłki jem, ale daleko mi do takiego odżywiania na co dzień. Dla mnie zdrowa, racjonalna dieta to dieta, po której czuję się dobrze, która zadowala moje kubki smakowe i sprawia, że jedzenie to przyjemność. Więc zmuszanie się do picia zielonych smoothies, które nie do końca mi smakują, do tego zero glutenu, bo taka moda, to kompletnie nie dla mnie.

Fakt jest taki, że na co dzień staram się nie jeść glutenu (przede wszystkim ze względu na chorobę), ale uwielbiam chleb na zakwasie i nie wyobrażam sobie nie zjeść dobrego jakościowo chleba raz czy dwa w tygodniu.

Nie jem na co dzień również nabiału, ale uwielbiam twaróg i mozarellę, dlatego też raz na jakiś czas sobie na to pozwalam i nie czuję żadnych wyrzutów sumienia.

Nie zjem chleba ze zwykłego sklepu i na drożdżach, ale nie odmówię kromki lub dwóch tego z dobrej piekarni. Nie dotknę margaryny, ale za to jem masło, które kocham i nie myślę o wysokim cholesterolu jedząc je. Mięso kupuję w sprawdzonych miejscach. Jajka kupuję tylko na targu, tak samo jak owoce i warzywa. Po prostu staram się być świadomym konsumentem i zwracam uwagę na to, jakiej jakości są produkty, które kupuję. Ale tak, jak mówię, nie popadam w paranoję i nie praktykuję diety bezglutenowej, belaktozowej, beznabiałowej, BEZSMAKOWEJ.

Co więcej, jem ziemniaki, wszystkie kasze, ryże i nie uważam, że jest to niezdrowe. Nie jem natomiast smażonego mięsa, a wieprzowinę całkowicie wyeliminowałam ze swojego jadłospisu ( brak wartości odżywczych) i jest mi z tym naprawdę dobrze. Moja dieta jest dość prosta. Staram się odtwarzać kuchnię naszych dziadków, kiedy jeszcze nie było McDonalda i dostępu do innych fast foodów, a za to były produkty mało przetworzone, z ogródka i co najważniejsze bardzo smaczne.

Jeśli chodzi o desery, to nie będę ukrywała, że lubię słodkości. Uwielbiam je i często stres zajadam czymś czekoladowym. Też tak macie ? Zdecydowanie nie należę do osób, dla których słodycze mogą nie istnieć, ponieważ je uwielbiam i gdybym mogła, pewnie jadłabym je codziennie. Niestety, nie mogę. Poza tym jestem świadoma tego, że większość z nich jest bardzo niezdrowa, w związku z tym ograniczam je do minium (czytaj: raz w tygodniu robię sobie cheat day ). Z wyłączeniem tego miesiąca, ponieważ cały maj jestem na diecie bezcukrowej (detoks). Napiszę o tym więcej w czerwcu. 

Wracając do cukru, niestety, moje relacje z tym narkotykiem nie były zbyt dobre jeszcze całkiem niedawno. Jak wspominałam, cały stres zajadałam ogromną ilością cukru, a że przez ostatnie lata było go dużo, to słodycze były cały czas ze mną. Przez chorobę to musiało się zmienić i zmieniło. Nie jem słodyczy na co dzień, nie potrzebuję ich i zdecydowanie lepiej się czuję. Natomiast nie zmieniło się to, że je lubię.  Szczególnie lody i ciasta, pączki, rogaliki, jagodzianki i inne tego typu wypieki. Ubóstwiam nutellę, szczególnie z naleśnikiami i to raczej nigdy się nie zmieni. Kiedyś próbowałam z tym walczyć i całkowicie usunąć cukier z mojej diety, ale dziś mam do tego inne podejście.

Nie widzę sensu zabraniania sobie czegoś, co tak lubię na dłuższą metę, ponieważ – po pierwsze –  jest mi bardzo ciężko to utrzymać, a po drugie ciągle prowadzę w sobie walkę i po co? Uwielbaim ciasto bananowe i nie wyobrażam sobie nie jeść go, bo sprawia mi to ogromnie dużo przyjemności! Tak samo jest z lodami. Oczywiście mowa o włoskich lodach, tych prawdziwych. 

Jakiś czas temu postanowiłam sobie, że raz w tygodniu będę pozwalać sobie na taki cheat day, podczas którego będę jeść coś słodkiego. Coś, na co danego dnia mam ochotę. Zwykle taki czas przypada na weekend, kiedy gdzieś wychodzę na obiad i potem obowiązkowo na deser. No i oczywiście kiedy jestem na wakacjach ( nie mogę już doczekać się 1 czerwca! ).

Dzięki temu, że mam taki dzień w tygodniu, w którym pozwalam sobie na małe co nieco, łatwiej jest mi utrzymać zdrową dietę i nie ulegać pokusom. Zawsze czekam z niecierpliwością na weekend. Gdy w końcu nastanie, cieszę się jak dziecko! Lubię wyszukiwać nowe kawiarnie, do których udam się na ten deser i potem planować, co sobie tam zamówię, haha : ).

Nawiasem mówiąc, chciałabym Wam powiedzieć, że praktykuje taką zasadę, że nie jem deseru w restauracji, w której jem obiad. Dlaczego? Ponieważ lubię odwiedzać nowe miejsca i dzięki temu mogę poznać ich więcej i tym samym jeszcze więcej spróbować nowych rzeczy : )). Serdecznie Wam polecam takie rozwiązanie! 

Podsumowując, moje podejście do słodyczy i cukru jest bardzo proste  –  w ciągu tygodnia nie jem żadnych słodkości, natomiast w weekend pozwalam sobie na deser bez żadnych wyrzutów sumienia. Praktykuję to od dłuższego czasu i bardzo mi to służy 🙂

Tak, jak kiedyś byłam uzależniona od cukru, dziś mam z nim lepsze relacje : ) W ciągu tygodnia unikamy się, a w weekend pozwalam, aby jego poziom w mojej krwi znacznie podskoczył i bardzo się z tego cieszę!

Warto jeszcze zaznaczyć, że nie jem słodyczy ze sklepu – typu batoniki, ciasteczka itd. Takie rzeczy raczej dla mnie nie istnieją i po prostu ich nie jem. Dlaczego? Głównie ze względu na kiepski skład, zawartej w nich chemii. Słodkości, które jem to: domowe ciasta, ciasta z kawiarni, wypieki z dobrej piekarni oraz dobre jakościowo lody, szczególnie włoskie! : ).

Chciałabym jeszcze dodać, że nie widzę nic złego w diecie bezglutenowej czy bezcukrowej i tak dalej. Owszem, obecnie mamy dostęp do tylu przepisów, że ciasto bez mąki i cukru może być naprawdę pyszne. Przykładem może być brownie z fasoli. Ja jednak uważam, że wszystko powinniśmy jeść z umiarem i dla mnie zdrowe odżywianie to niekoniecznie bycie na tego typu dietach.

Jak już znacie moje podejście do diet i słodkości, to czas na deser…

Poniżej przedstawiam Wam miejsca w Warszawie, w których ciasta lub lody najbardziej mi smakowały i chętnie do tych miejsc wracałam. Jeśli chodzi o ciasta, to wybór w Warszawie jest ogromny, natomiast jeśli chodzi o dobre lody, to hmm… musiałam troszkę się naszukać, ale było warto. Lody, które przedstawiam poniżej są wyjątkowo smaczne i bardzo kremowe, co bardzo lubię : ) Ale przejdźmy do sedna, bo pewnie i Wam już cieknie ślinka: ).

Lody Malinova

Najlepsze – moim zdaniem – lody w Warszawie. Są absolutnie przepyszne i baaardzo kremowe. Więcej pisałam o nich tutaj.

Fragola 

Fragola to moja miłość całkiem od niedawna. Zaczęłam od spróbowania ich lodów (były pyszne), a następnie skusiłam się na inne pozycje z karty dań. One również mnie nie zawiodły. O lunchu w Fragoli już pisałam, dlatego dziś skupię się na ich lodach. Są to drugie najlepsze lody w Warszawie, zaraz po Malinovej. Fragolę uwielbiam przede wszystkim za smaki ich lodów, a szczególnie bananowy i ciasteczko. Są przeeeepyszne! : ). Fragolę znajdziecie w Galerii Mokotów i w Złotych Tarasach, więc już wiecie, gdzie się udać zaraz po zakupach : )

Restauracja LIF

W tej restauracji mają przepszyne jedzenie – z ręką na sercu. Uwielbiam zarówno ich zupy, jak i dania główne. Dodatkowo wnętrze jest przepiękne, a obsługa bardzo miła. Natomiast nie spodziewałam się, ze będą mieli równie pyszne ciasta. Matko, brak mi słów, aby opisać, jak cudownie smakowało ciasto bananowe i beza, które miałam tam okazję zjeść. Sernik z malinami i mascarpone podobno również robi furorę! Coś niesamowitego. Będąc tutaj na obiedzie zawsze łamałam zasadę, o której pisałam wyżej i zawsze zostawałam na deser!

To miejsce wciąż jest mało znane, a szkoda, bo to pierwsza restauracja, w kórej byłam po przeprowadzce się do Warszawy i jedna z lepszych, w jakich jadłam obiad i rozkoszowałam się deserem! Koniecznie musicie spróbować.

Croque Madame

To kolejne miejsce, tym razem na Nowym Świecie, w którym wszystko smakuje tak dobrze jak wygląda. Tort bezowy z malinami, sernik z białą czekoladą – coś niesamowitego. To zdecydowanie moje ulubione miejsce na deser i herbatkę w centrum.

Lody na Kabatach 

Dla tych, którzy mają daleko do centrum lub rzadko tam bywają, a mieszkają na Ursynowie lub Kabatach, mogę polecić dwa miejsca z lodami, równie dobre : )

Pierwsze: ILCONO 

Drugie: Jesz Lody Tradycyjne
 
Desery AIOLI   

Dobrze już wiecie, że uwielbiam Aioli, szczególnie za ich kanapki, ale to nie wszystko, czym mogą się pochwalić. Wybór deserów nie jest wielki, ale za to nadrabiają jakością. Ich desery smakują dokładnie tak, jak wyglądają. Sami popatrzcie, a najlepiej spróbujcie! : ) Podobno małe jest piękne, prawda? : )

Mąka i Woda

To jedyne miejsce, w którym nie jadłam deseru – nie zdążyłam, ale na pewno to nadrobię! Aczkolwiek od zaufanych osób, z podobnymi kubkami smakowymi do moich, wielokrotnie usłyszałam o ich deserze Budino, czyli mlecznym kremie budyniowym, z warstwą karmelu z solą morską oraz wiórkami mlecznej czekolady. Niebo w buzi! Jestem pewna, że będzie mi smakowało.

Ja po samym opisie i wyglądzie śmiem twierdzić, że to musi być wspaniałe. To punkt obowiązkowy podczas mojej następnej wizyty w Warszawie. A Wy, jeśli już tu byliście, koniecznie dajcie znać, czy Wam smakowało  : ).

Caffe Nero

Nie przepadam za sieciówkami i rzadko w nich bywam, chociaż mieszkając w USA uwielbiałam Starbucksa i często tam bywałam. Odkąd wróciłam do Europy zdecydowanie lepiej czuję się w miejscach ,,niesieciówkowych”. Ale jest takie jedno miejsce, które kocham i często wpadam tam na herbatkę i ciacho : ) Jest to Caffe Nero. Fakt, że mają ogromny wybór herbat jest już zachęcający, ale po spróbowaniu ich ciast i kanapek (które są równie dobre) całkowicie przepadłam. Mimo że to sieciówka, to naprawdę ciasta są smaczniutkie. Ja mam tam dwóch ulubieńców. Sernik z polewą karmelową (och, nawet teraz czuję ten smak) oraz ciasto migdałowe Luna! Straaasznie słodkie i tym samym strasznie dobre!! : ). Ciekawa jestem, czy mieliście okazję zjeść tam jakieś ciasto ?

Niestety ubolewam nad faktem, iż Nero w Londynie nie ma takich samych ciast, jak w Polsce i nigdzie nie widziałam tego pysznego sernika 🙁



Jakie jest Wasze podejście do zdrowego odżywiania i cukru ?  Mieliście okazję odwiedzić któreś z tych miejsc, które wymieniłam? Koniecznie dajcie mi znać gdzie Wy lubicie chodzić na deser w Warszawie : )

14 thoughts on “Moje podejście do zdrowego odżywiania i cukru + 9 miejsc na deser i pyszne lody w Warszawie

  1. Całkowicie się z Tobą zgadzam! Owszem, cukier nie jest niczym zdrowym, ale paranoja, w jaką wpadamy to zdecydowana przesada! Zdrowe odżywianie – jak najbardziej tak. Ale szaleństwo i fobie na punkcie wielu produktów to naprawdę ogromna przesada!

  2. Mam podobne zdanie do Ciebie – ludzie dostali fioła na punkcie zdrowego żarcia. Też często eksperymentuje, ale jak widzę te wszystkie fit blogerki z milionowym przepisem na pudding chia to mam dość. Gluten- dlaczego ludzie którzy nie są chorzy ba celiakie boją sie glutenu? Wydaje mi sie ze to trochę na szpanu, bo taka moda teraz na kotlety z groszku i makarony z cukini. Nie dajmy się zwariowac: D

  3. Takie zdrowe podejście do cukru powinno się zacząć od małego. Ja niestety jako dziecko miałam nieograniczony dostęp do czekolad, batoników i teraz jest mi ciężko. Dzieci staram się od małego uczyć, że wszystko w umiarze, a sama leczę się z nałogu cukrowego 🙁

    http://www.wNaszejBajce.pl

    1. Rozumiem Cie kochana doskonale, tez walczylam z tym kilka dobrych lat, w koncu sie udalo i Tobie tez sie uda, jestem tego pewna! Za jakis czas bedzie post o tym, jak ja sie wyleczylam z tego takze serdecznie Cie zapraszam:)

  4. W domu kiedy cos przygotowuje zamiast cukru uzywam zdrowszego ksylitolu, ale zgadzam sie z Toba, że jeden pączek czy kawalek czekolady nikomu nie zaszkodziły 🙂

  5. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek uda mi się w Polsce posmakować tak cudownych lodów jak we Florencji, choć pewnie takie są, tylko, że dokłada się jeszcze ten efekt włoskiego klimatu. 😉 Chętnie się przekonam, bo na lody nie trzeba mnie długo namawiać. 🙂
    Bookendorfina

  6. Opinie osoby ktora nigdy nie byla u dietetyka na poziomie……
    Powiem tylko ze dieta bezglutenowa jako dziecko 8-12 lat wyleczyla mnie z potencjalnego rozwoju celiaklii…. nie mowiac juz o tym ze unikanie pokarmow ktore zostaly wykazane na tescie krwii (food sensitivity, nie alergii) MRT w Wawie, sprawilo ze duzo lepiej sie czuje. Przeczytaj jakies ksiazki naukowe zanim bedziesz cos pisac.

    1. Dziekuje za komentarz. Bylam u dietetyka wiele razy, od lat walcze z choroba ukladu pokaromowe wiec pisanie ze nie mam wiedzy na ten temat jest bardzo nie na miejscu gdyz uwazam, ze takowa wiedze mam. Owszem, osoby z celiaklia zmuszone sa unikac glutenu i to jest zrozumiale. Ale jesli ktos nie choruje i na testach wychodzi ze nie jest wrazliwy na gluten, to jaki jest tego cel? Nigdzie nie skrytykowalam osob ktore na takiej diecie sa, wspomnialam o tym, ze ja nie wyobrazam sobie na takiej diecie byc jesli na ten moment nie musze. Wiec nastepnym razem prosze zastanowic sie co Pani/Pan pisze i kogos ocenia, nie majac wiedzy na temat danej osoby.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *