Jak zostałam sama sobie świętym Mikołajem

W jednym z wpisów namawiałam Was do tego, abyście przestali czekać na prezenty i stali się sami sobie świętym Mikołajem. Dziś przestawiam Was swoja historię, jak ja postanowiłam zostać swoim osobistym świętym Mikołajem i zmienić swoje życie na lepsze.

Lata 2014 i 2015 były najtrudniejszym okresem w moim życiu. Z powodu choroby, która przyszła jak grom z jasnego nieba, musiałam zrezygnować lub odłożyć na później wiele swoich marzeń i planów. Przez długi czas nie mogłam zrozumieć jak w ciągu kilku dni moje życie zmieniło się o 180 stopni. Musiałam pogodzić się nie tylko z faktem, że nie spełnię swoich (wtedy) największych marzeń, ale również nie wrócę do kraju w którym planowałam swoje życie i w którym było mi najlepiej. Wtedy czułam, że mój świat się zawalił. Zupełnie nie potrafiłam odnaleźć się w nowej sytuacji, nie umiałam pogodzić z tym się, że jestem chora i muszę skupić się na swoim zdrowiu. Po prostu nie wiedziałam, jak mam stawić czoła tak dużym problemom mając zaledwie 21 lat. To był najcięższy okres mojego życia. Przez kolejne dwa lata byłam najbardziej nieszczęśliwą osobą, jaką znałam – momentami nie poznawałam samej siebie. Płakałam, narzekałam, spędzałam całe dnie w łóżku z okropnymi myślami. Obwiniałam cały świat za to, co mnie spotkało. Zadawałam sobie mnóstwo pytań dlaczego akurat ja.

Pamiętam, że jedynie święta Bożego Narodzenia dawały mi odrobinę radości. Oczekiwałam wtedy na prezenty – byłam pewna, że będą wspaniałe. Wiedziałam, że się uśmiechnę i choć przez chwilę będę szczęśliwa. Jak dziecko, czekałam na  ”świętego Mikołaja” z podarunkami, które sprawią, że chociaż przez moment poczuję się lepiej.

Jednak, w ostatnie święta zauważyłam, że moja radość z prezentów trwa tylko chwilkę. Bardzo chciałam dostać białego, dużego Iphona. Dostałam wymarzony telefon i moja radość była ogromna, aczkolwiek to uczucie było krótkie i ulotne, a przecież czekałam na to przez wiele miesięcy.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że ciągle czekam – na coś lub kogoś, aby mnie uszczęśliwił. To był moment, w którym uświadomiłam sobie, że obwinianie całego świata za przeciwności losu jakie mnie spotkały, że czekanie na urodziny, Dzień Kobiet czy Mikołaja, aby poczuć się lepiej nie jest najlepsza receptą na udane życie. Nie jest receptą na życie, które ja chcę prowadzić.

Postanowiłam przestać czekać. Powiedziałam sobie, że czas wziąć życie w swoje ręce i przestać obwiniać cały wszechświat za mój stan zdrowia. W zamian zdecydowałam skupić się na tym, aby wróciła ”stara”, szczęśliwa Kornelia. To był moment, w którym uświadomiłam sobie, że szczęście tworzy się samemu, a nie czeka na kogoś, kto je nam podaruje. Wiedziałam, że mam wybór: pogodzić się z chorobą i nauczyć się z nią żyć lub całkowicie się jej poddać. Wybrałam tą pierwszą opcję. Zdecydowałam przestać czekać i narzekać, a zacząć działać. Dotarło do mnie, że to tylko i wyłącznie ja jestem odpowiedzialna za to jak wygląda moje życie. Dziś wiem, że była to dobra decyzja.

Uświadomiłam sobie, że jeśli chcę zmienić swoje życie to muszę zrozumieć następujące rzeczy:

  • nikt niczego za mnie nie zrobi
  • będę musiała wiele poświęcić
  • będę musiała zacząć myśleć i działać inaczej niż do tej pory.

Skłamałabym, mówiąc że przyszło mi to z łatwością. To były trudne miesiące zawziętej walki ze samą sobą, ze swoimi myślami. Byłam świadoma tego, że potrzeba mi dużo czasu.

Poza tym zaczęłam zadawać sobie pytania takie jak: Co sprawia, ze jestem nieszczęśliwa? Co sprawiłoby, że byłabym znowu szczęśliwa? Następnie zaczęłam zastanawiać się na co mam wpływ i co mogę zmienić. Zastanowiłam się co muszę zmienić/usunąć ze swojego życia, a co nowego powinnam wprowadzić lub jakie kroki podjąć, aby je polepszyć.

Dzięki temu, że wzięłam sprawy w swoje recę i przestałam polegać tylko na innych ( np. Lekarzach, którzy nie byli w stanie mi pomóc, a jedyne co robili to przepisywali coraz to gorsze lekarstwa), mój stan zdrowia znacznie się polepszył.

Kolejnym dobrym przykładem może być praca. Było mi bardzo źle, że pracuję w miejscu, którego nie lubię i przez które każdy mój dzień jest fatalny. Co z tym mogłam zrobić? Zastanowić się, jaka praca da mi szczęście i stworzyć plan na to, aby w najbliższym czasie znaleźć taka pracę. Zajęło mi to kilka miesięcy, ale UDAŁO SIĘ! Dziś robię to, co kocham i każdego dnia mam uśmiech na twarzy, wiedząc że moja praca to dla mnie czysta przyjemność.

Zbyt wiele ludzi liczy na to, że szczęście przyjdzie do nich samo. Oczywiście, są takie osoby, którym wszystko podano na tacy. Musisz jednak wiedzieć, że niewiele jest takich osób, a ich szczęście jest  ulotne i szybko przemija. Poza tym, najlepiej “smakuje” marzenie, które spełnimy samemu. Jeśli sam na to zapracujesz i sam stworzysz swój idylliczny świat, bardziej docenisz to co osiągnąłeś, będziesz z siebie dumny, a przede wszystkim będziesz w stanie to kontrolować. W ten sposób również udowodnisz sobie, że potrafisz walczyć o swoje szczęście, i co ważniejsze o siebie.

Czasami musimy przestać czekać na cud i stworzyć go sobie samemu! Jeśli mi się udało, TOBIE RÓWNIEŻ SIĘ UDA!

 

NIE CZEKAJ NA ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA Z PREZENTAMI. BĄDŹ SWOIM WŁASNYM MIKOŁAJEM!

3 thoughts on “Jak zostałam sama sobie świętym Mikołajem

  1. Niesamowity, wspaniały tekst Kornelia. Super, że wprowadziłaś go w życie, nie czekając na gruszki aż urosną na wierzbie, jesteśmy kowalami swojego losu i Ty jesteś żywym tego przykładem, że można. Wydrukowałam twojego posta i dam przeczytać teściowej, która choruje, ma jakieś lęki, strasznie pesymistycznie podchodzi do życia i wpatrzona jest w lekarzy, którzy niestety jej nie pomagają tak samo jak tobie. Jesteś wspaniała, cudowna, zarażasz swoją energią życia, też bym chciała mieć takie podejście do życia, staram się ale nie zawsze mi wychodzi. Ciągle nad tym pracuje, sama napisałaś, że nie jest łatwo, chcę realizować swoje marzenia jak TY, Kalifornia mnie rozłożyła na łopatki 🙂 Takimi ludzmi trzeba się otaczać jak TY.

    1. Malgosiu, dziekuje za TAK MILA WIADOMOSC! Niestety los nie byl zawsze dla mnie laskawy i ostatnie lata sa tego najlepszym przykladem ale ja sie nie poddaje i mam nadzieje, ze nigdy nie poddam! Co mnie nie zabije to mnie wzmocni!! Zycze Cie tego samego i duzo zdrowai Twojej tesciowej! Pozdrawiam cieplo!! 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *