Moje guilty pleasures, czyli co robię, a czego nie powinnam!

Ostatnio miałam zabawną sytuację. Rozmawiając ze swoją uczennicą, zeszło na temat robienia ,,głupich rzeczy’’, których zwykle się wstydzimy, ale często je robimy, bo sprawiają nam dużo frajdy. Kiedy powiedziałam jej o moim nałogu serialowym i o innych pożeraczach czasu, zaczęła się śmiać. Powiedziała, że nigdy by się tego po mnie nie spodziewała! Zszokowało mnie to mimo że to nie pierwsza osoba, która mi to mówi. Większość (nie wiem dlaczego) uważa mnie za bardzo poukładaną Kornelię, która robi tylko to, co wypada i co jest słuszne i dojrzałe. Jesteście w wielkim błędzie, jeśli tak myślicie! Często zbaczam z wyznaczonej ścieżki i robię dziecinne rzeczy, oczywiście zawsze mając na to odpowiednie wytłumaczenie. Często zdarza mi się być źle zorganizowaną, palnąć okropną głupotę i zachowywać jak przysłowiowa blondynka! A jeszcze częściej praktykuję właśnie swoje gulity pleasures, czyli z angielskiego grzeszne przyjemności o których dzisiaj mowa.

Co to są guilty pleasures?

To takie małe przyjemności, które dają nam dużo radości i sprawiają wielką frajdę. To rzeczy, które wiemy, że nie powinniśmy zbyt często robić (wszystko z umiarem), a mimo to je robimy, bo to po prostu uwielbiamy i ciężko jest nam powiedzieć STOP! Często te ”guilty pleasures” powodują w nas wyrzuty sumienia i tłumaczymy sobie, że przecież nie robimy tego za często, gdzie w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. To może być na przykład piwo/wino, które pijemy raz na jakiś czas – ale im częściej je pijemy, tym bardziej może stać się ta czynność problematyczna ;). Pizza, którą uwielbiamy, ale jedzona zbyt często może pójść nam w boczki. Jakaś telenowela, która nas całkowicie wciągnęła, gdyż koniecznie musimy dowiedzieć się co się stanie w kolejnym odcinku! A wiadomo, parę odcinków to dobre parę godzin wyciągnięte z dnia!

Tego typu przyjemności zabierają nam dużo czasu, niechętnie o nich mówimy, bo się ich poniekąd wstydzimy, wiedząc, że przecież  ,,nie wypada’’. Z drugiej strony ani trochę nie chcemy ich się pozbyć, bo dają nam dużo frajdy i dobrej zabawy!

Tak też jest u mnie! Swoim grzesznych przyjemności hm… troszkę mam, ale  podchodzę do nich troszkę inaczej.

Wiem, że życie składa się właśnie z takich małych rzeczy, małych przyjemności życia codziennego, które powodują uśmiech na mojej twarzy. Dlaczego więc by z nich rezygnować? Przecież w życiu o to chodzi, aby każdego dnia mieć coś, czego nie możemy się doczekać! Na przykład kolejny odcinek ,,W garniturach”. Ja zawsze czekam niecierpliwie! Czasami przesadzam –  wiem to – ale staram się to kontrolować i nawet jakoś mi wychodzi.

Czy Wy macie swoje guilty pleaseures? Ja mam ich aż za dużo! W dzisiejszym wpisie postanowiłam podzielić się nimi z Wami – przede wszystkim po to, aby pokazać, że ani trochę nie jestem idealna, super zorganizowana i taka… hmm… poukładana? Często łamię swoje zasady. Nie raz zamiast wziąć się za pisanie tekstu na bloga, biorę się za napuszczanie wody w wannie, gdzie wiem, że spędzę dobra godzinę oglądając jakiś serial. Ale Kochani – priorytety, priorytety, ha ha! 

Oto moje grzeszne przyjemności: 

Pudelek 

Chciałabym powiedzieć, że jest inaczej, ale niestety! Pudelka sprawdzam codziennie. Prawdę mówiąc, czytam zwykle tylko tytuły artykułów, ale wciąż! Przecież wiem, że piszą tam same głupoty, ale mimo wszystko lubię śledzić życie ,,gwiazd”. Poza tym skąd indziej wiedziałabym, ile naprawdę lat ma Pani Rozenek; skąd wiedziałabym, kto wygrał Projekt Lady albo, że Wendzikowska ma nowego chłopaka. No skąd! 😀

Zakupy online 

Od dłuższego czasu nie chodzę już po centrach handlowych (zdarza mi się to może raz na 2-3 miesiące, co kiedyś robiłam kilka razy w tygodniu). Ale nie oznacza to, że nie robię zakupów! Robię, ale online. Zaczynając od spożywki (nie pamiętam już kiedy byłam w spożywczym sklepie), kupowaniu papieru toaletowego na Grouponie (bo promocja haha), a kończąc na kupowaniu sukienek nałogowo na ASOS.

Spożywka ok, musimy przecież coś jeść, a ja nie lubię marnować czasu na stanie w kolejkach więc wszystko kupuję online i dostaję pod drzwi. Papier toaletowy na Grouponie jest dobrej jakości i naprawdę tanio! Kupuje raz na 3 miesiące i wszyscy zadowoleni haha! A ja lubie przeglądać Groupon! A jeśli chodzi o sukienki hmm… Zawsze sobie tłumaczę, że sukienek nigdy za wiele (nawet mając już ich ponad 50) i przynajmniej dwa razy w miesiącu składam zamówienie i następnego dnia dostarczają mi do domu paczkę z przynajmniej 10 sukienkami. Oczywiście nie zatrzymuję ich wszystkich, ale zawsze coś z nich się wybierze. Dlaczego ja to robię? Nie mam pojęcia. Przecież wiem, że aż tyle nie potrzebuję! Czasami sama się pukam w głowę za to! Ale baaardzo to lubię!

Seriale

Seriale to zdecydowanie moja największa grzeszna przyjemność. Jest to moje małe uzależnienie. Nawet nie przyznam się do ilości seriali, które śledzę na bieżąco, bo wstyd! Szczególnie przywiązana jestem do tych amerykańskich. „W garniturach” (Suits) oglądam nałogowo. House of Cards i The Good Wife również nie mogę się oprzeć. A Gossip Girl oglądałam już milion razy i od czasu do czasu wciąż do tego wracam! Desperate Housewives uważam za najlepszy serial ever! Kiedyś tłumaczyłam sobie, że oglądam je, bo w ten sposób uczę sie angielskiego  haha! A, zapomniałabym! Żony Hollywood! To też oglądałam :D, ale tłumaczę sobie, że tak ,,wypada’’, bo przecież gra tam moja koleżanka, więc jakbym mogła nie oglądnąć! Przecież nie mogę jej tego zrobić! I jak tu wyobrazić sobie życia bez Netflixa?!

Gdyby kończyło się na amerykańskich serialach to byłoby dobrze, ale nie… Polskich też sobie nie odmawiam.

Zaczynając od Przyjaciółek, które uwielbiam. Nadal jestem na bieżąco z ,,Na dobre i na złe”, ale i od dobrych 10 lat jestem wierną fanką ,,M jak miłość” – tak, wiem, jak to brzmi. Oglądam ,,M jak Miłość” co tydzień, nie przepuszam żadnego odcinka! Ale to tylko z jednego powodu. Dla serialowego Tomka, albo przez Tomka, który jest dla mnie ideałem pod każdym względem. Uwielbiam go!

Jedzenie podczas oglądania 

To jedyne, czego się naprawdę wstydzę i w sumie chciałabym się tego oduczyć, ale cóż, strasznie to lubię! Największą przyjemność sprawia mi jedzenie śniadania, obiadu czy kolacji oglądając jakiś serial. Tak, wiem. Powinnam usiąść przy stole, wyłączyć telewizor i skupić się na jedzeniu, ale… hmm.. nie wychodzi mi to! Zdecydowanie lepiej mi wszystko smakuje, jak w tle słyszę nie do przebicia teksty Donny z Suitsów!

Przeglądanie Instagrama zaraz po przebudzeniu

Wstyd się przyznać, ale właśnie to robię po przebudzeniu. Rozbudzam się scrollując Instagrama i naprawdę ciężko walczę z tym, aby się powstrzymać, ale do dziś mi jeszcze nie wyszło. Przyznać się, kto też tak robi???

Słodycze: Gelato, sernik, bananowiec i batoniki Kinder Country

Tutaj nie muszę chyba już nic mówić. Jeśli idę na jakiś deser, to są to zawsze lody, sernik lub ciasto bananowe. Ze słodyczy sklepowych jem tylko Kinder Country i tak straaaszne je uwielbiam, a przecież wiem, że nie powinnam! Och, jak ja bym chciała lubić jeść tylko jarmuż, łososia i chia na śniadanie! Niestety, moje kubki smakowe jednak myślą inaczej.

Chleb 

Wiem, wiem. Nie powinnam go jeść, bo gluten, bo niezdrowy, tuczy itd. Ale dla mnie nie ma nic lepszego niż świeży chleb na zakwasie w połączeniu z solonym masłem! Mogłabym to jeść codziennie. 3 razy dziennie. Najchętniej to zamieszkałabym w jakieś piekarni! 😉

Wanna

Nigdy nie używam prysznica, w ogóle mógłby on dla mnie nie istnieć. Wanna to jest to! Uwielbiam długie kąpiele w gorącej wodzie, wylegiwanie się i dolewanie co chwilę cieplejszej wody. Nie ma nic lepszego na jesienne wieczory. I nie było by nic w tym złego, gdybym robiła to raz na jakiś czas. A przez to, że pracuję z domu, często zdarza się (szczególnie zimą i jesienią), że kąpiel biorę 2 razy dziennie! Mój chłopak przychodzi do domu po pracy i zawsze ironicznie pyta się, czy dzisiaj już dwie kąpiele zaliczone, ha ha.


Co myślicie o moich grzeszkach? Które Wam się podobają? Które zdziwiły Was najbardziej? A może Wy też myśleliście, że jestem tak super poukładana? 😀

7 thoughts on “Moje guilty pleasures, czyli co robię, a czego nie powinnam!

  1. Dzięki za tego posta!! Ulżyło mi, że nie tylko ja tak mam. Też za dużo czasu spędzam, np. na przeglądaniu Instagrama czy przeglądaniu ciuchów w sklepach internetowych. Twój blog to też mój nowy nałóg. Ciągle zaglądam, czy jest już nowy wpis :). Lubię też długie kąpiele w wannie i mam słabość do słodyczy. Ale kończą się wakacje, czas wracać do pracy, więc na te małe przyjemności będzie zdecydowanie mniej czasu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *