Małe zmiany z wielkimi efektami, czyli co zmieniłam w swoim życiu w ostatnim czasie.

Już pod koniec roku 2017 czułam, że 2018 rok będzie dla mnie wyjątkowy, a przynajmniej założyłam, że zrobię wszystko, aby tak właśnie się stało. Zapisując w grudniu swoje plany i cele na 2018 wiedziałam, że jeśli uda mi się połowę z tego zrealizować to może być to jeden z lepszych roków w moim życiu, a na pewno najlepszy od 5 lat.

Mamy dzisiaj kwiecień i uważam, że to nie jest czas, aby mówić o tych dużych zmianach, które zachodzą aktualnie w moim życiu, a z miesiąca na miesiąc będzie ich coraz więcej (taaaak się cieszę!), żeby przypadkiem nie zapeszyć.

Natomiast dzisiaj chciałabym natomiast podzielić się z Wami tymi małymi zmianami, które wprowadziłam do swojego życia parę miesięcy temu. Mimo, że te zmiany są dosyć małe, to mają one ogromny wpływ na moje życie, samopoczucie i ogólną produktywność, a przede wszystkim te zmiany przyniosły ze sobą spektakularne efekty.

Zacznijmy od początku.

Od jakiegoś czasu zauważyłam, że wiele rzeczy nie gra w moim życiu tak jak powinno. Nie byłam zadowolona ze swojej diety, moja waga ciągle była niestabilna, a poziom mojej aktywności fizycznej był bliski zeru. Do tego zaczęłam spędzać zbyt dużo czasu na youtubie, oglądając filmik za filmikiem. Irytował mnie też fakt, że mimo wydawania sporej ilości pieniędzy na kosmetyki i inne pierdoły do twarzy, nie byłam za bardzo zadowolona z efektów. Coś nadal nie grało.

Co więcej, miałam swoje rutyny poranne i wieczorne, które stworzyłam, sugerując się poradami różnych ekspertów w tych dziedzinach, ale również nie byłam zadowolona z efektów. Wszystko zaczęło mnie przytłaczać, bo było tego za dużo i zdecydowanie nie sprawiało mi to oczekiwanej przeze mnie przyjemności. Wiedziałam więc, że czas wziąć się w garść i coś zmienić.

Jakie zmiany wprowadziłam?

Dieta

Od wielu lat odżywiam się zdrowo. Przy moim nie najlepszym stanie zdrowia jest to szczególnie ważne. Przywiązuję więc ogromną wagę do tego, co spożywam. Swego czasu popadłam jednak w paranoję. Zaczęłam unikać cukru w każdej postaci. Nie jadłam nawet owoców, bo one przecież też zawierają cukier, który szkodzi zdrowiu, a w moim przypadku sieje spustoszenie z podwójną siłą. Jaki był tego efekt? A no taki, że faktycznie odzwyczaiłam się od niego i mogłam nie jeść nic słodkiego (marchewka wystarczała) nawet przez miesiąc, ale jak przyszedł dzień, że postanowiłam jednak sięgnąć po uwielbiane przeze mnie smakołyki, to przez kolejny tydzień albo dwa nie umiałam się opanować i powiedzieć STOP. Zapychałam się tymi pustymi kaloriami, bo wiedziałam, że zaraz znowu nie będzie mi wolno. Katowałam samą siebie.

To było bardzo nierozsądne z mojej strony i mój organizm szybko dawał mi znać o tym, że nie czuje się zbyt dobrze. Zakazywanie sobie czegokolwiek, co słodkie nie wpływało korzystnie ani na mnie ani na moją wagę. W końcu do mnie dotarło, że jak każdy potrzebuje czegoś słodkiego raz na jakiś czas i z naturą nie wygram.

Wprowadziłam więc z powrotem do swojej diety owoce. Na śniadanie jem owsiankę z owocami i ona już w zupełności mi wystarcza. Nie potrzebuję sięgać po jakiś słodkich zapychaczy przez resztę dnia. Nie tylko czuję się z tym lepiej, ale przede wszystkim nie torturuję się, że czegoś w ogóle nie mogę jeść.

Gluten i nabiał

Nie jest wskazane, abym jadła gluten i nabiał każdego dnia, wręcz przeciwnie powinnam go unikać. Ale co zrobić jak to właśnie wszystko, co z mąki kocham najbardziej? Do tego mozarelle, halloumi, biały ser, ricotte też darzę wielką miłością.

Z jednej strony zdrowie, wiadomo najważniejsze, ale z drugiej, jak mam sobie odmówić takich pyszności? Długo nie mogłam znaleźć satysfakcjonującego dla mnie rozwiązania.

Wprowadziłam więc zasadę (na próbę), że nie jem glutenu i nabiału w ciągu tygodnia w ogóle. Natomiast kiedy przychodzi weekend to świeży chlebek i grilowane halloumi na śniadanie pojawia się na moim stole obowiązkowo.

I muszę Wam powiedzieć, że sprawdza się to u mnie znakomicie. Cały tydzień unikam takich przetworów, ale z niecierpliwością i uśmiechem na twarzy czekam na niedzielne śniadanko i jedząc te wszystkie pyszności w niedzielę naprawdę to doceniam i wierzcie mi smakuje 100 razy lepiej niż jakbym miała to konsumować na co dzień. Niedzielne śniadania stały się teraz naszą tradycją i zawsze przygotowujemy je z należytą starannością. To była zmiana zdecydowanie na plus! Polecam Wam spróbować.

Cheat days 

Ostatnia zmiana związana z jedzeniem to cheat days – weekend to dla mnie taki czas kiedy mogę pozwolić sobie na lody, dobre ciacho i nie czuć się winna, tak jak kiedyś. Chyba nie zdziwi Was to, że powiem, iż w poniedziałek marzę już o sobocie haha : ) Podczas takich cheat days idę na pyszne gelato, serniczek lub piekę coś w domu. Kawałek ciasta w niedziele w zupełności mi wystarcza, aby zaspokoić pragnienie na cukier i czuję się naprawdę dobrze.

Podsumowując, nie mam żadnej diety, nigdy nie nazwę się wegetarianką, weganką, pesketarianką czy jakkolwiek inaczej. Nie będę dawać sobie żadnej etykiety i pieczątki ponieważ dietę dobieram tak, aby przede wszystkim mi służyła i była dla mnie dobra. Nie potrzebuję być modna lub na czasie, potrzebuję być zdrowa i żyć w zgodzie ze sobą i dlatego stosuję Korneliową dietę, a nie żadna inną. : ) Mam nadzieję, że Wy też!

Aktywność fizyczna

Kolejny problem, z którym nie mogłam sobie poradzić to aktywności fizyczna. Nie cierpię ćwiczyć, naprawdę. Gdy byłam młodsza sport sprawiał mi przyjemność, ale dziś już nie mogę tego powiedzieć. Squash to jedyna aktywność ruchowa, na którą chętnie chodzę, ale siłownia, ćwiczenia na macie itd. … o nieeee, to zupełnie nie dla mnie. Mimo to, wiem o tym, że muszę to robić i chcę się ruszać przede wszystkim dla zdrowia, lepszego samopoczucia i aby po prostu ładnie wyglądać.

Długo myślałam jak znaleźć złoty środek. Doszłam do kilku wniosków. Wiedziałam, że nienawidzę kardio, więc chciałam tego unikać. Zaczęłam od chodzenia na siłownię raz w tygodniu w weekend, gdzie spędzam godzinkę, robiąc 15 min kardio, a całą resztę poświęcam na ćwiczenia siłowe, które nawet mi się podobają. Skończyłam z katowaniem się przez godzinę na bieżni, bo przecież tak trzeba. Muszę Wam powiedzieć, że teraz siłownia, po tych zmianach nie stanowi dla mnie problemu i chętnie tam chodzę, a efekty są również widoczne. No i czuję się lepiej. Jak widać, godzina na bieżni wcale nie jest koniecznością jak przez długi czas mi się wydawało.

Ćwiczenia w domu

Co więcej, w tygodniu postanowiłam też ćwiczyć w domu. I znowu? Co tu zrobić? Godzinka z Chodakowską to nie dla mnie. Ale 15-20 minut każdego dnia rano dam radę poćwiczyć. Znalazłam więc intensywny trening 15-20 minutowy (to wcale nie tak długo i szybko czas leci), dzięki któremu nie będę zniechęcać się każdego ranka, że aż godzinę muszę skakać na macie.

Ćwiczę z Mel B i uwielbiam ją, mimo że na początku było mi mega ciężko. Ćwiczenia z samego rana i naprawdę te 15 minut nie jest dla mnie dużym wyzwaniem. Wiem, że to tylko 15 minut, a nie cała godzina i to mnie niesamowicie motywuje. Muszę Wam powiedzieć, że mi te 15 minut 5 razy w tygodniu w zupełności wystarcza, aby zauważyć fajne efekty i czuć się znakomicie!

Waga

I z tym wszystkim związana jest moja wymarzona waga. Od 5 lat próbuję dojść do wagi sprzed wyjazdu do Stanów i sprzed choroby, czyli 60-62 kg. Była i jest to moja wymarzona waga, w której czułam się świetnie. Niestety od 5 lat nie idzie mi to zbyt dobrze, zawsze jestem blisko, ale wciąż parę kilogramów za daleko. Po zmianie diety i podejścia do ćwiczeń, od kilku miesięcy zauważam znaczną różnicę i waga zaczęła lecieć w dół, powoli, ale leci. Co więcej zostało mi już naprawdę niewiele, aby osiągnąć wymarzoną wagę. Cel to 12 czerwca, moje urodziny – mam ogromną nadzieję, że mi się uda! Najważniejsze jednak, że naprawdę widzę różnice już teraz. Jem to, co mi smakuje i służy, robię ćwiczenia, które nie są dla mnie męczarnią – jak kiedyś.

 Youtube

Kolejna zmiana związana jest z nadmiernym oglądaniem youtuba.

Mam swoje ulubione youtuberki i youtuberów i czasami spędzałam z nimi po 2 h dziennie, co mimo, że było przyjemne, jest ogromną stratą czasu, który mogłabym lepiej wykorzystać.

Z początkiem roku wprowadziłam zasadę: łączenie przyjemnego z pożytecznym, czyli youtube tylko kiedy jem, gotuję, sprzątam lub robię coś pożytecznego (np. prasowanie).

I wiecie co? Jestem z siebie dumna, bo naprawdę mi to wychodzi. Oglądam filmiki podczas gotowania lub jedzenia, a kiedy kończę to robić, wyłączam. Dzięki temu ten czas spędzony na staniu przy garnkach jest przyjemniejszy, a ja nie mam poczucia straty czasu jak wcześniej kiedy go marnowałam, leżąc po prostu na kanapie. Czasem tylko wydłużam sobie to gotowania w wiadomym celu haha 🙂  

Spacery

Kolejna zmiana to więcej chodzenia, spacerowania.

Jestem bardzo, bardzo wygodna i jeśli mogę gdzieś dojechać to dojeżdżam najbliżej jak mogę (love uber!), a raczej dojeżdżałam, bo z nowym rokiem i taką zmianę wprowadziłam. Koniec z zamawianiem ubera, bo mi się nie chce iść, koniec z parkowaniem najbliżej jak się da. Teraz spaceruje więcej, mniej korzystam z ubera i z pewnością lepiej na tym wychodzę, zdrowotnie oraz finansowo : ) A żeby umilić sobie ten czas słucham ulubionych podcastów.

Ostatnie zmiany to zmiany w rutynach, tej dziennej i wieczornej.

 Dzienna rutyna

Moja dzienna rutyna to było wstawanie bardzo wcześnie, bo o 6, i wiecie medytację, journaling, motywacyjne video i milion innych rzeczy, aby pozytywnie zacząć dzień – tak zalecali znawcy w tych tematach, więc tak też robiłam. Tylko, że mi jakoś to wszystko nie grało, nie mogłam się w tym wszystkim odnaleźć. Wstawanie o 6 rano nie było przyjemnością, a raczej przyzwyczajeniem, ale co z tego jak szybko byłam zmęczona.

Teraz wstaje 7-7:13, zaczynam dzień od wody lub herbaty i ulubionej piosenki, następnie sprawdzam social media (tak wiem, wiem to bardzo źle, ale ja się tak budzę i mi to służy) ćwiczę, robię poranną toaletkę i siadam do pracy. Pewnie zapytacie gdzie śniadanie, przecież to najważniejszy posiłek dnia i koniecznie trzeba zjeść godzinę po przebudzeniu. Te rady wszystkich guru też mi nie służyły. Ja śniadanie jem dopiero godzinę po pracy. Najpierw muszę popracować godzinkę, zrobić co najważniejsze tego dnia i dopiero wtedy, wiedząc, że najważniejsze już wykonałam, mogę spokojnie usiąść do śniadania.

Kiedyś pomyślałabym, że ta codzienna rutyna nie jest dobra, że nie tak zalecają osoby najbardziej produktywne na świecie itd., ale dotarło do mnie, że to nie chodzi o to, żeby robić to, co robią inni, tylko robić tak, aby to Tobie było dobrze.

Wieczorna rutyna      

Tutaj też wprowadziłam parę zmian na lepsze. Kończę dzień koło 22:00, często zapalając świeczkę, aby nastawić się, że niedługo czas spać, czytam lub oglądam coś przed snem (niekoniecznie książkę typu self-help), często po prostu jakiś serial dla odprężenia.

Następnie piję herbatkę przed snem, nakładam jakaś maseczkę itd. Potem koniecznie zawsze planuję kolejny dzień z moim 10 Minute Planner, aby położyć się spać wiedząc, co mnie jutro czeka i się na to nastawić. Po 23:00 jestem w łóżku gotowa do spania.

Już nie zmuszam się do codziennego czytania książek przed spaniem, jeśli nie mam ochoty. Nie zmuszam się do tych wszystkich rzeczy, które zalecają specjaliści, ponieważ naprawdę próbowałam, ale to nie jest dla mnie.

Dostosowałam więc to do siebie, swoich preferencji i upodobań. Nie chcę kopiować i udawać kogoś kim nie jestem. Powinniśmy robić to, co nam odpowiada i co czujemy, że przynosi nam korzyści, a nie ślepo podążać za poradami ekspertów, którzy chcieliby wrzucić wszystkich do jednego worka i mówią „Tak postępuj, a osiągniesz sukces”, „Tak powinien wyglądać Twój dzień, abyś czuł się spełniony” itd. Oczywiście ich niektóre „złote” rady są bardzo przydatne, ale trzeba mieć też swój rozum i kiedy coś nam nie odpowiada po prostu odpuścić i nie zmuszać się do robienia czegoś wbrew naszej woli.

To chyba na tyle z moich małych zmian, które wprowadziłam od stycznia. Może dla Was wydają się one błahe, ale dla mnie dają spektakularne efekty i pozytywnie nastawiają mnie do życia. A o to właśnie chodziło! Chciałam Wam też tym postem pokazać, że czasami naprawdę niewiele trzeba aby wprowadzić pozytywne zmiany do naszego życia. Wystarczy zacząć od małych kroczków – ja zaczęłam i to była świetna decyzja.

Już niedługo podzielę się z Wami tymi większymi zmianami i prawdę mówiąc nie mogę się doczekać! Mam nadzieje, że i przed Wami same wspaniałe chwile!

3 thoughts on “Małe zmiany z wielkimi efektami, czyli co zmieniłam w swoim życiu w ostatnim czasie.

  1. Ja ostatnio niestety z musu wpadłam w dietę dla cukrzyków i powiem Ci, że jeśli chodzi o słodycze, to testuję różne wypieki własnie ze stron dla diabetyków… Ostatnio robiłam ciasto z fasoli białej – bez cukru i bez mąki. Wypieki dosładzam erytrytolem (IG 0 , 0 kcal) lub ksylitolem. Wpadłam (w końcu!) w tryb jedzenia śniadań (w ogóle :D) i regularnych posiłków.
    Jesli chodzi o ograniczanie cukru to właśnie polecam taką zdrowszą dietę – przejrzeć zasady dla diabetyków, to nie boli 😀 – i próbować te ich właśnie fajne przepisy. Deserem jest owoc, jogurt z musem owocowym, kasza manna z powidłami itp. Dieta się bardzo urozmaiciła, mniej smażonego, więcej warzyw, nowy podział na posiłki i oddzielanie niektórych składników od siebie (np chleb i nabiał). Jak się ma 30 lat to warto już pomyślec, że lepiej coś zrobić, niż mieć 40 lat i zawał lub cukrzyce 😉

  2. Ciekawy wpis, fajnie się go czyta. Ja sobie zrobiłam długą listę zmian, które chciałabym wprowadzić i pod koniec miesiąca weryfikuję. Największy problem to niestety ćwiczenia. Ale zawitała wiosna, więc mam nadzieję, że odkurzę rower ;-). Na okres postu zrezygnowałam ze słodyczy i moich ulubionych stron internetowych. Dobrze mi to zrobiło. Teraz sięgam po słodycze, bo je uwielbiam, ale staram się ograniczać. Zmianą, którą chciałabym wprowadzić w życie jest wcześniejsze chodzenie spać, ale to dla mnie trudne. Za to rano tak ciężko się wstaje!!;-) Codziennie staram się słuchać ojca Szustaka. Z tym nie mam problemu, bo go uwielbiam! 🙂 Powodzenia, Kornelio!:-*

  3. To powiem Ci, że podziwiam to, że wcześniej starałaś się dostosować do tego wszystkiego co narzucają różni guru, a jeszcze bardziej podziwiam to, że udało Ci się od tego uwolnić i stworzyć te swoje rytuały 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *